Czy rosyjskie szkoły baletowe działają na korzyść baletu?

Wszelkie sprawy szkolne, np. jak dostać się do szkoły baletowej, wiek, wymagania, adresy nowych szkół, sukcesy, zmartwienia, egzaminy, codzienna szkolna rutyna, edukacja małych dzieci, balet dla dorosłych, studia wyzsze;
Manon
Posty: 77
Rejestracja: wt maja 13, 2008 5:56 pm

Post autor: Manon »

Zgadzam się columbino ale jezeli nie chca tanczyc tak sobie tylko zawodowo?
Columbina
Posty: 1103
Rejestracja: pt sty 06, 2006 9:43 pm

Post autor: Columbina »

No właśnie po to sa takie szkółki, o których pisałam, żeby sie tam podszkolili i sprawdzili czy naprawde są w stanie tańczyć zawodowo...
milton
Posty: 408
Rejestracja: sob lis 12, 2005 4:25 pm

Post autor: milton »

No dokładnie. Oprócz tej jednej państwowej, oficjalne szkoły zawsze są jakieś dodatkowe, amatorskie. I tam poziom jest niższy ( bo nie niski...... czytaj w części przypadków wyższy od polskich osb). No ale jak chce być ktoś już normalnej baletówce to powinien wiedzieć co chce robić (mówię o starszych rocznikach), mieć przez to poukładane w głowie i ciężko charować. A nie traktowć szkołę jako rozrywkę i zabawa w (co znowu jest u nas notoryczne).
.:Agga:.
Posty: 1165
Rejestracja: wt cze 28, 2005 6:52 pm

Post autor: .:Agga:. »

Dzisiaj uslyszalam cos bardzo ciekawego na zajeciach. Nauczyciel, z ktorym mam zajecia jest anglikiem tzn urodzil sie w Anglii, jego rodzice pochodza z Afryki.
Zaczal nauke tanca w wieku 15 lat. Ma za soba wiele wystepow i odwiedzil bardzo duzo szkol.

Byl rowniez w Rosji, poniewaz stwierdzil, ze angielski system nauki nie jest dobry. Musial przestawic sie na inny system pracy z cialem, na inne ustawienie. Wypracowac miesnie, ktorych cwiczac w Anglii nie uzywal.
Jest wielkim fanem szkoly rosyjskiej i rosyjskiego podejscia do nauki.
Od tego czlowieka, ktory na kazdych zajeciach zachwala rosyjsa szkole uslyszelismy dzisiaj jak do pewnej znakomitej tancerki zglosila sie mama z corka. Dziewczynka bardzo chciala tanczyc. Od malego chodzila na rozne zajecia, w tym na zajecia z gimnastyki artystycznej.
Nauczycielka sprawdzila dokladnie dziewczynke, ktora mozna bylo wygiac i rozciaganac w kazda strone - po czym powiedziala matce, ze dziewczynka moze isc do cyrku a nie do szkoly baletowej. Dlaczego? Bo jest za bardzo rozciagnieta i bedzie tanczyc jak robot.

Ja postrzegam czesc rosyjskich tancerek w bardzo podobny sposob. Nogi podnosza do nieba. Szpagaty w kazda strone w powietrzu, rozwartosc, wygiecie ale za malo tanca. Na scenie widac tylko machajace nogi. Niestety coraz wiecej tancerek po wspanialej Vaganowej wlasnie tak "tanczy".

O ile angielskie szkoly nie sa wspaniale (system nauki i podejscie nauczycieli do ciala jest podobne w polskich szkolach), zdecydowanie przoduja rosyjskie szkoly - to absolwentki tych szkol maja w sobie to cos. Mimo ze nie machaja nogami do nieba.
Alleoya
Posty: 340
Rejestracja: czw mar 06, 2008 2:41 pm

Post autor: Alleoya »

Oglądając filmik z Vaganovej naszła mnie taka konkluzja.
Myślę, że rosyjskie szkoły nie działają na korzyść baletu. Przez tą ciągłą chęć "więcej, mocniej, lepiej" jest zaburzona ta naturalna lekkość, zauważyłam, że penchee na 190* czy arabeski/attitude na 100* to już przesada. To powinno być umiarkowane... W Rosji tworzy się cyborgów, skrzywionych fizycznie, bo to już przecież zmiany nieodwracalne (mówię tu o przeprostach czy tak czy inaczej ustawionych ramionach, zwyrodnieniach stawów itp.). Wiem, że w innych szkołach także takie zjawiska występują, jak choroby, zwyrodnienia czy kontuzje, ale tam te minusy są używane jako plusy. Przecież ciała rosyjskich tancerek wręcz krzyczą: "Patrzcie na mnie! Jestem naj...! Poświęciłam zdrowie dla bycia robotem do tańczenia, podziwiajcie mnie!". To już zaburza naturalność i delikatność baletu. Przecież zamiast robić ponadszpagat na 200*, zaburzając linie, można zrobić to delikatniej, na 170*, ale zgodnie ze słowami "taniec klasyczny".
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Myślę od 5 minut, gdzie to umiescic i sama nie wiem, więc zamieszczam tutaj (ewentualnie będzie do przesunięcia). dawno temu zapowiadałam Video Blog z Bolshoi Ballet Academy i oto juz jest. Oto link:
http://www.youtube.com/watch?v=VAgML4eIRv8&feature=related
Zara
Posty: 1
Rejestracja: śr sty 04, 2012 1:01 pm

