Co swiadczy o jakosci OSB w Polsce?
Co swiadczy o jakosci OSB w Polsce?
Od pewnego czasu sie nad tym zastanawiam. Co swiadczy o tym, ze dana szkola jest najlepsza w Polsce? Ilosc uzdolnionych absolwentow - tak jak zaznaczyl to Milton w jednym ze swoich postow? Ilosc uczniow przyjmowanych do pierwszej klasy? W koncu mozna uznac, ze im wiecej tym bardziej znana jest szkola. Czy w koncu ilosc wyroznien otrzymywanych przez uczestnikow konkursow baletowych?
Dla mnie zadne zalozenie z wymienionych wyzej, nie ma znaczenia. Mozna uznac, ze na konkursie nawet najlepszym moze sie cos nie udac. Ilosc absolwentow rowniez nie jest miarodajna - ilu z niech podejmnie pozniej prace w zawodzie a ilu zrezygnuje?
Ilosc uczniow przyjetych do pierwszej klasy? Przegladajac portal "nasza-klasa" zauwazylam, ze dwie szkoly w Polsce maja "manie" przyjmowania ogromnych ilosci uczniow, lista z nazwiskami prawie sie nie konczy, ale czy to wplywa na jakos ksztalcenia przyszlego tancerza? Przeciez wiadomo, ze mniej licznych klasach uczy sie znacznie przyjemniej, uwaga pedagoga jest skupiona na garstce a nie na calym tlumie uczniow. W ten sposob zyskuje cala klasa a nie tylko ci najlepsi, ktorych nauczyciel da rade zobaczyc podczas lekcji.
Tutaj powinni wypowiedziec sie rowniez sami nauczyciele, w jakich grupach uczy mi sie lepiej.
Po co trzymac na sile w szkole osoby ktorym nie chce sie uczyc? Tylko po to, zeby pozniej mowiono ze ta szkola jest wspaniala bo ma tylu i tylu absolwentow w danym roczniku?
Dla odmiany sprawdzilam tez inna szkole, ta o ktorej najmniej rozmawiamy, z ktorej uczniow zarejestrowanych na forum jest tylko kilku. W ktorej absolewntow (przynajmniej kilku klas) mozna policzyc na palcach jednej reki. Na zywo widzialam tylko 2 uczennice z tej szkoly, oczywiscie jedne z lepszych. Reszte tylko na zdjeciach ale nawet na zdjeciach wygladaja zadziwiajaco. Piekne dopracowane pozy, sliczne dlonie, palce, widac ze taniec jest ich zyciem. Absolwentow maja malo, na konkursach nawet najlepsi nie zawsze wygrywaja, klasy sa malo liczne ale jeszcze nigdy nie widzialam, zeby ktorys z uczniow tanczyl z takim wdziekiem i byl szczesliwy z tego co robi.
Z tej szkoly znam rowniez kilku doroslych zawodowych tancerzy, pedagogów, choreografów. Musze przyznac ze jak dla mnie sa jednymi z lepszych. Kazdy ma swoj wyraz, technike, kazdy skok wykonywany jest z wielka lekkoscia. Nie widzialam jeszcze zadnego absolwenta w ich wieku, ktory tanczy tak jak kazdy z nich.
Specjalnie nie podaje o jakich szkolach mowa bo nie o to tu chodzi.[/size97]
Dla mnie zadne zalozenie z wymienionych wyzej, nie ma znaczenia. Mozna uznac, ze na konkursie nawet najlepszym moze sie cos nie udac. Ilosc absolwentow rowniez nie jest miarodajna - ilu z niech podejmnie pozniej prace w zawodzie a ilu zrezygnuje?
Ilosc uczniow przyjetych do pierwszej klasy? Przegladajac portal "nasza-klasa" zauwazylam, ze dwie szkoly w Polsce maja "manie" przyjmowania ogromnych ilosci uczniow, lista z nazwiskami prawie sie nie konczy, ale czy to wplywa na jakos ksztalcenia przyszlego tancerza? Przeciez wiadomo, ze mniej licznych klasach uczy sie znacznie przyjemniej, uwaga pedagoga jest skupiona na garstce a nie na calym tlumie uczniow. W ten sposob zyskuje cala klasa a nie tylko ci najlepsi, ktorych nauczyciel da rade zobaczyc podczas lekcji.
