Poświęcić wszystko dla tańca
[quote:d12c0a5258="Father"]
A już zupełnie nie rozumiem dlaczego przyklad V. Gogh,a jest nieodpowiedni. Przecierz oddał sie sztuce tak bardzo a jednak nie osiągnął sukcesu za swojego życia. Choroba psychiczna nie ma tu znaczenia. [/quote:d12c0a5258]
Przykład jest nieodpowiedni, ponieważ niepowodzenie w sztuce decydująco przyczyniło się do pogłębienia jego choroby psychicznej. Tak więc choroba psychiczna ma tu znaczenie.
[quote:d12c0a5258="Father"]
To Ty sama sobie zaprzeczasz ponieważ nie zrozumialaś mojego przesłania a mianowicie:
skoro kogoś kochamy z wzajemnością to nie wolno tego poświecić na ołtarzu miłości do sztuki. Chociaż w wielu wypadkach tak sie dzieje i artyście odnoszącemu sukcesy jest to wybaczane pomimo,że nie jest etyczne.[/quote:d12c0a5258]
Nic takiego wcześniej nie napisałeś, albo wyraziłeś to bardzo niejasno. Nie polemizowałabym wtedy z Tobą, bo całkowicie się zgadzam z tym, co napisałeś.
[quote:d12c0a5258="Father"]
P.S.A skąd wiesz,że mam rodzinę?[/quote:d12c0a5258]
To była akurat figura ogólna, nie pisałam bezpośrednio do Ciebie
A już zupełnie nie rozumiem dlaczego przyklad V. Gogh,a jest nieodpowiedni. Przecierz oddał sie sztuce tak bardzo a jednak nie osiągnął sukcesu za swojego życia. Choroba psychiczna nie ma tu znaczenia. [/quote:d12c0a5258]
Przykład jest nieodpowiedni, ponieważ niepowodzenie w sztuce decydująco przyczyniło się do pogłębienia jego choroby psychicznej. Tak więc choroba psychiczna ma tu znaczenie.
[quote:d12c0a5258="Father"]
To Ty sama sobie zaprzeczasz ponieważ nie zrozumialaś mojego przesłania a mianowicie:
skoro kogoś kochamy z wzajemnością to nie wolno tego poświecić na ołtarzu miłości do sztuki. Chociaż w wielu wypadkach tak sie dzieje i artyście odnoszącemu sukcesy jest to wybaczane pomimo,że nie jest etyczne.[/quote:d12c0a5258]
Nic takiego wcześniej nie napisałeś, albo wyraziłeś to bardzo niejasno. Nie polemizowałabym wtedy z Tobą, bo całkowicie się zgadzam z tym, co napisałeś.
[quote:d12c0a5258="Father"]
P.S.A skąd wiesz,że mam rodzinę?[/quote:d12c0a5258]
To była akurat figura ogólna, nie pisałam bezpośrednio do Ciebie
Milton- jesteś dopiero na początku "poświęcania " się baletowi, tak myślę. I myślę że do końca nie wiesz co piszesz, znaczy nie- może wiesz, ale nie zdajesz sobie sprawy z tego wszystkiego...
tak naprawdę niekt nie byłby w stanie poświęcić W S Z Y S T K I E G O dla tańca. Nie tylko dla tańca.
Wiesz, mi sie kiedyś też tak wydawało...
ale życzę wytrwałości.
tak naprawdę niekt nie byłby w stanie poświęcić W S Z Y S T K I E G O dla tańca. Nie tylko dla tańca.
Wiesz, mi sie kiedyś też tak wydawało...
ale życzę wytrwałości.
