Marek Weiss-Grzesiński

Słynni tancerze, zespoły baletowe, choreografowie, pedagodzy, tancerze polskich scen, krytycy, etc.;
Marek Weiss-Grzesinski
Posty: 4
Rejestracja: ndz paź 26, 2008 12:59 pm

Post autor: Marek Weiss-Grzesinski »

Ponieważ zostałem wywołany do tablicy, spróbuję w miarę możliwości odpowiadać na różne pretensje z całym szacunkiem dla bezstronnych czytelników Forum i połowicznym dla kilku sfrustrowanych artystów, którzy z różnych powodów nie znaleźli się w naszym nowym zespole baletowym i teraz ukrywając się pod pseudonimami wyładowują swoją złość posługując się plotkami i niesprawdzonymi informacjami. Jestem gotowy do każdej merytorycznej dyskusji nawet z najbardziej zawziętymi przeciwnikami mojej osoby i działalności. Dlatego zorganizowałem dyskusję na temat tańca w Nadbałtyckim Centrum Kultury, gdzie przez kilka godzin trwał wspaniały gorący spór pomiędzy miłośnikami różnych form uprawiania tańca. Ciekawe, że nie było tam ani małżeństwa Białobrzeskich ani małżeństwa Jędrychów, które najbardziej zajadle atakują małżeństwo Weissów na różnych forach internetowych nie dając nam szans na odpowiedź twarzą w twarz. A jest o czym pogadać, skoro wszystkim nam zależy na jakości baletu. Wymaga to czasu i cierpliwości. Na początek kilka sprostowań.
Nie likwiduję bufetu dla pracowników. Nigdy nie było takiej opcji.
Nie pojawiłem się na zakończenie benefisu Małgosi Insadowskiej, żeby demonstrować swoje lekceważenie, tylko żeby nie psuć jej uroczystości obecnością osoby darzonej niechęcią przez większość jej gości. Słowa, jakie wygłosiłem na początku były szczere i wyrażały mój podziw dla jej dorobku. Dowodem na to jest fakt zorganizowania tego benefisu, do czego teatr przecież nie jest zobligowany. Nie każda artystka przechodząca na emeryturę miała takie święto, o czym pamiętają takie tancerki jak Głowacka, Kryda, czy Białecka. Taki benefis miała Beata Więch, również dzięki temu, że akurat byłem dyrektorem Opery Narodowej. Uważam, ze gwiazdom takie pożegnanie się należy i jestem zdumiony, ze zostało mi to poczytane jako jeszcze jeden zarzut. Malgosia zresztą do dzisiaj ćwiczy z nami na każdej lekcji i Opera Bałtycka dalej jest jej domem. To że M. nie podoba się 4&4 i "...z nieba" doskonale rozumiem, ale emocje, jakie temu towarzyszą są dziwaczne w porównaniu z owacjami po każdym spektaklu, czy bisach jakie zespół wykonywał po każdym "z nieba". A gdybym to ja tak emocjonalnie spróbował wartościować poziom tańca M. na przykład we wspomnianym z nostalgią spektaklu "Edith"? Zrobiłoby się chyba nieprzyjemnie. Na koniec chcę powiedzieć tym, którzy tytułują mnie dyktatorem, że teatru nie da się prowadzić demokratycznie. Jeśli ktoś sobie życzy mogę spróbować to w następnej wypowiedzi wytłumaczyć. :)
.:Agga:.
Posty: 1165
Rejestracja: wt cze 28, 2005 6:52 pm

Post autor: .:Agga:. »

Musze przyznac, ze z poczatku zdziwilam sie, ze zawital Pan na nasze forum. Jestem bardzo zadowolona z tego powodu.
Mam nadzieje, ze wie Pan jakie emocje wzbudza Pana osoba wsrod wielbicieli klasyki, ktorych nie jest malo. Dodam tez, ze jestesmy mlodymi ludzimi - wlasnie tymi, ktorych szuka Pan na spektaklach.

Zaczynajac od poczatku - mysle, ze kazde z nas bylo zadowolone z powodu zmiany dyrekcji w POB. Od dawna zespol gral te same spektakle, w tej samej obsadzie, co roku moglismy zobaczyc "Dziadka", "Edith", "Z nieba" i kilka innych tytulow. Zastanawialam sie ile razy mozna ogladac to samo. Po kliku zapowiedziach z Pana strony zmienilismy zdanie. Liczylismy, ze klasyka zaostnieje w nowym wydaniu, z zespolem, ktory bedzie szczesliwy z tego co robi - to moglismy zobaczyc jedynie na ostatnim Dziadku. Oprocz tego fakt, ze wiekszosc bardzo dobrych tancerzy przeniosla sie o innych zespolow.
W zwiazku z tym moje pierwsze pytanie - dlaczego na deskach POB nie mozemy ogladac klasyki ( w wydaniu typowo klasycznym)? Wielokrotnie Pani IWpodkreslala, ze klasyka to dla niej cyrk. Dla nas nie. Pan z kolei twierdzil, ze klasyka powinna byc na wysokim poziomie a tak nie jest. Czy w koncu doczekamy sie czegos klasycznego?
Nie zalezy nam na samej klasyce. Tak jak pisala M. - klasyka i wposlczesny moga byc wystawiane obok siebie, na tej samej scenie z udzialem tych samych tancerzy. Dlaczego wiec tak nie jest?

Mozna powiedziec, ze to jest moje jedyne "ALE". Chociaz oprocz tego mam wrazenie, ze wraz z odejsciem wielu tancerzy Opera utracila cos czego juz nie odzyska. Tzw- ducha dla ktorego wiekszosc z nas przychodzila.

To co dla mnie jest na + to fakt, ze wreszcie ktos zaczal zatrudniac tancerzy bez dyplomu. Oczywiscie uwazam, ze chociaz podstawy klasyki sa potrzebne ale papierek nie konieczyny. Za to brawa.

Mam nadzieje, ze w zwiazku z pojawieniem sie Pana na forum wyjasnimy kilka waznych dla kazdego z nas spraw.

Jednoczesnie prosze jako moderator o nie wypisywanie na forum nazwisk osob postronnych. Staramy sie tego unikac. Chyba, ze ktos jest osoba ogolnie znana w swiecie tanca.
S.Białobrzeski
Posty: 1
Rejestracja: ndz paź 26, 2008 8:59 pm

Odpowiedź

Post autor: S.Białobrzeski »

Ponieważ zostałem wywołany do tablicy przez Pana M.Weissa to też się wypowiem na temat poruszany w tym wątku.
Po 1. Nie wypisuję żadnych postów pod innymi pseudonimami
Po 2. Nie atakuję zajadle małżeństwa P.Weissów na forach internetowych
Po 3. Znając politykę Pana M.Weissa co do działalności repertuarowej POB nie było potrzeby zjawienia się mojej osoby w Nadbałtyckim Centrum Kultury.Poznałem ten wątek na zebraniu w POB w listopadzie 2007 z zespolem baletu jaki na późniejszych spotkaniach.
Po 4. Nie wiem dlaczego tak zaciekle P. M.Weiss widzi we mnie wielkiego wroga całej działalności swojej w POB ...???
I TU NIESTETY ALE NA FORUM ROZWINĘ WĄTEK NA ŻYCZENIE P. WEISSA
W momencie kiedy nastąpiła zmiana dyrekcji i przyjście P.M.Weissa - byłem - jednocześnie tancerzem ,inspektorem baletu oraz w zarządzie zwiąków PRACOWNIKÓW POB - jako przedstawiciel baletu .Od początku starając się naprawdę wykonywać swoje obowiązki sumiennie związane z pracą tancerza jak i inspektora baletu - wprowadzając organizacyjnie nowe osoby do zespołu baletu,nowych kierowników oraz tak jak zawsze pilnując / MANIAKALNIE - jak to - P.Weiss uważa / regulaminu pracy - czyli między innymi czasu pracy / próby i przerwy / chyba moim skromnym zachowaniem naraziłem sam siebie będąc na tych stanowiskach funkcyjnych ...??? Dlaczego padła wypowiedź z Pana strony nazwisko "Białobrzeskich" ? - moja żona sama zwolniła się z POB w sierpniu 2008 r. na własne życzenie i nie widzę tu żadnego dalszego związku z działalnością POB. Jeżeli Pan ma jakąs urazę do mojej osoby to proszę bezpośrednio - jeszcze póki co jestem w rejestrze pracowników POB.
Nie chciałbym żeby wypisywać moje nazwisko jako szczególnego wroga Pańskiej działalności a tym bardziej przyporządkowywać wypowiedzi innych forumowiczów pod moim adresem.
Z racji mojego wychowania i kultury osobistej więcej nie napisze .Myslę ,że pewne sprawy i wątpliwości można wyjaśnić osobiście.Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych forumowiczów.Sebastian Białobrzeski vel Tanc...
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

witam serdecznie Dyrektora POB na naszym forum - mam nadzieję, ze Pana obecność w tym wątku da okazję do SPOKOJNEJ, MERYTORYCZNEJ i PRZEMYSLANEJ dyskusji na temat kierunku, w którym zmierza POB, proponowanej wizji, sposobów jej realizacji oraz będzie okazją do wyjaśnienia wszelkich niejasności, plotek a nawet pomówień jakie nietrudno w teatralnym światku (sama nie raz bylam ofiarą i bohaterką takowych choć nie tanczę, nie śpiewam i nie rezyseruję więc wiem ze zdarza się iż "słowo wyleci skowronkiem a wróci wołem". Moze z jednej strony nasza dyskusja tu coś wyjaśni milośnikom POB i ? oraz klasyki w Gdańsku (którzy jak rozumiem nie czują się juz w teatrze "u siebie" - szanowani i ważni), z drugiej uświadomi wagę tych odczuć najwierniejszej publiczności obecnej dyrekcji POB.
Zapraszam do kulturalnej dyskusji ad meritum, a nie ad personam :)

Kasia G vel K.K. Gardzina
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Pozwólcie, że powstrzymam się od serdeczności. Trudno mi uwierzyć w to aby ta dyskusja mogła do czegoś doprowadzić - Pan Weiss jest przekonany do swojej wizji Opery Bałtyckiej, tak samo jak ja jestem przekonana, że klasykę tańczyć w Gdańsku należy i nie sądzę aby którekolwiek z nas było gotowe zmienić zdanie.

Dyskusja jest o tyle trudna, że od objęcia posady dyrektorskiej, w wypowiedziach publicznych Pana Dyrektora nazbierało się sporo "perełek" przez które mimo mojego krótkiego (ale intensywnego) związku z tym miejscem jestem zażenowana tym, że osoba na takim stanowisku może wypowiadać się w ten sposób. Jeżeli Pan Weiss jest gotowy powstrzymać się od publicznego mówienia o sfrustrowanych tancerzach (czym okazuje w moim odczuciu absolutny brak klasy), wyśmiewania tancerek które ponoć po zakręceniu piruetu się przewracają (nie zdarzyło mi się jeszcze zobaczyć na gdańskiej scenie takiego przypadku, a zespół zarówno podczas ostatniego Dziadka jak i podczas benefisu M. Insadowskiej UDOWODNIŁ, że potrafi tańczyć zarówno klasykę jak i współczesny tak jak należy to robić), oraz od wrzucania obrońców klasyki do jednego worka z zacofanymi i zamkniętymi na współczesność ignorantami (nie spotkałam jeszcze osoby, która kochając Petipę nie umiałaby docenić Eka, Kyliania, Petita czy choćby - z najświeższych wrażeń - Ejfmana) to może i ja będe gotowa do takiej dyskusji na łamach tego forum.

Zostawiając na boku wszystkie wpadki i urazy, których już nie cofniemy, owym meritum wg mnie od początku, konsekwentnie i już powoli nudno do bólu jest właśnie sprawa klasyki na gdańskiej scenie. Potrafię jakoś to przełknąć, że są osoby, które mogą mieć jakiś osobisty uraz do klasycznego repertuaru, lub jak Państwo Weiss mogą uważać balet za "cyrk" lub "tresurę". Ok, możemy mieć różne gusta. Ale pomimo tych osobistych gustów, są dzieła, które wystawiać po prostu należy (ile mam podać powodów dlaczego tak właśnie myślę? Dla mnie sprawa jest tak oczywista, że nie trzeba jej tłumaczyć, ale jeśli jest to sprawą konieczną jestem gotowa napisać referat na ten temat ;) ). Nie rozumiem tego dziwnego dualizmu który pozwala Panu w operze sięgać nawet do "zapomnianego" ;) baroku a gdy sprawa tyczy baletu twierdzić, że Czajkowski jest zakurzonym zabytkiem. I proszę tu nie opowiadać mi znów o tym, że balet w takiej formie, która nie obrażała by tradycyjnego dzieła jest nie możliwy do zrealizowania na tak małej scenie (w moim odczuciu gdańska scena jest absolutnie wystarczająca) lub z tym zespołem - bo to absurd. Z resztą o tej klasyce dystkutowaliśmy też w innym wątku, który powstał zainspirowany Pańskimi wypowiedziami (http://www.balet.pl/forum_balet/viewtopic.php?t=5138).
A może po prostu klasyka jest dla Pana zbyt trudna?