Tutaj powinni wypowiedziec sie rowniez sami nauczyciele, w jakich grupach uczy mi sie lepiej.
Po co trzymac na sile w szkole osoby ktorym nie chce sie uczyc? Tylko po to, zeby pozniej mowiono ze ta szkola jest wspaniala bo ma tylu i tylu absolwentow w danym roczniku?
Dla odmiany sprawdzilam tez inna szkole, ta o ktorej najmniej rozmawiamy, z ktorej uczniow zarejestrowanych na forum jest tylko kilku. W ktorej absolewntow (przynajmniej kilku klas) mozna policzyc na palcach jednej reki. Na zywo widzialam tylko 2 uczennice z tej szkoly, oczywiscie jedne z lepszych. Reszte tylko na zdjeciach ale nawet na zdjeciach wygladaja zadziwiajaco. Piekne dopracowane pozy, sliczne dlonie, palce, widac ze taniec jest ich zyciem. Absolwentow maja malo, na konkursach nawet najlepsi nie zawsze wygrywaja, klasy sa malo liczne ale jeszcze nigdy nie widzialam, zeby ktorys z uczniow tanczyl z takim wdziekiem i byl szczesliwy z tego co robi.
Z tej szkoly znam rowniez kilku doroslych zawodowych tancerzy, pedagogów, choreografów. Musze przyznac ze jak dla mnie sa jednymi z lepszych. Kazdy ma swoj wyraz, technike, kazdy skok wykonywany jest z wielka lekkoscia. Nie widzialam jeszcze zadnego absolwenta w ich wieku, ktory tanczy tak jak kazdy z nich.
Specjalnie nie podaje o jakich szkolach mowa bo nie o to tu chodzi.[/size97]
Moim zdaniem nie tyle liczy sie ilosc - czyli np. ILU dostalo nagrody, czy ILU absolwnetow, ale jakosc - czyli co reprezentuja soba osoby po dany6ch szkolach. I nie chodzi tylko o np. garstke uzdolnionych mniej lub bardziej konkursowiczow, na ktorych skupia sie wiekszosc uwagi, ale tez o sredni poziom kazdego ucznia. Wiadomo, komus z ostatniej linii czasem jest dosc daleko do najlepszego ucznia w klasie, ale jakby nie patrzec, wlasnie to, jak wysoki jest poziom rowniez tych slabszych uczniow, swiadczy o poziomie szkoly.
Rowniez istotne jest to, gdzie tancza absolwenci, to zreszta jak w przypadku kazdej szkoly.
Rowniez istotne jest to, gdzie tancza absolwenci, to zreszta jak w przypadku kazdej szkoly.
zalezy tez w jakim (że sie tak wyrażę) celu zastanawiamy sie nad tym jaki jest poziom danej szkoły - czy w celu wyboru szkoły dla naszego dziecka, czy tez my jako miłośnicy baletu pałamy chęcia dokonania jakiegos rankingu (co swoją drogą przy kilku zaledwie szkołach mija sie niejako z celem). jesli chodzi o punkt pierwszy to mozna brać pod uwagę nie tylko "jakość" absolwentów, ale tez jakość samego nauczania i funkcjonowania szkoły czyli warunki w jakich dziecko się uczy.
Jesli chodzi o punkt drugi - i o ten chodzi zapewne w tym wątku to jest to bardzo wzgloędne z kilku powodów:
- szkoły gromadzą talenty z jakiejs okreslonej swej "okolicy", więc to moze byc przypadek ze dany talent czy kilka uczyło się akurat w tej czy innej szkole - tam po prostu mieli najblizej, urodzili sie na tym terenie, a niezaleznie od poziomu szkoły stali sie dobrymi tancerzami bo mieli talent
- szkoły (nie wytykając palcami zwłaszcza gdańska) w dalszym toku nauczania starają sie przyciagnąć do siebie poznane talenty z innych szkół - która jednak szkoła w takim wypadku moze sobie policzyć za zasługę wychowanie danego tancerza?
- tancerze czasem z róznych powodów przenoszą sie ze szkoły do sezkoły, albo np. koncza nauke za granicą czy eksternistycznie - jak odnieśc to do poziomu szkoły w której się jakis czas uczyli?
