Już to wszystko słyszeliśmy i czytaliśmy, ale odpowiem na wszystkie powody, które podaje Pan twierdząc, że w Gdańsku nie dało się tego zrobić.
[quotec4]Dotyczą one zarówno jakości tancerzy jak ich ilości w zespole. Żeby wystawić "Jezioro" potrzebna jest określona ilość łabędzi, a nie tylko sprowadzona gościnnie para solistów, jak to ma miejsce w wielu teatrach.[/quotec4]
Po pierwsze, balet klasyczny to nie tylko Jezioro. Gdybyśmy kierowali się tylko tym czy zespół jest obecnie wystarczająco duży i "mocny technicznie" do tego by wystawiać najtrudniejsze, największe i najbardziej wymagające dzieła w tak wspaniałej formie jaka marzy się każdemu baletomanowi to klasyka musiałaby zniknąć nawet ze sceny Teatru Wielkiego - absurd, zwłaszcza, że może to właśnie bolączka baletu - że nigdy nie da się idealnie, ale zawsze można lepiej

Po drugie, jakość i ilość tancerzy w zespole - to jest to co Pan sam buduje, dysponując tancerzami (a mamy i mieliśmy wielu dobrych - a może możnaby powiększyć zespół?). Nie wierzę w to, że nie dałoby się w Gdańsku zbudować dobrego zespołu baletowego, który mógłby próbować mierzyć się jeśli nie z Jeziorem to z tytułami wymagającymi mniejszej obsady. Zawsze też można spróbować zamiast całkiem likwidować balet wystawiać go w zgodnie z realiami zmniejszonej ale bliskiej oryginałowi formie.
[quotec4]Zespół musi ćwiczyć klasykę non stop, a nie wchodzić na pointy okazjonalnie[/quotec4]
Zespół przestał ćwiczyć klasykę "non stop" i zszedł z point w chwili gdy Pan objął stanowisko dyrektora - więc do kogo ten zarzut? Właściwie w obecnym składzie i po takiej przerwie sama nie wyobrażam sobie by mogli na te pointy wrócić, więc cała dyskusja nabiera niestety charakteru czysto teoretycznego. Miała go od samego początku, bo chyba każdy z nas zdaje sobię z tego sprawę, że nasza walka o klasykę przypomina niestety walkę z wiatrakami - zwłaszcza, że z jednej strony zachęca Pan do dyskusji a z drugiej jest przekonany do tego, że i tak nie zamierza wszystkich widzów zadowolić.
[quotec4]Musi mieć wyspecjalizowanych pedagogów, którzy dbają o rozwój tancerzy. Lekcje nie mogą być prostą kontynuacją zajęć w szkole. [/quotec4]
Potrafi Pan zatrutdniać "jednego z najlepszych dyrygentów operowych w kraju", a nie może znaleźć dobrego pedagoga baletu? To żart?
[quotec4]Musi być stały napływ nowych ludzi i przechodzenie na dalszy plan tych, którym wiek najzwyczajniej w świecie nie pozwala już na morderczy wysiłek i nienaganny wygląd.[/quotec4]
Oczywiście, że tak, nie rozumiem dlaczego miałoby to być niemożliwe, zwłaszcza w mieście, w którym jest jeszcze szkoła baletowa. Jaki jest jej sens istnienia bez współpracy z Operą? Morderczy wysiłek i nienaganny wygląd - no przecież po to męczą się w tych szkołach a potem na scenach, żebyśmy mogli ich za to podziwiać...
[quotec4]W tej rotacji nie mogą być argumentem zasługi, czy brak szacunku dla tych, którzy powołują się na nie częściej niż na swoje aktualne możliwości.[/quotec4]
Przecież ostatni "Dziadek" i "Benefis" nie jest prehistorią, bo odbył się w ubiegłym sezonie. Zespół umiał zatańczyć jak należy - UDOWODNIŁ, że nawet w tym skromniutkim składzie może być nie tylko poprawnie ale i pięknie. Już przynajmniej dwie tancerki, które przy okazji zmian w Gdańsku uciekły do innych teatrów pokazały, że były na tej scenie prawdziwymi skarbami. A i wśród tych, którzy pozostali jest na pewno jeszcze kilkoro w tej chwili marnujących się. I zawsze można zatrudniać kolejnych, utalentowanych... nie rozumiem problemu.
[quotec4]A przede wszystkim zespół klasyczny musi REGULARNIE tańczyć klasykę na scenie. Mieć spektakle co tydzień, a nie co kwartał.[/quotec4]
No nie przesadzajmy już z tym co tydzień - nawet w Wwie nie jest co tydzień. No właśnie o tą tańczoną regularnie klasykę walczymy. Przecież to Pan układa reperuar. Rozumiem, że pewnym ogranicznikiem ilości wystawianych przedstawień są pieniądze. Ale jeśli planowany przez Pana zespół ma dobrze tańczyć współczesny to będzie musiał robić to tak samo regularnie jak musiałby to robić w przypadku klasyki. Z resztą chyba aż tak słabo nie jest z tymi pieniędzmi, skoro Operę stać nawet na takie szaleństwo z jakim (być może jako ignorant) nie spotkałam się jeszcze w żadnym innym Teatrze - nawet koszulki i torby z nadrukiem "4&4". Nieobeznany widz mógłby nawet pomyśleć, że wręcz nie macie Państwo co robić z nadmiarem publicznej forsy... oczywiście absolutnie rozumiem, że koszulki a koszt wystawienia przedstawienia to dwie zupełnie różne kategorie cenowe - ale widząc kasę wyrzucaną w błoto, można sobie pomyśleć, że ktoś ma jej za dużo...
[quotec4]Do tego niezbędna jest publiczność, która co tydzień na taki spektakl przyjdzie.[/quotec4]
o to akurat na Pana miejscu martwiłabym się najmniej, nie rozumiem tego, że trzaba kogokolwiek przekonywać do tego, że istnieje zarówno w Gdańsku jak i w kraju grupa odbiorców, którzy nie tylko świadomie przychodzą na każde przedstawienie, płaczą nad "umierającym baletem" ale potrafią przejechać setki kilometrów jeśli tylko jest taka konieczność by nie przegapić czegoś wartościowego.
Oczywiście chwyt z tańcem współczesnym i wizją nowoczesnego teatru jest wspaniały jeśli chodzi o przyciągnięcie widzów, którzy być może na wspomniene już i niestety funkcjonujące w mentalności wielu osób jako "sztywne i nudne" Jezioro nigdy by się nie zdecydowali przyjść do Opery. Natomiast jeśli Ci młodzi ludzie mają dzięki przychodzeniu do Teatru nie tylko czerpać przyjemność z oglądania łatwiej strawnych na początek przedstawień i jeśli taniec i wogle sztuka ma być dla nich nie tylko pięknymi obrazkami połączonymi z dźwiękiem (na prawdę odczuwam ogromną różnicę, w traktowaniu przez Pana baletu i opery) to muszą mieć gdzie zapoznać się z pewnymi tytułami. Muszą oni znać i jedno i drugie. Wiedzieć, z jednej strony to co Pan im pokazuje, wpuszczając na scenę młodych tancerzy i wpółczesnych choreografów, że w Operze każdy, nie tylko "sztywniacy i pedagodzy"