Odnośnie choregrafi Pani Izadory - są "nieszczęsne" jak napisałam - bo zostaliśmy skazani jedynie na nie w drugiej połowie ubiegłego sezonu. Ale jako baletomani staraliśmy się pomimo wszystko próbować obiektywnie je traktować i też gdzieś na forum pisaliśmy już o naszych wrażeniach dokładniej. Jedno nie zostało dobrze zrozumiane - "Z nieba..." pomimo zarzutów jakie mam do przedstawienia sama też przyjęłam bardzo dobrze, no niestety "4&4" w moim odczuciu nie jest przedstawieniem, które potrafi samo się obronić i które chciałabym często oglądać - no niestety, nawet kilka dobrych scen i przepięknych tancerzy w tym przypadku mi nie wystarcza - ale przecież nie moja osobista opinia nt tego baletu jest sprawą zasadniczą. O Edith może Pan pisać co sobie tylko życzy i absolutnie nie obraże się jeśli będzie to opinia inna od mojej, ale jeśli się nie będę z nią zgadzać to oczywiście podejmę dyskusję, lubiłam to przedstawienie i tyle - nie każdy musi myśleć tak jak ja.

Jeszcze jedno zdanie nt debaty z Międzynarodowego Dnia Tańca - odebrałam ją zupełnie inaczej - mam wrażenie, że głównym celem tego spotkania była jedynie autopromocja organizatorów... niestety czas mnie już goni, więc jeśli temat jest istotny mogę go rozwinąć przy kolejnej wizycie na forum.

Nie wiem czy jest konieczność bym podpisywała się na forum swoim imieniem i nazwiskiem.
Panu Weiss-owi moje nazwisko, jednego z wielu anonimowych widzów nic nie powie, a wszystcy pozostali forumowicze wiedzą, że te same opinie wyrażam zarówno na forum jak i w kontaktach osobistych.
Ale skoro rozpoczął się taki nurt proszę Was bardzo,

z wyrazami szacunku ale bez serdeczności (raczej ze smutkiem i bez nadziei, choć udało mi spotkać jedną osobę, która w wizję nowej Opery Bałtyckiej wierzy)
pzdr.
Małgorzata Hanć
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

uwaga od-moderatorska: absolutnie nie ma potrzeby by podpisywac sie nazwiskiem na forum - to zelazne prawo sieci, ze występujemy pod nikami, mamy tez prawo wybrac nick demaskujący jak "Grzesinski" czy "Kasia G" (dla domyślnych ;) ) lub zdemaskowac sie przed adwersarzem gdy ten zarzuca nam anonimowośc podszytą złymi zamiarami (niesłusznie zazwyczaj - ot, taki zwyczaj sieciowy) Zatem wedle zyczenia-prosze nie sugerowac sie poprzednikami i pisac jak wola-pod nickami lub pod nazwiskiem. Sama podpisałam sie bo i tak wiekszosc wie co ze mnie "za ziółko" ;) a byłoby mi niezrecznie zabierac głos w ewentualnej dyskusji z panem dyrektorem "pół anonimowo"
Czajori
Posty: 1638
Rejestracja: pt sie 12, 2005 2:13 pm

Post autor: Czajori »

Podobnie jak Agga cieszę się, że dyrektor Weiss-Grzesiński podjął z nami dyskusję. Myślę, że nadało to całej sprawie Opery Bałtyckiej nowy wymiar - dialogu, który w tej sytuacji był i jest bardzo potrzebny.

Nikt (przynajmniej z Forumowiczów) nie skreślał z góry pomysłów proponowanych przez Pana na ożywienie Opery i wszyscy byliśmy "za" pozytywnymi zmianami. Podkreślam, pozytywnymi, gdyż rezygnację z baletu klasycznego w instytucji operowej trudno nazwać dobrą decyzją. Trójmiejska scena tańca pozbawiona została istotnego elementu, któremu w dużym stopniu zawdzięcza swoją renomę. Usunięcie baletu z repertuaru POB oznacza, że chętni do obejrzenia tego tańca widzowie z Trójmiasta i okolic muszą udawać się w tym celu do Warszawy czy Poznania. Nie dla wszystkich jest to proste i nie wszyscy muszą ten stan rzeczy akceptować. Żyjemy w końcu w metropolii, kandydującej do tytułu Kulturalnej Stolicy Europy w 2016 roku. Tak duży ośrodek kulturalny bez klasyki? Brak tańca klasycznego w tak znaczącej dla kultury konurbacji porównać można do niesławnych zmian w liście lektur: nie mając dostępu do danego dzieła czy dziedziny, przeciętny człowiek nie będzie wiedział o ich istnieniu.

Na świecie z powodzeniem przedstawia się spektakle baletowe w mniejszych ośrodkach kultury, takich jak Lyon czy Hamburg. Zważywszy na tradycje gdańskiego baletu, rangę Opery Bałtyckiej oraz wynikający z charakteru instytucji rodzaj prezentowanej twórczości, rezygnacja ze spektakli baletowych jest degradacją dla Opery i całego trójmiejskiego środowiska tanecznego.

