Współczuję Wam tych wf-ów. Mnie to już na szczęście nie dotyczy

ale Wasza dyskusja przypomniała mi, jak musiałam na to chodzić i to było straszne - nie ze względu na samo ćwiczenie,bo to, jak się później okazało, bywa całkiem pożyteczne

tylko właśnie esencję tego, o czym tu była mowa - miałam nauczycieli, którzy rzadko zastanawiali się nad doborem ćwiczeń do predyspozycji dziewczyn, wszystkie musiałyśmy ćwiczyć wszystko, a najczęściej była to gra w piłkę, gdzie te 'silniejsze', dla których było to za mało, by spożytkować energię, rzucały piłką na oślep z całej siły, a te bardziej kruche starały się nie oberwać... Inna sprawa, że ćwiczeń ogólnorozwojowych, porządnych rozgrzewek itp. prawie nie było, techniki wykonywania ćwiczeń też nie. Po godzinach bezsensownych biegów, gdzie nikt nie tłumaczył nam, jak rozkładać siły, jak oddychać etc., czy po skokach przez kozła na zasadzie 'poskaczcie sobie' miałam na dłuugo serdecznie dość wuefu.
Dopiero po skończeniu szkoły, ćwicząc rekreacyjnie z pewną grupą z instruktorem z dobrym podejściem dowiedziałam się, że wuefopodobne zajęcia mogą być ciekawe i przyjemne
