SOMOVA zamiast ZAKHAROVEJ
-
śnieżka_balerina
- Posty: 181
- Rejestracja: śr lut 01, 2006 5:36 pm
Muszę przynać, że jak przed tym występem nie wielbiłam Somovej, tak teraz po prostu ją uwielbiam. Była taka genialna, jej ruchy były tak lekkie, płynne, no po prostu cudownie. Dopiero na żywo można tak naprawdę ją ocenić, gdyż na filmikach nie da się tego poczuć. Mnie osobiście zaczarowała swoim tańcem i uwielbiam ją:)
no to teraz ja włożę "kij w mrowisko"
Nie miałam wyrobionego zdania na temat Somovej po obejrzeniu filmów i zdęc w Internecie. Wydawała mi sie trochę zbyt akrobatyczna i mało wyrazista jesli chodzi o emocje, ale po pierwsze - mimo swego gwiazdorstwa - jest jeszcze b. młoda, po drugie - co wystep na zywo to na zywo. No i jednak... nie podobała mi się!
Nie moge oczywiście złego slowa powiedziec o je technice czy mozliwoścach bo te sa porażające. Pozy jak attitude czy arabesque -b. wysokie, ale jakoś nie przeszkadzalo mi to, bardziej sposób w jaki je wykonuje - chyba ktos o tym pisał ze "ciagnie noge łydką" a nie od biodra i uda. Ale efekt jest - trudno sie sprzeczać. Skoki - te naprawde porażały - każde grand jete było nadszpagatem (choć o ile noga z przodu idzie ponad poziom szpagatu, to taz tyłu nie zawsze ten poziom osiągała, no ale i tak - niesamowite. Pas de chat do boku - az nadmirene, ale robi wrażenie, generalnie bardzo silna tancerka, wszystkie piruety, w tym trzy trudne, z przejściami w tył w "bałym" akcie - bez zazutu - nic nie sprawia jej trudnosci, idealny aplomb.
No to co mi się nie podobało? - brak wyrazu, emocji na twarzy i w całym ciele, bo przeciez tancerka mósi mówić ciałem. Moim zdaniem Somova niektore gesty, majace "opowiadać" i wyrażac emocje w "bajaderze" wykonała jako cześc choreografii - bo powiny tam być,ale nie dodała do nich serca i wyrazu. nie każde uniesienie i załamanie rąk nad głową będzie wyrażało rozpacz, nietóre po prostu pozostały pewna poza nie wypełniona uczuciem. Ponadto - co było dla nie szokiem - artystka - a takze towarzyszacy jej Matwiejenko odbębnili częśc pantomimy bardzo pobieznie, żeby nie powiedzieć - niechlujnie. Gdybym nie znała Bajadery - to pewnie bym sie nie domyślila o co chodzi, a przeciez to pantomima i part de bras maja "wytłumaczyć" widzowi o czym to jest. Tu mogłabym podac wiele, wiele przykładów konkretnych scen.
generalnie w jej tańcu brak mi bylo delikatnosci i uroku, jaki powinien cechowac Nikije - chyba lepiej nadałaby się na Gamzatti - czesto przybierala taki dumny wyraz twarzy.
Z samej aparycji nie podobało mi sie u Somovej kilka rzeczy - trpche za długie w stosunkudo całej figury ręce - zwłaszcza zeartystka nie stosuje tak czesto jak to jest w choreografii zokraglenia rąk, a w scenach mimicznych zbyt czesto "puszcza dłoń" rozcapierzając palce, co powoduje ze dłoń wydaje się jeszcze wieksza.
Po drugie - nadmierne przegięcie w talii utrzymywane niemal cały czas, podczas gdy w wielu pozach wyglada po prostu xle. Nie wiem czy to tylko kwestia "chudosci" czy proporcji ciała, ae u Somovej rzebra wydaja sę krótsze niż u normalnego człowieka a potem zaczyna się brzuch, ktorego nie ma, zapadniety az do kregosłupa (co w kostiumach Nikiji szczególnie widac, w paczce klasycznej już mniej. Potem mamy dośc mocno "wypiete" posladki - co razem tworzy przesadną linie "s" jak w strojach z epoki secesji. W attitude wyglada to ładnie, ale w innych momentach mnie drazniło.