Oczywiście, nawet największy baletoman życzyłby sobie odmiany od czasu do czasu i chętnie zobaczyłby klasyczny spektakl w odświeżonej wersji. Musiałby jednak mieć możliwość wyboru między klasyką a współczesnością, aby mógł je porównać. Widzowie POB nie mają w tej chwili wyboru i moim zdaniem, a wiem, że podzielają je inne osoby związane ze środowiskiem tanecznym w Trójmieście, było to cięcie zbyt drastyczne. Nie mając tego porównania i chociaż minimalnej wiedzy na temat klasycznego kanonu widz będzie ignorantem, a nie świadomym odbiorcą, o którego Pan walczy. Nieznajomość klasyki w każdej dziedzinie sztuki jest ignorancją.

Trudno się nie zgodzić z Pana opinią, że polscy tancerze nie tworzą w tej chwili światowej czołówki. Jest to oczywiście uogólnienie, natomiast nie oznacza, że nie potrafią nic. Tego typu teorie zniechęcają i nastawiają wrogo. Znamy tancerzy z POB, z niektórymi przyjaźnimy się. Boli nas ich niesprawiedliwe traktowanie i deprecjacja, która dotknęła również legendarne pokolenie wielkich gdańskich tancerzy. Oczywiście, idźmy do przodu, nie negujmy jednak wielkich zasług przeszłości!
Marek Weiss-Grzesinski
Posty: 4
Rejestracja: ndz paź 26, 2008 12:59 pm

ludzie baletu

Post autor: Marek Weiss-Grzesinski »

Powtarzam swój wpis, bo poprzedni nie dotarł na forum.
Na początek przepraszam Państwa Białobrzeskich, jeśli moje informacje na temat ich internetowych napaści są nieprawdziwe.
Nie jestem wrogiem klasyki baletowej. Uważam że to piękna i bardzo wymagająca dyscyplina sztuki. Żeby teatr mógł ją sensownie uprawiać, muszą zostać spełnione określone warunki. Dotyczą one zarówno jakości tancerzy jak ich ilości w zespole. Żeby wystawić "Jezioro" potrzebna jest określona ilość łabędzi, a nie tylko sprowadzona gościnnie para solistów, jak to ma miejsce w wielu teatrach. Zespół musi ćwiczyć klasykę non stop, a nie wchodzić na pointy okazjonalnie. Musi mieć wyspecjalizowanych pedagogów, którzy dbają o rozwój tancerzy. Lekcje nie mogą być prostą kontynuacją zajęć w szkole. Musi być stały napływ nowych ludzi i przechodzenie na dalszy plan tych, którym wiek najzwyczajniej w świecie nie pozwala już na morderczy wysiłek i nienaganny wygląd. W tej rotacji nie mogą być argumentem zasługi, czy brak szacunku dla tych, którzy powołują się na nie częściej niż na swoje aktualne możliwości. A przede wszystkim zespół klasyczny musi REGULARNIE tańczyć klasykę na scenie. Mieć spektakle co tydzień, a nie co kwartał. Do tego niezbędna jest publiczność, która co tydzień na taki spektakl przyjdzie. Obejmując Operę Bałtycką miałem świadomość, że żaden z tych warunków nie jest spełniony. Z całym szacunkiem do wysiłków Sławka Gidla, żeby utrzymać zespół mimo biedy i braku spektakli, miałem przekonanie, że ta niewielka grupa nie może sprostać wszystkim zadaniom, jakie teatr na nich nakłada. Jestem przekonany, że trzeba podjąć się jakiejś specjalizacji zarówno w balecie jak i w operze, żeby tak skromna instytucja, jak Bałtycka, mogła odnaleźć należną jej rangę na mapie kraju. Nie da się dogodzić wszystkim i zadowolić różne gusty. Wąska grupa realizatorów musi wykreować swoją własną wizję teatru i przekonać do niej publiczność. Wymaga to czasu i cierpliwości. Część widowni jest tym zawiedziona, bo brakuje jej ulubionych tytułów. Część artystów nie może się w nowej estetyce odnaleźć z różnych powodów. Ale nie lekceważymy tego. Po prostu musimy skupić się na swoich zadaniach i dojściu do celu, jaki sobie wyznaczyliśmy. Jaki to cel? Na to pytanie, jeśli mi pozwolicie odpowiem następnym razem.
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Już to wszystko słyszeliśmy i czytaliśmy, ale odpowiem na wszystkie powody, które podaje Pan twierdząc, że w Gdańsku nie dało się tego zrobić.