Post autor: Zara »

Witam :) Od dłuższego już czasu przeglądam to forum. Temat dosyć już wiekowy, ale że wspomniany sposób nauczania dotyczył i mnie więc się wypowiem :)

Dodam od razu, że nie jestem tancerką. Skończyłam szkołę muzyczną w klasie skrzypiec. Profesora miałam niezwykle wymagającego, takiego co to potrafił "nawsadzać", zmieszać z błotem, wyrzucić z lekcji a i zdarzało się że "dał po łapach". Z jego zajęc najczęściej wychodziło się z płaczem. Wiele osób nie wytrzymyało i rezygnowało albo przepisywało się do innych nauczycieli. Profesor nigdy mnie nie chwalił, zawsze coś było nie tak, zawsze cos było źle począwszy od grania na kwaśnej minie skończywszy. I powiem szczerze, że był to jeden z najwspanialszych ludzi jakie dane mi było poznać w życiu. Pisałam o tym, że nigdy mnie nie chwalił-owszem, nigdy przy mnie. Po paru latach dowiedziałam się od rodziców, akompaniatorki czy kolegów z klasy, że owszem, chwalił. Potrafił pomóc w potrzebie, pożyczyć pieniądze gdy brakowało na bilet do domu.
Czy takie traktowanie źle na mnie wpłynęło? Wydaje mi się, że nie, chociaż jestem zdania że zależy to od człowieka. Wydaje mi się, że jestem silniejsza psychicznie, nie rusza mnie zastrzaszanie czy wrzaski innych. Podam przykład-podczas kursu na prawo jazdy jeden z instruktorów był dosyć wymagający. Potrafił zwrócić się do kursanta podniesionym głosem, jednak nie krzyczał. Nie mogłam się nadziwić, kiedy dziewczyna jeżdżaca ze mną wyszła z samochodu po jeździe z płaczem, bo instruktor na nią "nakrzyczał". Pomyślałam, że nigdy nie słyszała mojego profesora od skrzypiec i nie wie co to znaczy krzyczeć na kogoś. To samo zauważam teraz, na studiach. Większość ludzi kompletnie nie może sobie poradzić z "humorami" wykładowcy, panikują, boją się. Ja robię swoje. Nie ruszają mnie już takie rzeczy. Umiejęność bycia opanowanym w sytuacji gdy ktoś na Ciebie wrzeszczy jest dla mnie bardzo ważana, szczególnie z perspektywy zawodu który będę wykonywać.

A teraz taka mała dygresja o szkołach muzycznych. Rozumiem, że baletu i grania na jakimś instrumencie nie można porównywać w tych samych kategoriach. Nie można jednak odmówić grze na instrumencie poświęcenia. Ktoś tu pisał, że w szkole baletowej spędza się około 8 godzin a w szkole muzycznej tylko 3. Nie wiem jak jest w innch szkołach muzycznych, ale w mojej, jeśli chciało się być naprawdę dobrym i grać konketne rzeczy trzeba było dużo ćwiczyć. W moim przypadku wyglądało to tak, że codziennie wsawałam o 6, szłam ćwiczyć na godzinę, potem szkoła ogólnokształcąca, szybki powrót, obiad w 5 minut, zajęcia i od 17-18 znowu ćwiczenia do 22. Ledwo miałam czas na naukę a co dopiero na coś poza tym. Nie mówiąc o tym, że dorobiłam się takiej kontuzji łokcia lewej ręki, że teraz nie jestem w stanie już grać. Także w szkołach muzycznych nie jest tak różowo jak tutaj niektórzy pisali, wszystko jednak zależy od osoby i nauczyciela.
dindon123321
Posty: 1
Rejestracja: sob sty 21, 2012 9:22 pm

Post autor: dindon123321 »

