Czy jestem jedyna?
Obejrzałam pobierznie bo jest juz późno i nie dam rady całości ... aaaa spać.
Ale muszę podzielić się opinią
Całość film/widowisko (jak to nazwać?) tego Plucinelli przypomina szaloną wizję narkomana. Klasycznego baletu jest tu tyle co kot napłakał /ja konserwa muszą byc poity i piruety/, ale mimo to coś mi sie w tym podobało, na pewno muzyka, faktycznie jest piękna. Ale oprócz tej muzyki te kolory ciepłe pastelowe, nadają taki optymistyczny nastrój, miło sie na to patrzy
Może ze względu na ten nastrój Plucinnela postawiłabym wyżej niż biednego, przerazającego Kopciuszka.
W ogóle jak oglądałam ten film /?/ to widziałam niedzielny poranek i program dla dzieci przybliżający im kulturę, sztukę ... tańca ... No czy coś w tym rodzaju
ps. jeszcze nie wczytywałam sie w libretto, opisałam tylko pierwsze wrażenie