I wreszcie - starsznie "długie" stopy - nie wiem czy Alina ma po prostu dużą stope, czy dodatkowo tańczy w duzo za duzych pointach, ale mnie to przeszkadzało - tancerka wygladała en pointe ak na jakims podium...
Wszystko to nie umniejsza jej niezwykłych mozliwości i techniki - powtórze - ale moim dzaniem za mało było w tym tancu klasy i artyzmu, jje taniec nie zaangażował mnie uczuciowo.
Podobnie było z Matwiejenką choć nalezy on do tancerzy ktorych lubie ogladach - bardziej atletycznych z wyglądu i mogacych sie popisac niezwykłą brawurą w trudnych techniczne elementach jak skoki i piruety. Pod tym względem robił wielkie wrażenie - skakał b. wysoko i zawisał w powietrzu, piruety kręcił tez długie, z wieloma obrotami i zupełnie bezwysiłku. O dziwo nie pokazał ani wyjątkowego etralace (dośc pzecietne) i jete, za to we wszystkich popisowych momentach wykazywał się wyjatkowa energią wtancu, co wzbudzało aplauz publicznosci (nic dziwnego). Wyrazowo tez był za mało aktorski, w układzie rąk tez obserwowałam pewna "niechlujność", a w sylwetce coś, co nie do konca mogłam zdefiniowac - mimo dosc długiej szyi tancerz wyglądał tak, jakby wciągał glowe w ramiona - moze po prostu ma wysokie ramiona?
Nie mozna przy tej okazji nie pochwalic zespoły Polskiego Baletu Narodowego - widac było wielka mobilizację i dobre przygotowanie. Corps zatańczyło bardzo równo i ładnie, zarówno w tańcu z szalami, jak w walcu scene cieni. Świetne były (na światowym poziomie) trzy cienie: Ewa Nowak (I wariacja), Aleksandra Liaszenko (I wariacja) i dagmara Dryl (III wariacja), bardzo dobrze zaprezentował sie tez Paweł Koncewoj jako Zloy Bożek. Wprawdzie wariacja była moim zdaniem dość wolno zadyrygowana co ujmowało jej energii (moze sam tancerz tak sobie zazyczył, a moze tak czuje ja maestro Kozłowski) ale dzieki temu tancerz miał czas i mozliwośc skupic sie na kazdym elemencie tańca i każdy element wykonał precyzyjnie i niemal bezbłędnie. Orkiestra grała dziwnie, czasem ładnie, ale czasem..nie za bardzo, no i zdazyły się fałsze...
PS. Soiści gościnni tańczyli oczywiscie we własnych strojach z petersburskiej inscenizacji co dało mi asumpt do do dumy - nasze, warszawskie, są stanowczo ładniejsze, choć nie zawsze nawiązują do baletowej tradycji (Solor u nas nosi trykoty a nie indyjskie szarawary).
Nie moge oczywiście złego slowa powiedziec o je technice czy mozliwoścach bo te sa porażające. Pozy jak attitude czy arabesque -b. wysokie, ale jakoś nie przeszkadzalo mi to, bardziej sposób w jaki je wykonuje - chyba ktos o tym pisał ze "ciagnie noge łydką" a nie od biodra i uda. Ale efekt jest - trudno sie sprzeczać. Skoki - te naprawde porażały - każde grand jete było nadszpagatem (choć o ile noga z przodu idzie ponad poziom szpagatu, to taz tyłu nie zawsze ten poziom osiągała, no ale i tak - niesamowite. Pas de chat do boku - az nadmirene, ale robi wrażenie, generalnie bardzo silna tancerka, wszystkie piruety, w tym trzy trudne, z przejściami w tył w "bałym" akcie - bez zazutu - nic nie sprawia jej trudnosci, idealny aplomb.