[quotec4]Dotyczą one zarówno jakości tancerzy jak ich ilości w zespole. Żeby wystawić "Jezioro" potrzebna jest określona ilość łabędzi, a nie tylko sprowadzona gościnnie para solistów, jak to ma miejsce w wielu teatrach.[/quotec4]
Po pierwsze, balet klasyczny to nie tylko Jezioro. Gdybyśmy kierowali się tylko tym czy zespół jest obecnie wystarczająco duży i "mocny technicznie" do tego by wystawiać najtrudniejsze, największe i najbardziej wymagające dzieła w tak wspaniałej formie jaka marzy się każdemu baletomanowi to klasyka musiałaby zniknąć nawet ze sceny Teatru Wielkiego - absurd, zwłaszcza, że może to właśnie bolączka baletu - że nigdy nie da się idealnie, ale zawsze można lepiej ;)
Po drugie, jakość i ilość tancerzy w zespole - to jest to co Pan sam buduje, dysponując tancerzami (a mamy i mieliśmy wielu dobrych - a może możnaby powiększyć zespół?). Nie wierzę w to, że nie dałoby się w Gdańsku zbudować dobrego zespołu baletowego, który mógłby próbować mierzyć się jeśli nie z Jeziorem to z tytułami wymagającymi mniejszej obsady. Zawsze też można spróbować zamiast całkiem likwidować balet wystawiać go w zgodnie z realiami zmniejszonej ale bliskiej oryginałowi formie.

[quotec4]Zespół musi ćwiczyć klasykę non stop, a nie wchodzić na pointy okazjonalnie[/quotec4]
Zespół przestał ćwiczyć klasykę "non stop" i zszedł z point w chwili gdy Pan objął stanowisko dyrektora - więc do kogo ten zarzut? Właściwie w obecnym składzie i po takiej przerwie sama nie wyobrażam sobie by mogli na te pointy wrócić, więc cała dyskusja nabiera niestety charakteru czysto teoretycznego. Miała go od samego początku, bo chyba każdy z nas zdaje sobię z tego sprawę, że nasza walka o klasykę przypomina niestety walkę z wiatrakami - zwłaszcza, że z jednej strony zachęca Pan do dyskusji a z drugiej jest przekonany do tego, że i tak nie zamierza wszystkich widzów zadowolić.

[quotec4]Musi mieć wyspecjalizowanych pedagogów, którzy dbają o rozwój tancerzy. Lekcje nie mogą być prostą kontynuacją zajęć w szkole. [/quotec4]
Potrafi Pan zatrutdniać "jednego z najlepszych dyrygentów operowych w kraju", a nie może znaleźć dobrego pedagoga baletu? To żart?

[quotec4]Musi być stały napływ nowych ludzi i przechodzenie na dalszy plan tych, którym wiek najzwyczajniej w świecie nie pozwala już na morderczy wysiłek i nienaganny wygląd.[/quotec4]
Oczywiście, że tak, nie rozumiem dlaczego miałoby to być niemożliwe, zwłaszcza w mieście, w którym jest jeszcze szkoła baletowa. Jaki jest jej sens istnienia bez współpracy z Operą? Morderczy wysiłek i nienaganny wygląd - no przecież po to męczą się w tych szkołach a potem na scenach, żebyśmy mogli ich za to podziwiać...

[quotec4]W tej rotacji nie mogą być argumentem zasługi, czy brak szacunku dla tych, którzy powołują się na nie częściej niż na swoje aktualne możliwości.[/quotec4]
Przecież ostatni "Dziadek" i "Benefis" nie jest prehistorią, bo odbył się w ubiegłym sezonie. Zespół umiał zatańczyć jak należy - UDOWODNIŁ, że nawet w tym skromniutkim składzie może być nie tylko poprawnie ale i pięknie. Już przynajmniej dwie tancerki, które przy okazji zmian w Gdańsku uciekły do innych teatrów pokazały, że były na tej scenie prawdziwymi skarbami. A i wśród tych, którzy pozostali jest na pewno jeszcze kilkoro w tej chwili marnujących się. I zawsze można zatrudniać kolejnych, utalentowanych... nie rozumiem problemu.

