Salome - wstawka z tańcem

Balet "od kuchni". Style i "szkoły" (np. rosyjska, francuska, włoska, duńska itp.), choreografia, pantomima, poszczególne balety, muzyka baletowa; historia baletu; zagadki;
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Chociaż temat współczesnych inscenizacji wydaje się niezwykle interesujący, prosiłabym rozmówców o trzymanie się jednak tematu tańca w operze Salome. Nie powielajmy dyskusji z forum trubadura, mam wrażenie, że zwolennicy i przeciwnicy uwspółcześniania oper i tak nie dojdą w tym miejscu do porozumienia. Przypominam, że choć baletomani są często również melo- i operofilami, to jednak jest to forum stricte baletowe. A dyskusję proponuje kontynuawać tam gdzie ona już się rozwinęła i zostało więcej powiedziane - http://www.trubadur.pl/cgi-bin/180638/ikonboard.cgi?s=db7d94fe41094b480ad5557c2c7e35af;act=ST;f=2;t=576;st=30 vel. http://www.trubadur.pl/cgi-bin/180638/ikonboard.cgi?s=fae56a731dd2d8fe3d1fc8e214d743d9;act=ST;f=2;t=2

pozdrawiam
moderator
Rotbart
Posty: 394
Rejestracja: pn maja 02, 2005 12:47 pm

Post autor: Rotbart »

Dopiero teraz zabieram głos, bo wcześniej rzeczona praca magisterska próbowała mnie wpędzić do trumny ;)
Jeśli chodzi o taniec brzucha w kontekście Tańca Siedmiu Zasłon, to sam Strauss, pisząc "Salome", nie celował właśnie w tym gatunku tańca - mając na względzie zarówno nikłe swoje o nim pojęcie (mimo paru wypraw na Bliski Wschód), jak i trudność wykonania go na scenie przez ówczesne balleriny czy tym bardziej śpiewaczki. Słychać to zresztą w samej muzyce, która nie nawiązuje stricte do orientu (a jeśli już to bardziej do tego wschodnioeuropejskiego), skoro mamy w niej, wypisz wymaluj, walc wiedeński czy, jak pisze Kamiński, "Hollywood". Sam taniec zresztą Strauss napisał na samym końcu komponowania "Salome", być może z powodu trudności, jakie nastręczał jego charakter. Nie sądzę jednak, żeby chodziło mu o taniec brzucha.
Osobiście nie widziałem żadnej inscenizacji, w której Taniec Siedmiu Zasłon przybrałby właśnie kształt tańca brzucha. Wynika to z prostych przyczyn - współczesne inscenizacje odchodzą raczej od orientalnej rodzajowości i umieszczania akcji zgodnie z założeniami autora libretta, i chwała im za to. Poza tym rzadko już zdarza się dzisiaj, że śpiewaczka zostaje zastąpiona baletnicą (a jeśli już to przy starszych, ciągle granych inscenizacjach - jak np. inscenizacja z 1972 roku w Wiedniu), rzadko która sopranistka jest w stanie w ogóle cokolwiek sensownie zatańczyć, a co dopiero umiejętnie wykonać taniec brzucha. Dlatego też reżyserzy, nie chcąc wywoływać pobocznego efektu komicznego, dostosowują Taniec Siedmiu Zasłon do umiejętności wykonawczyni. Często w ogóle rezygnują z tańca jako takiego - jak n.p. we wspomnianej przez Kasię G inscenizacji Davida Aldena. Świetna realizacja Davida McVicara z ROH zamienia taniec w podróż Salome i Heroda przez 7 pokojów, gęsto podszytą psychoanalizą Freuda, Junga i Lacana i takie odczytanie wnosi dużo więcej do interpretacji dzieła niż nawet dobrze wykonana choreografia tańca brzucha.
Jeśli już natomiast reżyserzy zostają przy tańcu-tańcu, często efekt jest mizerny. Tak też stało się w inscenizacji wiedeńskiej w reżyserii nieżyjącego już Barloga - w roli tytułowej widziałem Camillę Nylund, która wykonywała taniec osobiście i niestety był to dość prosty zestaw ruchów, bez żadnej wewnętrznej dramaturgii, pozostawiający uczucie wielkiego rozczarowania.
Co do nagości - również i od niej powoli odchodzą współczesne inscenizacje, nagość przekierowywując gdzie indziej (np. McVicar "rozbiera" kata i statystki, a Robert Carsen część Judejczyków). Z bardziej spektakularnych przykładów: w inscenizacji w Monachium Angela Denoke w finale odsłania biust i pozwala Herodowi gryźć sutki, a w inscenizacji MET, ocenzurowanej montażem filmowym, Karita Mattila w finale staje zupełnie naga, a Franscesca Patene w inscenizacje rzymskiej wykonuje większość tańca z odsłoniętym biustem, w cielistych rajstopach imitujących zupełną nagość. Zresztą dość powszechne jest używanie cielistych trykotów, które daje dość dziwny efekt. Sam Strauss nie przewidywał nagości w finale tańca, pisząc, że ma on być jak najbardziej przyzwoity, ale wynikało to z pewnością z cenzury obyczajowej - "Salome" i tak zlinczowano za szerzenie niemoralności i nihilizmu przez sam wybór tematu, więc nagość była już zupełnie niedopuszczalna (zresztą i tak na pewno oznaczałaby cielisty trykot).
Mnie osobiście nie przeszkadza bynajmniej odcinanie się od orientalnego kolorytu pierwowzoru, najważniejsze, żeby wizja reżysera była spójna, konsekwentna i rzucała nowe światło na tradycyjny materiał.
teleskop
Posty: 28
Rejestracja: śr cze 03, 2009 1:58 am

Post autor: teleskop »

[b:5d3719fe49]Rotbart:[/b:5d3719fe49] dzięki za szczegółową i rzeczową odpowiedź - nareszcie jest jasność jak zamierzał to sam Strauss i jak ciekawie można to jeszcze inaczej zrobić (siedem pokoi całkiem interesujące).

[b:5d3719fe49]milton:[/b:5d3719fe49] Komercyjne filmy przywołałem nie żeby je gloryfikować jako najwyższą sztukę ale żeby pokazać że nawet komercyjna kultura ma ciągotki do korzeni i jej się znudził wszechobecny wytarty dżins czy mówiąc ogólnie po prostu zwyczajne ciuchy i nie próbuje niczego sztucznie uwspółcześniać ale zrekonstruować wierniej niż uproszczone rekonstrukcje jakie były robione 50 lat temu. W każdym razie stosujemy się do rady M. i o tym będziemy już dyskutować na forum właściwym dla opery.

I tym miłym akcentem chyba kończymy część polemiczną wątku a jeśli ktoś zobaczy w przyszłości kolejne inscenizaje, nagie, w dżinsach lub w cielistych trykotach ;-) to będzie fajnie jeśli napisze gdzie opera została wystawiona i podzieli się wrażeniami zwłaszcza pod kątem tego jak został rozwiązany taniec.
ODPOWIEDZ