No to co mi się nie podobało? - brak wyrazu, emocji na twarzy i w całym ciele, bo przeciez tancerka mósi mówić ciałem. Moim zdaniem Somova niektore gesty, majace "opowiadać" i wyrażac emocje w "bajaderze" wykonała jako cześc choreografii - bo powiny tam być,ale nie dodała do nich serca i wyrazu. nie każde uniesienie i załamanie rąk nad głową będzie wyrażało rozpacz, nietóre po prostu pozostały pewna poza nie wypełniona uczuciem. Ponadto - co było dla nie szokiem - artystka - a takze towarzyszacy jej Matwiejenko odbębnili częśc pantomimy bardzo pobieznie, żeby nie powiedzieć - niechlujnie. Gdybym nie znała Bajadery - to pewnie bym sie nie domyślila o co chodzi, a przeciez to pantomima i part de bras maja "wytłumaczyć" widzowi o czym to jest. Tu mogłabym podac wiele, wiele przykładów konkretnych scen.
generalnie w jej tańcu brak mi bylo delikatnosci i uroku, jaki powinien cechowac Nikije - chyba lepiej nadałaby się na Gamzatti - czesto przybierala taki dumny wyraz twarzy.
Z samej aparycji nie podobało mi sie u Somovej kilka rzeczy - trpche za długie w stosunkudo całej figury ręce - zwłaszcza zeartystka nie stosuje tak czesto jak to jest w choreografii zokraglenia rąk, a w scenach mimicznych zbyt czesto "puszcza dłoń" rozcapierzając palce, co powoduje ze dłoń wydaje się jeszcze wieksza.
Po drugie - nadmierne przegięcie w talii utrzymywane niemal cały czas, podczas gdy w wielu pozach wyglada po prostu xle. Nie wiem czy to tylko kwestia "chudosci" czy proporcji ciała, ae u Somovej rzebra wydaja sę krótsze niż u normalnego człowieka a potem zaczyna się brzuch, ktorego nie ma, zapadniety az do kregosłupa (co w kostiumach Nikiji szczególnie widac, w paczce klasycznej już mniej. Potem mamy dośc mocno "wypiete" posladki - co razem tworzy przesadną linie "s" jak w strojach z epoki secesji. W attitude wyglada to ładnie, ale w innych momentach mnie drazniło.
I wreszcie - starsznie "długie" stopy - nie wiem czy Alina ma po prostu dużą stope, czy dodatkowo tańczy w duzo za duzych pointach, ale mnie to przeszkadzało - tancerka wygladała en pointe ak na jakims podium...
Wszystko to nie umniejsza jej niezwykłych mozliwości i techniki - powtórze - ale moim dzaniem za mało było w tym tancu klasy i artyzmu, jje taniec nie zaangażował mnie uczuciowo.
Podobnie było z Matwiejenką choć nalezy on do tancerzy ktorych lubie ogladach - bardziej atletycznych z wyglądu i mogacych sie popisac niezwykłą brawurą w trudnych techniczne elementach jak skoki i piruety. Pod tym względem robił wielkie wrażenie - skakał b. wysoko i zawisał w powietrzu, piruety kręcił tez długie, z wieloma obrotami i zupełnie bezwysiłku. O dziwo nie pokazał ani wyjątkowego etralace (dośc pzecietne) i jete, za to we wszystkich popisowych momentach wykazywał się wyjatkowa energią wtancu, co wzbudzało aplauz publicznosci (nic dziwnego). Wyrazowo tez był za mało aktorski, w układzie rąk tez obserwowałam pewna "niechlujność", a w sylwetce coś, co nie do konca mogłam zdefiniowac - mimo dosc długiej szyi tancerz wyglądał tak, jakby wciągał glowe w ramiona - moze po prostu ma wysokie ramiona?
Nie mozna przy tej okazji nie pochwalic zespoły Polskiego Baletu Narodowego - widac było wielka mobilizację i dobre przygotowanie. Corps zatańczyło bardzo równo i ładnie, zarówno w tańcu z szalami, jak w walcu scene cieni. Świetne były (na światowym poziomie) trzy cienie: Ewa Nowak (I wariacja), Aleksandra Liaszenko (I wariacja) i dagmara Dryl (III wariacja), bardzo dobrze zaprezentował sie tez Paweł Koncewoj jako Zloy Bożek. Wprawdzie wariacja była moim zdaniem dość wolno zadyrygowana co ujmowało jej energii (moze sam tancerz tak sobie zazyczył, a moze tak czuje ja maestro Kozłowski) ale dzieki temu tancerz miał czas i mozliwośc skupic sie na kazdym elemencie tańca i każdy element wykonał precyzyjnie i niemal bezbłędnie. Orkiestra grała dziwnie, czasem ładnie, ale czasem..nie za bardzo, no i zdazyły się fałsze...