[quotec4]A przede wszystkim zespół klasyczny musi REGULARNIE tańczyć klasykę na scenie. Mieć spektakle co tydzień, a nie co kwartał.[/quotec4]
No nie przesadzajmy już z tym co tydzień - nawet w Wwie nie jest co tydzień. No właśnie o tą tańczoną regularnie klasykę walczymy. Przecież to Pan układa reperuar. Rozumiem, że pewnym ogranicznikiem ilości wystawianych przedstawień są pieniądze. Ale jeśli planowany przez Pana zespół ma dobrze tańczyć współczesny to będzie musiał robić to tak samo regularnie jak musiałby to robić w przypadku klasyki. Z resztą chyba aż tak słabo nie jest z tymi pieniędzmi, skoro Operę stać nawet na takie szaleństwo z jakim (być może jako ignorant) nie spotkałam się jeszcze w żadnym innym Teatrze - nawet koszulki i torby z nadrukiem "4&4". Nieobeznany widz mógłby nawet pomyśleć, że wręcz nie macie Państwo co robić z nadmiarem publicznej forsy... oczywiście absolutnie rozumiem, że koszulki a koszt wystawienia przedstawienia to dwie zupełnie różne kategorie cenowe - ale widząc kasę wyrzucaną w błoto, można sobie pomyśleć, że ktoś ma jej za dużo...

[quotec4]Do tego niezbędna jest publiczność, która co tydzień na taki spektakl przyjdzie.[/quotec4]
o to akurat na Pana miejscu martwiłabym się najmniej, nie rozumiem tego, że trzaba kogokolwiek przekonywać do tego, że istnieje zarówno w Gdańsku jak i w kraju grupa odbiorców, którzy nie tylko świadomie przychodzą na każde przedstawienie, płaczą nad "umierającym baletem" ale potrafią przejechać setki kilometrów jeśli tylko jest taka konieczność by nie przegapić czegoś wartościowego.

Oczywiście chwyt z tańcem współczesnym i wizją nowoczesnego teatru jest wspaniały jeśli chodzi o przyciągnięcie widzów, którzy być może na wspomniene już i niestety funkcjonujące w mentalności wielu osób jako "sztywne i nudne" Jezioro nigdy by się nie zdecydowali przyjść do Opery. Natomiast jeśli Ci młodzi ludzie mają dzięki przychodzeniu do Teatru nie tylko czerpać przyjemność z oglądania łatwiej strawnych na początek przedstawień i jeśli taniec i wogle sztuka ma być dla nich nie tylko pięknymi obrazkami połączonymi z dźwiękiem (na prawdę odczuwam ogromną różnicę, w traktowaniu przez Pana baletu i opery) to muszą mieć gdzie zapoznać się z pewnymi tytułami. Muszą oni znać i jedno i drugie. Wiedzieć, z jednej strony to co Pan im pokazuje, wpuszczając na scenę młodych tancerzy i wpółczesnych choreografów, że w Operze każdy, nie tylko "sztywniacy i pedagodzy" :P mogą znaleźć coś dla siebie i że dzieją się w polskiej sztuce współczesnej ciekawe rzeczy. Ale żeby umieć prawidłowo ocenić znaczenie i rzeczywistostą wartość tego co proponuje współczesność, muszą wiedzieć skąd się ona wzięła i do czego jakże często odwołuje. Z drugiej strony biorąc pod uwagę to, że za pewne planuje wykształcić Pan sobie ambitną publiczność, to nie wyobrażam sobie bym mogła za kilka lat wśród tych nowych pasjonatów tańca nie spotkać nikogo, kto nie miał nawet szansy na to by dowiedzieć się, że balet to nie "nudne popisy cyrkowe tancerek na sztywnych bucikach i w śmiesznych sukieneczkach" (a tak będą myśleć Ci których Pan sobie wykształci w ten sposób). I tu przy okazji moja odpowiedź na to, co od jakieś czasu mnie bulwersuje w publicznych wypowiedziach niektórych osób - czy naprawdę współczesny widz do którego adresujecie swoje dzieła jest aż takim idiotą by bez nowoczesnej aranżacji nie umiał dostrzec ponadczasowych treści, które sztuka przekazuje? Nie chodzi mi o to by nie zmieniać, nie iść z duchem czsu, nie odwoływać się czy nie bawić się tym co kiedyś zostało stworzone próbując nadać temu nową wartość. Wręcz przeciwnie. Powinny być w Polsce -ach o dwóch takich ośrodkach w Gdańsku nawet nie śmiem śnić - miejsca w których robi się i jedno i drugie: dostrzega pełną wartość tzw. "starych ramot" :P i takie w których nie boi się obrażenia "świętości" robiąc sztukę po swojemu.

To o czym Pan mówi - teatr zajmujący się jedynie tańcem współczesnym, jest oczywiście potrzebne - nie tylko w Gdańsku ale i w całym kraju. Ale nie zamiast a obok klasyki.

