Osoby, które znają mój styl pisania i opowiadania o obejrzanych przedstawieniach dobrze wiedzą, że nie lubię mówić źle o tym co widziałam, bo zawsze był przecież jakiś powód dlaczego dane przedstawienie chciałam zobaczyć. Niestety odnośnie tego Dziadka, poza tradycyjnymi powodami dla których zawsze warto zobaczyć przedstawienie (np. bo zawsze jest miło posłuchać Czajkowskiego, bo być może ciekawie jest zobaczyć inną wersję tego co już znamy, bo oczywiście miło jest oglądać ulubionych tancerzy mierzących się z rolami...) okropnie trudno znaleźć mi jakiś punkt zaczepienia by polecić najnowszą premierę Opery Bałtyckiej.
Akcja przedstawienia zaczyna się dość ciekawie, zamiast tradycyjnie na scenie, pierwszy fragment dzieje się na widowni, widzowie są zaczepiani przez rozbrykanych schodzących się na święta bohaterów przedstawienia. Można by nawet pomyśleć, że zapowiada się fajna zabawa.. Niestety moja przez tą krótką chwilę wzbudzona nadzieja, na to że może jednak wyjdę z Opery zadowolona, szybko została zawiedziona... W pierwszym akcie widzimy przygotowania do Świąt u typowych Kowalskich. Mamy więc zwyczajną scenografię, przypominającą małe M4, nudzące się i przerzucające kanały w telewizorze dzieciaki i w moim odczuciu absolutny brak pomysłu na to jak to wszystko zapełnić choreografią... Siedząc na widowni nie mogłam oprzeć się myślom, czy aby na pewno warto było zostawiać przygotowania do Świąt w moim domu, które tak lubię po to by oglądać ich nużącą wersję na deskach teatru... Trudno zwłaszcza w odniesieniu do pierwszego aktu oceniać choreografię, bo przez jego większość jej właściwie nie było, lub było bardzo mało. Przedstawienie jest właściwie chodzone, skakane i grane aktorsko (czasem też mówione, krzyczane i śpiewane – rozumiem, że miało być zabawnie – ale chyba najlepiej bawili się przy tym sami wykonawcy, ja niestety poza drobną frajdą ich uśmiechów oczekiwałabym idąc do Opery czegoś więcej...), są też fragmenty przypominające niestety nieskoordynowane machanie kończynami a nie taniec. Zdaję się, że choreograf, brak pomysłu chciał zapełnić poczuciem humoru, rzeczywiście czasem za sprawą dobrze bawiących się przy tym tancerzy udawało mu się i mnie rozbawić – jednak to troszkę za mało gdy nie ma się nic do powiedzenia...
O uwspółcześnionych prezentach, które znacie już ze zdjęć – spróbuje dyplomatycznie: fajnie, że lalki barbie tańczą na pointach (nie mogę powstrzymać się od cynizmu, ale moją pierwszą myślą gdy to zobaczyłam było pytanie retoryczne: to jednak można? Przecież to niezgodne z nową wizją Opery...). Rozumiem, że zastąpienie skomplikowanej, ciekawej choreografii i magicznego świata Świąt plastykiem i kiczem jest wyjściem na przeciw współczesnymu światu. Jak wiecie osobiście jestem zupełnie niedzisiejsza i niestety nie znajduje w tym żadnej wartości, być może walka he-manów i lalek barbie (jak dla mnie ich maski były nieco psychodeliczne) jest dla niektórych czymś zabawnym, na szczęście są jeszcze miejsca gdzie można oglądać tradycyjne myszy i żołnierzyki (docencie proszę!!!).
Żeby nie było tak całkowicie krytycznie – jestem wzrokowcem – w pierwszym akcie podobał mi się obraz walca śnieżynek, choć – znów zapewne zabawne – okrąglutkie, ciężkie bałwany absolutnie nie pasują do cudnego, delikatnego chóru w tym fragmencie muzyki. Z resztą strasznie często miałam wrażenie, że choreograf, nie tylko nie miał pomysłu ale wręcz był chyba głuchy na muzykę do której zdecydował się ułożyć balet (tu dla obrazowego porównania dla tych którzy nie zobaczą, no i ze szczególną dedykacją dla Kasi – w „Nocy Walpurgii” jest bardzo dużo tańca).
Konstrukcją przedstawienie przypomina tradycyjnego Dziadka, po pierwszym akcie „z akcją” Klara z Dziadkiem przenoszą się do krainy bajek. Było tu dużo więcej tańca niż w akcie I, natomiast nadal jak dla mnie nadal dużo za mało... W tej części podobała mi się bajkowa scenografia, pomysł z księgą baśni, no i zapewne ciekawe dla dzieci są żywe, bogate kolory kostiumów.
Szukając plusów – ciekawym pomysłem jest współczesna Klara – okazuje się, że obecna bohaterka, tylko przez chwilę jest w przedstawieniu małą wystraszoną dziewczynką chowającą się za Dziadkiem, okazuje się, że w chwilach próby chwyta miecz i walczy równie a może nawet bardziej dzielnie z he-manami(oj naprawdę wolałabym myszy) niż Dziadek.
Z tancerzy szczególne oklaski ode mnie: już tradycyjnie dla forumowej .:Odylii:. za lekkość i plastyczność tańca, za łobuzerskość, dziewczęcość i urok w roli Klary. Bardzo podobał mi się partnerujący Klarze Irenesz Stencel w roli Dziadka. Również w zgodzie z moim dotychczasowym gustem, tradycyjnie i konsekwentnie jestem fanką Sylwi Kowalskiej-Borowy – tym razem w roli Wróżki – świetne aktorstwo, rzeczywiście momentami się uśmiałam
Super, że Dziadek w Operze Bałtyckiej doczekał się wystawiania z orkiestrą. Niestety podsumowanie słabiutkie - nie wystarczy zastąpienie braku pomysłu ciągłym żartowaniem; rzadko mi się to zdarza, ale niestety kilka nawet ładnie zatańczonych fragmentów to zdecydowanie za mało bym na tego Dziadka wróciła...