PS. Soiści gościnni tańczyli oczywiscie we własnych strojach z petersburskiej inscenizacji co dało mi asumpt do do dumy - nasze, warszawskie, są stanowczo ładniejsze, choć nie zawsze nawiązują do baletowej tradycji (Solor u nas nosi trykoty a nie indyjskie szarawary).
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
O, dziękuję za taką długą recenzję. Widzę, że zdania co do Somovej chyba zawsze będą skrajnie podzielone, i to w podobny sposób
. I mam dwa pytania, z ciekawości - czy jako Nikija Alina miała jasne, czy ciemne włosy? I drugie - ile może mieć wzrostu? (pytam, bo czytałam, że 160, a patrząc na jej proporcje ciała to trudno mi w to uwierzyć, bo wyglądałaby jak moja współlokatorka 5 kilo mniej i z nogami dłuższymi o 15 cm
)
[quoteb2="Agnieszka P."]
Już się połapałam i zarazem wkurzyłam, bo czy u nas, to musi byc zawsze tak, ze jeden czlowiek musi byc od razu dyrektorem muzycznym 10 oper??? Powinno byc ograniczenie: 1 teatr i koniec . Czy będąc dyrtektorem 20 teatrow mozna z pelnym zangazowaniem i zapalem cos dac z siebie dla teatru?[/quoteb2]
Hmm, jakby Ci tu odpowiedzieć: jak dyrygent dobry a do takich maestro Kozłowski się zalicza, to ja nie mam nic przeciwko. Na świecie to zupełnie normalna praktyka - wystarczy poczytac jakie funkcje pełnią jednocześnie wybitni mistrzowie batuty jak Minkowski, Levine czy dajmy an to Gergiev. Jakoś dzielą oni czas pomiędzy jeden lub 2 teatry, liczne fesyiwale i koncerty w najrózniejszych miejscach świata oraz nagrania płytowe. Przy tym wszystkim dzielenie czasu między Operę Narodową a Łódź wydaje się dziecinną igraszką. Inna sprawa, ze nie zawsze nasze orkiestry są same z siebie tak doskonałe, zeby dyrygent mógł sobie pozwolić na odwiedzanie jej co miesiac lub kilka miesięcy i nadal byc pewnym wysokiego poziomu, do tego potrzeba stałej pracy z zespołem, nie tylko nad premierami ale i nad bieżącym repertuarem oraz ew. świetnych asystentów, którzy go w tej pracy zastąpią. W Polsce nie zawsze tak jest. Akurat dyrektor Kozłowski jest raczej chwalony tak przez śpiewaków, jak i tancerzy za dobre "partnerowanie" im, nie forsowanie własnej idei wykonywanego dzieła, jesli utrudnia to tancerzom lub śpiewakom wykonanie swoich partii. Ale oczywiście, to problem nie tylko dyrygenta ktory po 1, 2 lub kilku próbach staje przed orkiestrą,a le i samych instrumentalistów, ich poziomu, pracy i przygotowania że nie na każdym spektaklu wszytsko im wychodzi. Jakk zresztą i u tancerzy - co z tego, ze dyrektor baletu dobry, choreografia ładna, a pedagog wymagajacy kiedy na spektalu tancerka spada z pointy... Cóż, zdarza się - oby zdarzało sie jak najmniej często
Już się połapałam i zarazem wkurzyłam, bo czy u nas, to musi byc zawsze tak, ze jeden czlowiek musi byc od razu dyrektorem muzycznym 10 oper??? Powinno byc ograniczenie: 1 teatr i koniec . Czy będąc dyrtektorem 20 teatrow mozna z pelnym zangazowaniem i zapalem cos dac z siebie dla teatru?[/quoteb2]