- ilośc absolwentów czy osób przyjmowanych do 1 klasy na pewno nie moze byc żadnym miernikiem - jak napisała Joanna liczy sie jakość a nie ilość
- laureaci konkursów - owszem, to jest jakiś wyznacznik, ale bywa tez czesto ze tancerz "wychodowany" przez szkołę do konkursów nie potrafi sie potem znaleść w zyciu zawodowym - jest takim rasowym "koniem wyścigowym" ale nie artystą... jest jeszcze jedna praktyka która poddaje w watpliwość sens tworzenia rankngu na tej podstawie - co można sądzic o poziomie szkoły która miała wielu laureatów na konkursach za cenę ich zdrowia? - słyszałam o wielu wypadkach wykorzystywania talentu uczniów do cna zeby tylko zdobyc kolejną nagrode na konkursie. Efektem były niezaleczone kontuje (o trzeba trenowac na konkurs), tanczenie na blokadach a potem kalectwo i rezygnacja z zawodu na poczatku kariery...
reasumując warto by chyba zastanawiac się nad tym która szkoła wypuściła najwiecej tancerzy którzy zaistnieli potem w środowisku, na polskich i zagranicznych scenach. A bardziej jeszcze miarodajne byłoby się zastanawiac nie ktra szkoła a który pedagog ma największe w tej mierze sukcesy bo tu mozna oceniać pracę jednej osoby i to co potrafiła przekazac młodemu artyście, nie tylko technike ale i wszystko inne co składa się na sukces u7 publicznosci
Jesli chodzi o punkt drugi - i o ten chodzi zapewne w tym wątku to jest to bardzo wzgloędne z kilku powodów:
- szkoły gromadzą talenty z jakiejs okreslonej swej "okolicy", więc to moze byc przypadek ze dany talent czy kilka uczyło się akurat w tej czy innej szkole - tam po prostu mieli najblizej, urodzili sie na tym terenie, a niezaleznie od poziomu szkoły stali sie dobrymi tancerzami bo mieli talent
- szkoły (nie wytykając palcami zwłaszcza gdańska) w dalszym toku nauczania starają sie przyciagnąć do siebie poznane talenty z innych szkół - która jednak szkoła w takim wypadku moze sobie policzyć za zasługę wychowanie danego tancerza?
- tancerze czasem z róznych powodów przenoszą sie ze szkoły do sezkoły, albo np. koncza nauke za granicą czy eksternistycznie - jak odnieśc to do poziomu szkoły w której się jakis czas uczyli?
- ilośc absolwentów czy osób przyjmowanych do 1 klasy na pewno nie moze byc żadnym miernikiem - jak napisała Joanna liczy sie jakość a nie ilość
- laureaci konkursów - owszem, to jest jakiś wyznacznik, ale bywa tez czesto ze tancerz "wychodowany" przez szkołę do konkursów nie potrafi sie potem znaleść w zyciu zawodowym - jest takim rasowym "koniem wyścigowym" ale nie artystą... jest jeszcze jedna praktyka która poddaje w watpliwość sens tworzenia rankngu na tej podstawie - co można sądzic o poziomie szkoły która miała wielu laureatów na konkursach za cenę ich zdrowia? - słyszałam o wielu wypadkach wykorzystywania talentu uczniów do cna zeby tylko zdobyc kolejną nagrode na konkursie. Efektem były niezaleczone kontuje (o trzeba trenowac na konkurs), tanczenie na blokadach a potem kalectwo i rezygnacja z zawodu na poczatku kariery...
reasumując warto by chyba zastanawiac się nad tym która szkoła wypuściła najwiecej tancerzy którzy zaistnieli potem w środowisku, na polskich i zagranicznych scenach. A bardziej jeszcze miarodajne byłoby się zastanawiac nie ktra szkoła a który pedagog ma największe w tej mierze sukcesy bo tu mozna oceniać pracę jednej osoby i to co potrafiła przekazac młodemu artyście, nie tylko technike ale i wszystko inne co składa się na sukces u7 publicznosci
[quotefc] co można sądzic o poziomie szkoły która miała wielu laureatów na konkursach za cenę ich zdrowia? - słyszałam o wielu wypadkach wykorzystywania talentu uczniów do cna zeby tylko zdobyc kolejną nagrode na konkursie. Efektem były niezaleczone kontuje (o trzeba trenowac na konkurs), tanczenie na blokadach a potem kalectwo i rezygnacja z zawodu na poczatku kariery... [/quotefc]
widzę że własnie została opisana nadmorska szkoła pana P.
widzę że własnie została opisana nadmorska szkoła pana P.