[quote57="Zara"]Witam :) Ktoś tu pisał, że w szkole baletowej spędza się około 8 godzin a w szkole muzycznej tylko 3. Nie wiem jak jest w innch szkołach muzycznych, ale w mojej, jeśli chciało się być naprawdę dobrym i grać konketne rzeczy trzeba było dużo ćwiczyć. W moim przypadku wyglądało to tak, że codziennie wsawałam o 6, szłam ćwiczyć na godzinę, potem szkoła ogólnokształcąca, szybki powrót, obiad w 5 minut, zajęcia i od 17-18 znowu ćwiczenia do 22. Ledwo miałam czas na naukę a co dopiero na coś poza tym. Nie mówiąc o tym, że dorobiłam się takiej kontuzji łokcia lewej ręki, że teraz nie jestem w stanie już grać. Także w szkołach muzycznych nie jest tak różowo jak tutaj niektórzy pisali, wszystko jednak zależy od osoby i nauczyciela.[/quote57]
Zgadzam się s Zarą. też od dłuższego już czasu przeglądam ten forum. i też nie jestem tancerką. też skończyłam sykołe muyzczną. po prostu pochodze z tego dziwnego kraju. rodzice oddali mnie na wiolonczele i balet jak mialam 4 latka. później wybrali muzykę ale czwiczę do dzisiaj i balet to moja druga miłość. wcześniej też czytałam o tym że muzycy czwiczą po 3 godziny. to nie prawda. tak samo jak baletu można sie uczyć w OSB i w wiejskim domie kultury tak samo muzycy maja swoje OSM. wlaśnie w takiej szkole ja się uczylam. w Kijowie - w tym samym budynku co i "choreograficzeskoje ucziliszće" . bardzo dobrze wiem co to jest rosyjska szkola. sama przez nią przeszlam. tak samo pobudka o 6 rano . kładliśmy sie już o północy. i to już 6-latkowie. ja rozpoczęlam nauke w pierwsyej klasie jako 5-latka. urodziny miałam dopiero w paźdźierniku. moi rodzice mieszkali w innym mieście - 800 km od mojej szkoly więc musiałam zamieszkać w internacie. ćwiczyłam po 8 godźin. mój pedagog tak samo mnie wyzywał. bił. okaleczal psychicznie. ale ćwiczył ze mną prawie codziennie po 2 godziny i nic za to nie dostawał .norma to dwie lekcje tygodniowo po 45 min. ale żaden pedagog w tej szkole tak nie pracował. każdy pracował z uczniami prawie codziennie. bylo ciężko. ale nie bylo komu o tym powiedzieć bo obok ciebie byli tacy sami. jedzenie na tyle okropne ze jadlismy prawie i wyłącznie chleb z masłem i słodką herbatę. byliśmy wychudzeni. w zimę często wyłączali ogrzewanie. i wieczie co? w głębi duszy byłam szczęślowa. miałam swoje miejsce w życiu. nie miałam dziecinstwa ale nigdy na powaznie nie zazdrosciłam innzm dzieciom.
jestem wdzięczna rodzicom ze mnie tam przywieźli. kiedy przyjechalam na nowy rok do rodzicćw moi rowieśnicy wydali mi się dzieciakami. ja już miałam zawód.
jestem silna. niczego się nie boje. śmieszą mnie ludzie z głupimi problemami.
przeniosłam się do polski z rodzicami jak mialam 16 lat. nie mogłam sie przyzwyczaić. mój pedagog co prawda nie wyzywał mnie ale lekcje trwaly za krótko. i mimo wyluzowanej atmosfery czułam że jestem nikim dla niego. jeżeli coś by mi się stało nie uronił by nawet łzy. mój kijowsi nauczyciel kiedy umarła jego uczennica trafil z zawałem do szpitala.
glówne plusy rosyjskiej szkoły ,moim zdaniem, to
1.hartuje silny charakter.
2.nawiązujesz naprawdę rodzinne relacje ze swoim pedagogiem. na całe życie.
minusy.
1 dla tych dzieci to od początku ich zawód. więc bardzo często sie wypalają już jako 13+18 latki. to profesjonaliści bez duszy często. kiedy widze jak tanczą czy grają dzieci na zachodzie (polska dla mnie też zachód) to oni po prostu mają frajde z tego. dla dziecka z OSB/OSM w krajach był. ZSSR to przede wszystkim sport. wyraz twarzy zazwyczaj albo nijaki albo przepełniony bólem.
podsumujmy. uważam że dla rosjanina są bardzo wazne takie relacje. wielu moich rodaków, w tym ja również, nie mogą się odnależć na zachodzie własnie z tego powodu. tęsknią za tym biciem i wyzywaniem bo dla nich tym się wyraża poświęcenie i miłość pedagoga. żeby ukończyć nauke wróciłam do kraju. znów jestem oderwana od rodziny. możliwe że te różnice w podejściu do nauki to poprostu różnica w mentalności. dla europejczyka lepiej luz. a dla nas surowa dyscyplina. i jeżeli ktoś czuje że mu odpowiada inna mentalność po prostu musi ryzykować i szukać szczęscia w innym kraju.
wsyzstkich pozdrawiam i życze szczężcia
ODPOWIEDZ