Hmm, jakby Ci tu odpowiedzieć: jak dyrygent dobry a do takich maestro Kozłowski się zalicza, to ja nie mam nic przeciwko. Na świecie to zupełnie normalna praktyka - wystarczy poczytac jakie funkcje pełnią jednocześnie wybitni mistrzowie batuty jak Minkowski, Levine czy dajmy an to Gergiev. Jakoś dzielą oni czas pomiędzy jeden lub 2 teatry, liczne fesyiwale i koncerty w najrózniejszych miejscach świata oraz nagrania płytowe. Przy tym wszystkim dzielenie czasu między Operę Narodową a Łódź wydaje się dziecinną igraszką. Inna sprawa, ze nie zawsze nasze orkiestry są same z siebie tak doskonałe, zeby dyrygent mógł sobie pozwolić na odwiedzanie jej co miesiac lub kilka miesięcy i nadal byc pewnym wysokiego poziomu, do tego potrzeba stałej pracy z zespołem, nie tylko nad premierami ale i nad bieżącym repertuarem oraz ew. świetnych asystentów, którzy go w tej pracy zastąpią. W Polsce nie zawsze tak jest. Akurat dyrektor Kozłowski jest raczej chwalony tak przez śpiewaków, jak i tancerzy za dobre "partnerowanie" im, nie forsowanie własnej idei wykonywanego dzieła, jesli utrudnia to tancerzom lub śpiewakom wykonanie swoich partii. Ale oczywiście, to problem nie tylko dyrygenta ktory po 1, 2 lub kilku próbach staje przed orkiestrą,a le i samych instrumentalistów, ich poziomu, pracy i przygotowania że nie na każdym spektaklu wszytsko im wychodzi. Jakk zresztą i u tancerzy - co z tego, ze dyrektor baletu dobry, choreografia ładna, a pedagog wymagajacy kiedy na spektalu tancerka spada z pointy... Cóż, zdarza się - oby zdarzało sie jak najmniej często
[quoted4="Blanche"]I mam dwa pytania, z ciekawości - czy jako Nikija Alina miała jasne, czy ciemne włosy? I drugie - ile może mieć wzrostu? (pytam, bo czytałam, że 160, a patrząc na jej proporcje ciała to trudno mi w to uwierzyć, bo wyglądałaby jak moja współlokatorka 5 kilo mniej i z nogami dłuższymi o 15 cm
)[/quoted4]
Włosy miała jasne (z czego osobiście się ucieszyłam, bo Nikije preferuje w blondzie
), a co do wzrostu to myślę, że mieści się ona właśnie w granicach 160-165, aczkolwiek w tym wypadku radziłabym nie sugerować się moją opinią, bo nigdy nie byłam dobra w określaniu wzrostu, wysokości, odległości itp. 
Włosy miała jasne (z czego osobiście się ucieszyłam, bo Nikije preferuje w blondzie
Muszę powiedzieć, że Somova pozytywnie mnie zaskoczyła. Myślałam, że to wszystko co często się jej zarzuca będzie mnie razić i odwracać uwagę od jej tańca i całościowego na niego spojrzenia. Tak się nie stało. Te wszystkie powyciąganie pozycje, nogi przy uchu wcale mi nie przeszkadzały(może oprócz przesadzonego pas de chat). Miałam też wrażenie, że jest tego mniej, niżej i zdecydowanie bardziej się kontroluje. Dobra technika, zadziwiające skoki, piękna równowaga.
Trochę mniej podobała mi się od strony wyrazu, ale znowu było lepiej niż myślałam, że będzie. Jej Nikija jest dość wyniosła, godna, pasowało mi to do niej, tworzyło obraz zdradzonej, urażonej kobiety. W wariacji z koszykiem kwiatów jej emocje wydawały mi się jakby ,,pourywane”, nie miały ciągłości w kolejnych wykonywanych elementach. Za to taniec z szarfą był wspaniały. Na YT jest nagranie z 2007 roku(b. nerwowe wykonanie) z tym fragmentem i po tamtej Alinie nie było śladu. Tu absolutnie mnie zachwyciła. No i jej figura, perfekcyjna. Długie ręce i nogi (nie wszystkim się to podoba, mnie przeciwnie. Pod tym względem przypomina mi Łopatkinę
) to naprawdę śliczna dziewczyna o bardzo sympatycznym uśmiechu.
Może i Himalaje artyzmu to nie były, ale myślę, że poczyniła ogromne postępy i będzie poprawiać się dalej.