-
MidnightPoison
- Posty: 19
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 5:00 pm
Ja myślę, żo o jakości szkól baletowych w Polsce, i w ogóle wszystkich szkół baletowych, świadczą uczący w nich nauczyciele. Od nauczyciela i jego osobowości zależy bardzo dużo. Czy jest wymagający, a może raczej tak sobie te zajęcia olewa, żeby tylko odpracować. Nauczyciel musi potrafić zrozumiały sposób przekazać swoją wiedzę i zachęcić ucznia do długoletniej, ciężkiej pracy. A uczeń sam też musi z siebie dużo dawać, nie może oczekiwać, że ktoś coś zrobi za niego. Żeby szkołe nie tylko baletową, ale każdego innego tańca można było nazwać dobrą muszą w niej panować dobra relacje pomiędzy uczniami i nauczycielami, bo jedni bez drugich nic nie zdziałają. 
Milton zresztą to co mówił powinie wziąć w duży margines. Bo w ogóle poziom nauczania a z tym poziom szkół jest........ Nie chce przesadzać..... ale delikatnie mówić zbyt dobrze nie jest. I problemem w szkołach (wszystkich) jest trzymanie osób którzy nie powinni być. Olewają balet są w ogóle słabi ale są w szkole. A jeszcze gorzej jak to są chłopcy bo jacy by nie byli i tak będą ich trzymać. I nie mówię o konkretnej szkole. Mówię o wszystkich 5. Zresztą gdzie jest powiedziane że szkoła ma mieć powiedzmy 150 uczniów?? Może lepiej 50 a dobrych??
Jak ja na to wszystko patrzę to zastanawiam się czy w ogóle nie jest za dużo szkół. Może by lepiej utworzyć jedną, główną narodową, która zebrała by wszystkich najlepszych uczniów i pedagogów. A reszta niech będzie głównie do wyłapywania zdolnych, którzy by trafiali do narodowej. I może wtedy były by lepsze efekty. Resztę brakujących tancerzy ściągną Kijowa, Nowosybirska czy krasnodarska bo o permie czy petersburgu to można zapomnieć. Już zresztą tak jest. Bez rosjan balet w tym kraju nie ma racji bytu. Bo to już by graniczyło z amatorstwem.
A co do pedagogów. Oni faktycznie w szkole są najważniejsi. Oczywiście..... warunki i zdolności uczniów są ważne, ale odpowiednimi metodami i w odpowiedni wieku można cuda zrobić. I dla mnie zwalanie winy niskiego poziomu na uczniów bez warunków jest troche śmieszne. Tylko że jeszcze jedno. Dobrzy pedagodzy są szczególnie ważni w pierwszy 3 latach. Jak można najwięcej z ciałem zrobić. Bo 2,3 lata przed dyplomem może być za późno.
Zresztą jeszcze jedno. Na wpływ szkoły ma też wpływ ilość rosyjskich pedagogów. Bo w szkołach które mniej więcej znam (czyli oprócz Bytomia wszystkie) to oni są najlepszymi nauczycielami. Wymienię choćby takie nazwiska jak Linnik, Sharova, Karpuchina czy Bułanow.
I tym optymistycznym akcentem skończę.
Jak ja na to wszystko patrzę to zastanawiam się czy w ogóle nie jest za dużo szkół. Może by lepiej utworzyć jedną, główną narodową, która zebrała by wszystkich najlepszych uczniów i pedagogów. A reszta niech będzie głównie do wyłapywania zdolnych, którzy by trafiali do narodowej. I może wtedy były by lepsze efekty. Resztę brakujących tancerzy ściągną Kijowa, Nowosybirska czy krasnodarska bo o permie czy petersburgu to można zapomnieć. Już zresztą tak jest. Bez rosjan balet w tym kraju nie ma racji bytu. Bo to już by graniczyło z amatorstwem.