Jestem przekonana, że to że zdecydował się Pan na wizję stworzenia w Operze Bałtyckiej ośrodka tańca współczesnego nie jest kwestią tego, że nie dało się tam stworzyć silnego baletu (bo są/byli tancerze, jest szkoła baletowa, odpowiednia scena i publiczność - tak więc w moim odczuciu wszystkie te warunki są/były spełnione), a osobistego wyboru. Nie wiem czy taki wybór był konieczny - jeśli tak to strasznie mi przykro. Szkoda, że to co zamierza Pan stworzyć musi powstać na gruzach klasyki, która jak już padła, to nikt jej w Gdańsku raczej nie odbuduje. Ogromna strata dla kultury tego miasta.

[quotec4]Wąska grupa realizatorów musi wykreować swoją własną wizję teatru i przekonać do niej publiczność. Wymaga to czasu i cierpliwości. Część widowni jest tym zawiedziona, bo brakuje jej ulubionych tytułów. [/quotec4]
Naprawdę widzi Pan problem jedynie w kwiestii przyzwyczajeń niektórych widzów? Rzeczywiście ludzie się za bardzo przyzwyczają do sztuki - Czajkowski, Mozart, Haendel, Chopin (czy baletem rządzą jakieś inne prawa niż każdą inną dziedziną sztuki??)- to zabytki na które chodzą jedynie sztywniacy i konserwatyści, a świat przecież dawno poszedł do przodu; co raz trudniej przyciągnąć zaganiane, nowoczesne społeczeństwo do Oper i Filharmonii - zrezygnujmy więc z nich wszystkich a tłumom nawet w Operach dajmy to co woleliby oglądać (po co walczyć o poziom??) zamiast tych staroci, których broni jedynie garstka fanatyków! Idźmy z duchem czasu! ... od początku ta sytuacja wydaje mi się dość komiczna - garstka młodej gdańskiej widowni, walcząca o "zabytki" z szanowanym, dojrzałym reżyserem rezygnującym we wcale nie takiej skromnej Operze Bałtyckiej z repertuaru klasycznego... Dziwne czasy!!
Marek Weiss-Grzesinski
Posty: 4
Rejestracja: ndz paź 26, 2008 12:59 pm

Post autor: Marek Weiss-Grzesinski »

Pisze Pani w liczbie mnogiej, w imieniu jakiejś grupy osób, co mnie rzeczywiście peszy, bo nie znam ich liczby, ale już całkowicie odbiera mi głos stwierdzenie, że "wszystko to już słyszeliśmy i czytaliśmy" Przecież Pani argumenty na wyrwane z kontekstu mojej wypowiedzi zdania też "słyszeliśmy i czytaliśmy". Jak mamy polemizować, skoro wszystko już było? w dodatku posługuje się Pani nie sprawdzonymi wiadomościami w rodzaju tej, że wyrzucamy pieniądze podatników na koszulki, podczas gdy to są typowe samofinansujące się gadżety. Powracając jednak do spraw poważnych muszę oświadczyć, że nie podzielam Pani poglądu, że balet Opery Bałtyckiej tańczył w ostatnich latach klasykę, a już z pewnością, że tańczył ją dobrze. Pani z kolei nie podoba się nasz nowy repertuar i nowy zespół. I chyba to przesądza losy naszej dalszej dyskusji. Tak już jest w naszej działalności, że ci, co aktualnie tworzą nie są akceptowani przez tych, co w tym miejscu tworzyli poprzednio. Też nie akceptuję kilku moich konkurentów, ale po latach różnych zmagań mam głębokie przekonanie, że dla artystów jest dosyć miejsca na świecie i każdy z odpowiednią determinacją może realizować swój program, swoją wizję i bronić swoich wartości. Przecież i moja ekipa nie będzie kierowała Operą Bałtycką w nieskończoność i z czasem zostanie zastąpiona przez kolejną. Może nie tak szybko, jakby sobie niektórzy życzyli, ale kiedyś ten moment nastąpi. Być może wtedy udowodnicie, że jednak balet klasyczny może tu być realizowany. Tym bardziej, że jest szkoła baletowa, która jeszcze przez długie lata będzie twierdzą klasyki. Nowy zespół da się szybko zbudować na bazie jej absolwentów. A tymczasem w naszej Operze nie unikamy muzyki Mozarta, Czajkowskiego i innych wielkich, jak to Pani sugeruje. My tylko ich inaczej tańczymy i inaczej śpiewamy. To przecież nie jest zbrodnia.
ODPOWIEDZ