Co do reszty. Podobał mi się zespół, naprawdę solidne wariacje cieni ,szczególnie I i II. Złoty bożek wywołał wielki entuzjazm wśród pań siedzących koło mnie, zapewne nie tylko ze względu na taniec;).Podobały mi się kostiumy, no może z wyjątkiem trochę tandetnej paczki Gamzatti ( ah ten dźwięk odrywanej na rzep biżuterii w scenie z Nikiją
). Gamzatti (Magdalena Ciechowicz)nie podobała mi się w ogólę. Jak dla mnie trochę za ciężko. Jeden wyraz twarzy przez cały spektakl. Wiem, że ta rola wymaga wyniosłości, ale mi bardziej przypominała maskę. W pas de deux wprowadziła nerwową atmosferę, co bardzo mi się udzieliło, bałam się razem z nią. A już szczególnie ściskałam za nią kciuki, kiedy zobaczyłam ten głęboki uspokajający wdech przed serią obrotów po przekątnej w wariacji (może ktoś bardziej kompetentny, wie jak się nazywają). Oprócz tego wariacja całkiem ładna.
Cały spektakl podobał mi się bardzo. Cieszę się, że mogłam to przeżyć. Ale ja się nie znam, fachowcem nie jestem i piszę tylko to co czuję
Trochę mniej podobała mi się od strony wyrazu, ale znowu było lepiej niż myślałam, że będzie. Jej Nikija jest dość wyniosła, godna, pasowało mi to do niej, tworzyło obraz zdradzonej, urażonej kobiety. W wariacji z koszykiem kwiatów jej emocje wydawały mi się jakby ,,pourywane”, nie miały ciągłości w kolejnych wykonywanych elementach. Za to taniec z szarfą był wspaniały. Na YT jest nagranie z 2007 roku(b. nerwowe wykonanie) z tym fragmentem i po tamtej Alinie nie było śladu. Tu absolutnie mnie zachwyciła. No i jej figura, perfekcyjna. Długie ręce i nogi (nie wszystkim się to podoba, mnie przeciwnie. Pod tym względem przypomina mi Łopatkinę
Może i Himalaje artyzmu to nie były, ale myślę, że poczyniła ogromne postępy i będzie poprawiać się dalej.
Co do reszty. Podobał mi się zespół, naprawdę solidne wariacje cieni ,szczególnie I i II. Złoty bożek wywołał wielki entuzjazm wśród pań siedzących koło mnie, zapewne nie tylko ze względu na taniec;).Podobały mi się kostiumy, no może z wyjątkiem trochę tandetnej paczki Gamzatti ( ah ten dźwięk odrywanej na rzep biżuterii w scenie z Nikiją
Cały spektakl podobał mi się bardzo. Cieszę się, że mogłam to przeżyć. Ale ja się nie znam, fachowcem nie jestem i piszę tylko to co czuję
Krytykiem bądż krytyczką można być, ale trzeba dużo wiedzieć o tańcu i formie w jaki sposób przedstawić to innym bez cienia podejrzeń, że jest się ignorantem. W takim świetle przedstawia się Pani Kasia G. to widać jak pisze o tańcu i co sobą reprezentuje bo tekst o występie w Bajaderze wyśmienitej artystki Somovej jest tylko próbą popisową z błędami zresztą i zawiścią ziejącą jadem tylko dlatego, że ktoś jest lepszy i podbija sceny innych Oper w Europie i na świecie. Trudno mi sie zgodzić z opinią na temat Somovej i jej partnera Matvienko. Uważam, że występ ich to była prawdziwa uczta duchowa dla miłośników tańca do których i ja się zaliczam. A jeśli chodzi o szczegóły to proszę obiektywnie spojrzeć na naszych artystów, którzy tańczą jak za karę i mają drewniane nogi i są bez wyrazu czy Pani Kasia G. tego nie widzi? Bo przecież podczas takiej właśnie konfrontacji widać różnicę jak można naprawdę tańczyć klasykę. Kija w mrowisko nie musi Pani wkładać (chyba że ktoś jeszcz za tym stoi), wystarczy wiecej obiektywizmu a nie zawiści i ignorancji. Pani Somova tańczyła z wielkim wyczuciem sceny, pięknego wyrazu i w pełni oddając nastroje, które targały Nikiją, jeżeli były już pewne niedociągnięcia techniczne to napewno nie przyćmiły urody tańca i osobistej artystki, A tak Pani Kasia. G przedstawiła tę artystkę. Życzę sobie i prawdziwym milośnikom tańca wiecej takich wieczorów z gwiazdami światowej klasy.