A co do pedagogów. Oni faktycznie w szkole są najważniejsi. Oczywiście..... warunki i zdolności uczniów są ważne, ale odpowiednimi metodami i w odpowiedni wieku można cuda zrobić. I dla mnie zwalanie winy niskiego poziomu na uczniów bez warunków jest troche śmieszne. Tylko że jeszcze jedno. Dobrzy pedagodzy są szczególnie ważni w pierwszy 3 latach. Jak można najwięcej z ciałem zrobić. Bo 2,3 lata przed dyplomem może być za późno.
Zresztą jeszcze jedno. Na wpływ szkoły ma też wpływ ilość rosyjskich pedagogów. Bo w szkołach które mniej więcej znam (czyli oprócz Bytomia wszystkie) to oni są najlepszymi nauczycielami. Wymienię choćby takie nazwiska jak Linnik, Sharova, Karpuchina czy Bułanow.
I tym optymistycznym akcentem skończę.
Juz bez przesady. Totalna bzudra jest uwazanie rosyjskich pedagogow za najlepszych.
Mam wrazenie, ze skupiles sie tylko na tych nazwiskach ktore co jakis czas pojawiaja sie na forum i w prasie jako JEDNI z lepszych.
Byles u nich na lekcji? Byles na lekcji u innych pedagogow (polskich)?
Mozesz odnosic sie tylko do jednej szkoly - warszawskiej, nie znasz nauczycieli z innych szkol od podszewki wiec nie powinienes sie wypowiadac w taki sposob.
Ja znam kilku pedagogow, nie tylko z jednej szkoly. Zarowno rosyjskich jak i polskich. Spokojnie moge powiedziec, ze rosyjscy nauczyciele nie sa najlepszymi.
Mam wrazenie, ze skupiles sie tylko na tych nazwiskach ktore co jakis czas pojawiaja sie na forum i w prasie jako JEDNI z lepszych.
Byles u nich na lekcji? Byles na lekcji u innych pedagogow (polskich)?
Mozesz odnosic sie tylko do jednej szkoly - warszawskiej, nie znasz nauczycieli z innych szkol od podszewki wiec nie powinienes sie wypowiadac w taki sposob.
Ja znam kilku pedagogow, nie tylko z jednej szkoly. Zarowno rosyjskich jak i polskich. Spokojnie moge powiedziec, ze rosyjscy nauczyciele nie sa najlepszymi.
Najlepiej faktycznie znam warszawę. I tu chyba oczywista jest kwestia nauczania profesor Linnik. Plus repertuary prowadzone wspólnie z p. Basałajewem. Myślę że śmieszne było by zaprzeczanie temu.
W poznaniu oczywiście Bułanow. Może nie wszystkim odpowiada jego sposób prowadzenia lekcji ale już samo wykształcenie m.in. Woźniaka i Krajewskiego mówi samo za siebie. Zresztą to jest powszechna opinia.
Co do gdańska aż tak dobrze nie znam sytuacji ale tam również najlepsze efekty mają rosjanie (których jest chyba największy procent ze wszystkich osb).
W Łodzi też żadna tajemnica że Sharova jest najlepszym pedagogiem.
I właśnie ci najlepsi prowadzą choćby lekcje przed konkursami, repertuary dla najlepszych szczególnie przed konkursem, i oczywistym następstwem (a nie jak mylnie stwierdziłaś przyczyną że ja wypisałem te nazwiska) est że oni się pojawią gdzieś na forum czy w prasie. Szczególnie za dwie pierwsze osoby jestem w stanie ręczyć osobiście.
Oczywiście. Pojawiają sie negatywne komentarze. Ale wynika to stąd, że przeważnie (choć) nie zawsze są to osoby bardzo wymagające i ostre. Są przyzwyczajeni do właściwego, profesjonalnego podejścia do nauczania i całkowitego zaangażowania ucznia. I chwała im za to. Bo brak dyscypliny w polskich szkoła jest dla mnie zatrważający i przerażający. I właśnie oni chociaż częściowo wprowadzają normalną atmosferę (czyli ciężka praca i dyscyplina na zajęciach). Ja jestem oczywiście zdania że pedagog nie powinien być osobą miłą i sympatyczną. Powinien maksymalnie wykorzystywać i wyciągać możliwości ucznia. W idealnej sytuacji być również dla niego wsparciem (ale to już po lekcji czy próbie).