mogą znaleźć coś dla siebie i że dzieją się w polskiej sztuce współczesnej ciekawe rzeczy. Ale żeby umieć prawidłowo ocenić znaczenie i rzeczywistostą wartość tego co proponuje współczesność, muszą wiedzieć skąd się ona wzięła i do czego jakże często odwołuje. Z drugiej strony biorąc pod uwagę to, że za pewne planuje wykształcić Pan sobie ambitną publiczność, to nie wyobrażam sobie bym mogła za kilka lat wśród tych nowych pasjonatów tańca nie spotkać nikogo, kto nie miał nawet szansy na to by dowiedzieć się, że balet to nie "nudne popisy cyrkowe tancerek na sztywnych bucikach i w śmiesznych sukieneczkach" (a tak będą myśleć Ci których Pan sobie wykształci w ten sposób). I tu przy okazji moja odpowiedź na to, co od jakieś czasu mnie bulwersuje w publicznych wypowiedziach niektórych osób - czy naprawdę współczesny widz do którego adresujecie swoje dzieła jest aż takim idiotą by bez nowoczesnej aranżacji nie umiał dostrzec ponadczasowych treści, które sztuka przekazuje? Nie chodzi mi o to by nie zmieniać, nie iść z duchem czsu, nie odwoływać się czy nie bawić się tym co kiedyś zostało stworzone próbując nadać temu nową wartość. Wręcz przeciwnie. Powinny być w Polsce -ach o dwóch takich ośrodkach w Gdańsku nawet nie śmiem śnić - miejsca w których robi się i jedno i drugie: dostrzega pełną wartość tzw. "starych ramot"

i takie w których nie boi się obrażenia "świętości" robiąc sztukę po swojemu.
To o czym Pan mówi - teatr zajmujący się jedynie tańcem współczesnym, jest oczywiście potrzebne - nie tylko w Gdańsku ale i w całym kraju. Ale nie zamiast a obok klasyki.
Jestem przekonana, że to że zdecydował się Pan na wizję stworzenia w Operze Bałtyckiej ośrodka tańca współczesnego nie jest kwestią tego, że nie dało się tam stworzyć silnego baletu (bo są/byli tancerze, jest szkoła baletowa, odpowiednia scena i publiczność - tak więc w moim odczuciu wszystkie te warunki są/były spełnione), a osobistego wyboru. Nie wiem czy taki wybór był konieczny - jeśli tak to strasznie mi przykro. Szkoda, że to co zamierza Pan stworzyć musi powstać na gruzach klasyki, która jak już padła, to nikt jej w Gdańsku raczej nie odbuduje. Ogromna strata dla kultury tego miasta.
[quotec4]Wąska grupa realizatorów musi wykreować swoją własną wizję teatru i przekonać do niej publiczność. Wymaga to czasu i cierpliwości. Część widowni jest tym zawiedziona, bo brakuje jej ulubionych tytułów. [/quotec4]
Naprawdę widzi Pan problem jedynie w kwiestii przyzwyczajeń niektórych widzów? Rzeczywiście ludzie się za bardzo przyzwyczają do sztuki - Czajkowski, Mozart, Haendel, Chopin (czy baletem rządzą jakieś inne prawa niż każdą inną dziedziną sztuki??)- to zabytki na które chodzą jedynie sztywniacy i konserwatyści, a świat przecież dawno poszedł do przodu; co raz trudniej przyciągnąć zaganiane, nowoczesne społeczeństwo do Oper i Filharmonii - zrezygnujmy więc z nich wszystkich a tłumom nawet w Operach dajmy to co woleliby oglądać (po co walczyć o poziom??) zamiast tych staroci, których broni jedynie garstka fanatyków! Idźmy z duchem czasu! ... od początku ta sytuacja wydaje mi się dość komiczna - garstka młodej gdańskiej widowni, walcząca o "zabytki" z szanowanym, dojrzałym reżyserem rezygnującym we wcale nie takiej skromnej Operze Bałtyckiej z repertuaru klasycznego... Dziwne czasy!!