Koncert obserwowałem z kulis robiąc zdjęcia, a to zupełnie inne wrażenie - byłem w bezpośrednim sąsiedztwie koleżanek przygotowujących się, a więc słyszałem wszystkie obawy i emocje, których na widowni się nie odbiera.
A już taki urok naszych artystycznych zmagań z grawitacją, że wszelkie, nawet drobne błędy i potknięcia odbieramy zbyt emocjonalnie w dwóch sytuacjach - albo samemu (schodząc w kulisę rozczarowanym i złym) albo obserwując i zazdroszcząc "konkurencji" (można się samemu dowartościować). Tymczasem widz najczęściej patrzy zupełnie inaczej.
Będąc więc w centrum tych zakulisowych emocji nie mogę oceniać tak, jakbym był na widowni. Byłem zainteresowany głównie najstarszymi klasami i im poświęciłem swoją uwagę. Najbardziej podobały mi sie następujące części:
Paquita podobała mi się ze względu na sentyment do klasyki i piękne czerwone paczki! Byłem w siódmym niebie - ja to mógłbym chyba na okrągło oglądać!
Derives również ma ładne różowe kostiumy, podoba mi się choreografia - osiągnięta stosunkowo prostymi pozami i krokami, ale tworzy przemyślaną spójną całość.
Va Pensiero Verdiego - rozpaczliwy lament to nie jest może moja ulubiona treść, choć realizacja w sensie choreograficznym podobała mi się. Ten akurat utwór odebrałem jako wykonany stosunkowo równo i muzycznie, a także dostrzegłem wyraźne emocjonalne zaangażowanie wykonawców.
Wykonany na końcu Broadway Jazz idzie za każdym wykonaniem lepiej, równiej, precyzyjniej. Dziewczyny dają czadu, są eleganckie a przy tym takie... apetyczne.
ArtGymTeam jest zespołem z poza szkoły, choć ma z nią wyraźny związek (tancereki to absolwentki). Prezentuje więc inne podejście do tańca, inną technikę. Chłopcy pokazali bardzo efektowne elementy akrobatyczne które mi zaimponowały. Obecność zespołu na koncercie na pewno wpływa na jego całościowy odbiór.
Ogólnie w czasie koncertu - jako malkontent dostrzegłem niekiedy brak precyzji ruchów, brak wytrzymywania póz (fajtanie nogami które przez większość czasu były w pozie przejściowej) kłopoty z pamięcią choreografii (podpatrywanie koleżanek i naśladowanie), albo brak synchronizacji - i to niekoniecznie spaźnianie, czasami wręcz wyrywanie się z tempem do przodu. Nie były to jednak usterki które wyraźnie popsuły mój odbiór koncertu - doceniam również wiele tych technicznych szczegółów, które wypadły dobrze w wyniku długiej i żmudnej pracy. Ucieszyłem się np. bardzo widząc czyste podwójne piruety zakończone bez spadania z pointy, w pionie, świadomie kończone przez półpalce, wytrzymane precyzyjne pozy (wtedy wychodzą dobre zdjęcia), obciągnięte podbicia, wyprężone kolana... Obserwując niektóre koleżanki widziałem postęp - coraz lepiej panują nad ciałem, świadomie ustawiają pozę pilnując kierunku, ustawienia korpusu, rąk...
Dla mnie większość z tego elementarza techniki tańca jest nieosiągalna, miło więc popatrzeć na kogoś, kto już coś potrafi!
[quote4d="stary labedz:)"]...Do szkoły przy Łąkowej już raczej nie wrócę:)...[/quote4d]
A to niby dlaczego? Wszystko oczywiście zależy od dyrekcji szkoły, ale uważam, że jeżeli rzeczywiście chcesz- warto porozmawiać - są również starsze osoby, szkoła stwarza dobre warunki dla osób o rozmaitych oczekiwaniach.
Pamiętaj, że taniec można nie tylko traktować zawodowo. A praca nad swoją techniką przy drążku nie musi obligować do występów baletu klasycznego sensus stricte, ale możesz ją praktycznie wykorzystać w życiu w niektórych aspektach - np. jeżeli pracujesz aktorsko, występujesz w innej dyscyplinie tańca albo chcesz być zgrabna i podobać się chłopakowi (albo chłopak dziewczynie, nie dyskryminujmy się sami

mniejszy garb i mniejszy mięsień piwny raczej nikomu nie zaszkodzi).
A jeżeli masz jakieś powody rezygnacji z tej szkoły o których wolisz nie pisać - również pan Niedźwiedź, były solista Opery Krakowskiej prowadzi zajęcia dla dorosłych (w tym amatorów).