Jeszcze jedna sprawa. Mimo tego że krótko jestem w porównaniu z innymi osobami w tej "branży" to już miałem kontakt z co najmniej kilkunastoma pedagogami. W różnych okolicznościach i z różnych przyczyn (mówię oczywiście o lekcjach a nie prywatnym spotkaniu). I doświadczenie mnie nauczyło że najlepiej się pracuje z osobami ze wsocu, ponieważ mają zupełnie inne podejście.
W poznaniu oczywiście Bułanow. Może nie wszystkim odpowiada jego sposób prowadzenia lekcji ale już samo wykształcenie m.in. Woźniaka i Krajewskiego mówi samo za siebie. Zresztą to jest powszechna opinia.
Co do gdańska aż tak dobrze nie znam sytuacji ale tam również najlepsze efekty mają rosjanie (których jest chyba największy procent ze wszystkich osb).
W Łodzi też żadna tajemnica że Sharova jest najlepszym pedagogiem.
I właśnie ci najlepsi prowadzą choćby lekcje przed konkursami, repertuary dla najlepszych szczególnie przed konkursem, i oczywistym następstwem (a nie jak mylnie stwierdziłaś przyczyną że ja wypisałem te nazwiska) est że oni się pojawią gdzieś na forum czy w prasie. Szczególnie za dwie pierwsze osoby jestem w stanie ręczyć osobiście.
Oczywiście. Pojawiają sie negatywne komentarze. Ale wynika to stąd, że przeważnie (choć) nie zawsze są to osoby bardzo wymagające i ostre. Są przyzwyczajeni do właściwego, profesjonalnego podejścia do nauczania i całkowitego zaangażowania ucznia. I chwała im za to. Bo brak dyscypliny w polskich szkoła jest dla mnie zatrważający i przerażający. I właśnie oni chociaż częściowo wprowadzają normalną atmosferę (czyli ciężka praca i dyscyplina na zajęciach). Ja jestem oczywiście zdania że pedagog nie powinien być osobą miłą i sympatyczną. Powinien maksymalnie wykorzystywać i wyciągać możliwości ucznia. W idealnej sytuacji być również dla niego wsparciem (ale to już po lekcji czy próbie).
Jeszcze jedna sprawa. Mimo tego że krótko jestem w porównaniu z innymi osobami w tej "branży" to już miałem kontakt z co najmniej kilkunastoma pedagogami. W różnych okolicznościach i z różnych przyczyn (mówię oczywiście o lekcjach a nie prywatnym spotkaniu). I doświadczenie mnie nauczyło że najlepiej się pracuje z osobami ze wsocu, ponieważ mają zupełnie inne podejście.
Moze maja inne podejscie ale samo podejscie nie swiadczy jeszcze o sposobie nauczania.
Poruszyles temat przygotowan do konkursow - ze najczesciej zajmuja sie tym pedagodzy rosyjscy a co z lekcjami? To, ze jakis nauczyciel przygotowuje do konkursu nie musi swiadczyc o tym ze jest dobry.
Uwazam, ze najlepsi nauczyciele najczesciej ucza w najmlodyszch klasach, zwracaja uwage na szczegoly ktorych inny nauczyciel nie zauwazy. Potrafia w taki sposob przekazac wiedze, ze kazdy zrozumie o co chodzi a do tego ciagle poprawiaja.
Znam takich pedagogow i nie sa rosjanami.
Poruszyles temat przygotowan do konkursow - ze najczesciej zajmuja sie tym pedagodzy rosyjscy a co z lekcjami? To, ze jakis nauczyciel przygotowuje do konkursu nie musi swiadczyc o tym ze jest dobry.
Uwazam, ze najlepsi nauczyciele najczesciej ucza w najmlodyszch klasach, zwracaja uwage na szczegoly ktorych inny nauczyciel nie zauwazy. Potrafia w taki sposob przekazac wiedze, ze kazdy zrozumie o co chodzi a do tego ciagle poprawiaja.
Znam takich pedagogow i nie sa rosjanami.