[quote:010fd28210="Bajaderka"]Father-marzenia można leczyć, uwierz mi:-) [/quote:010fd28210]
Mysle, ze nie stworze offtopu bo wszytsko dotyczy tego samego tematu. Nie wydaje mi się, zeby można było tak do końca wyleczyć marzenia - dowód na to jest tu: dlatego tu wszyscy (większosć ) jesteśmy. Rzecz polega na sile i skali marzeń - jesli nie bylismy skłonni poświęcić wszystkiego tancowi (albo się to nie udało) to realizujemy je inaczej: chodzimy na zajecia dla amatorów, piszemy na forum, oglądamy balety, piszemy o nich ... :) to w kwestii marzen o tancu, o zwiazku z tancem - leczenie marzeń moze daje jakies skutki, ale na pewno nie stuprocentowe ;)
Mysle, ze nie stworze offtopu bo wszytsko dotyczy tego samego tematu. Nie wydaje mi się, zeby można było tak do końca wyleczyć marzenia - dowód na to jest tu: dlatego tu wszyscy (większosć ) jesteśmy. Rzecz polega na sile i skali marzeń - jesli nie bylismy skłonni poświęcić wszystkiego tancowi (albo się to nie udało) to realizujemy je inaczej: chodzimy na zajecia dla amatorów, piszemy na forum, oglądamy balety, piszemy o nich ... :) to w kwestii marzen o tancu, o zwiazku z tancem - leczenie marzeń moze daje jakies skutki, ale na pewno nie stuprocentowe ;)
W kwestii leczenia marzeń M. wie sporo. Co prawda nie chodzi o balet a o inną sprawę, która wymaga myślę, że podobnego poświęcenia. Oj wiele lat M. wmawiała sobie, że ta droga jest nie dla niej, że za trudna, że M. nie ma pradyspozycji ani nawet szans na to... i spychała myśli o tym szalonym i absurdalnym (tak jej się kiedyś wydawało) pomyśle w najgłębsze zakątki duszy, zakopując je na długie miesiące i uciszając wszelkimi możliwymi sposobami. Ale co jakiś czas, jakby skrzat jakiś wredny i przebiegły ukłuł to tu to tam niespodziewanie i przez głowę M. przebiegała cichutka myśl "a może jednak?". "Nie! Nie, przecież Ty jesteś zupełnie inna"- broniła się racjonalnie dziewczyna- "to jest nie dla ciebie!". Jednak, któregoś wieczora malutki kawałek M. poczuł, że być może jej marzenie jest możliwe do zrealizowania (...i ta dziwaczna wiara w tajemnicze moce sprzyjające marzycielom, która się pojawiła po przeczytaniu "Alchemika"). Z resztą miała już trochę dosyć tego podgryzania i pojawiającego się wciąż pytania o to co by było gdyby zdecydowała się zaryzykować i powalczyć? A noż się uda? A nawet jeśli nie, to przynajmniej będzie miała czyste sumienie, więdząc, że zrobiła wszystko by spełnić swoje ciche marzenie...
Postawiła wszystko na jedną kartę i zostawiła wszystko co wydawało jej się wtedy ważne. A gdy minęło trochę czasu i ciężkiej pracy zdobyła co chciała. Okazało się jednak, że jej marzenie nie jest do końca takie jak je sobie wyobrażała. Weszła jednak na pewną drogę i pomimo tego, że często narzeka a to na niewygodne obuwie a to na niesprzyjające wiatry, że wędrówka nie idzie jej tak dobrze jak planowała, coś jej podpowiada, że w każdej chwili może zmienić szlak, którym podąża na łatwiejszy albo ciekawszy...na razie tego nie robi bo przeczuwa, że pomimo wszystko to właśnie jest jej miejsce...
M. jest przekonana, że jeśli jakieś nawet niedorzeczne marzenie cudem się w nas zakorzeni, to strasznie trudno jest się go pozbyć i dużo łatwiej (aż sama się dziwię, że napisałam "łatwiej" - ale to już inna bajka pod tytułem "nikt nie mówił, że będzie łatwo" albo "gdyby miało być łatwo ty byłabyś gdzie indziej" :wink: ) dla "świętego spokoju" wyjść mu naprzeciw :D
No ale to nie o tańcu więc można skasować :wink:
Postawiła wszystko na jedną kartę i zostawiła wszystko co wydawało jej się wtedy ważne. A gdy minęło trochę czasu i ciężkiej pracy zdobyła co chciała. Okazało się jednak, że jej marzenie nie jest do końca takie jak je sobie wyobrażała. Weszła jednak na pewną drogę i pomimo tego, że często narzeka a to na niewygodne obuwie a to na niesprzyjające wiatry, że wędrówka nie idzie jej tak dobrze jak planowała, coś jej podpowiada, że w każdej chwili może zmienić szlak, którym podąża na łatwiejszy albo ciekawszy...na razie tego nie robi bo przeczuwa, że pomimo wszystko to właśnie jest jej miejsce...
M. jest przekonana, że jeśli jakieś nawet niedorzeczne marzenie cudem się w nas zakorzeni, to strasznie trudno jest się go pozbyć i dużo łatwiej (aż sama się dziwię, że napisałam "łatwiej" - ale to już inna bajka pod tytułem "nikt nie mówił, że będzie łatwo" albo "gdyby miało być łatwo ty byłabyś gdzie indziej" :wink: ) dla "świętego spokoju" wyjść mu naprzeciw :D
No ale to nie o tańcu więc można skasować :wink: