Balet na dvd i nie tylko

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Nie pamiętam dokładnie, bo nie zwracałam na tą postać zbyt dużej uwagi i nie mam teraz dostępu do nagrania, ale na pointach na pewno nie występuje, jest w długich, białych szatach. Według libretta Biała Dama to opiekunka zamku, która ożywa, schodzi z cokołu i prowadzi Rajmondę do parku gdzie kolejno ukazuje jej wizje Jeana de Brienne i Abderachmana. Pojawia się więc w I akcie w czasie, kiedy Rajmonda śni - po zakończeniu wizji na pałacowym dziedzińcu znajdują ją i budzą jej przyjaciele.
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

Dzięki za odpowiedź ;). Tak myślałam, że to tego typu postać. Może nic wielkiego, ale jak dla mnie to miły akcent tego baletu.
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

A ja ostatnio oglądałam Bajaderę z Gabrielą Komlevą. I chociaż bardzo lubię tą tancerkę, a jej Nikija była całkiem niezła, to pierwszy raz oglądając ten spektakl miałam wrażenie, że Gamzatti niemal całkowicie przyćmiła pierwszoplanową bohaterkę. Tatiana Terekhova w tej roli była wprost niesamowita, jej wariacja w II akcie jest rewelacyjna, można ją streścić w kilku słowach: to było idealne połączenie elegancji, gracji, siły, szybkości i ekspresji. A mówi to osoba, którą ostatnio trudno zachwycić jakąś wariacją klasyczną, nawet idealnie zatańczoną. Rzecz w tym, że Tatiana dodała do niej dużo od siebie, kiedy tańczyła wydawało się, że jest to dla niej coś najbardziej naturalnego na świecie. I w tym miejscu mała refleksja: na pewno dużo osób zwróciło uwagę, że tancerki starszej daty były nieco bardziej.. "spontaniczne", swobodne niż współczesne. Wiązało się to też często z tym, że kosztem tej swobody traciły nieco na technice, dopracowaniu póz itd. Co gorzej - dawało to czasem groteskowe, albo wręcz komiczne efekty. W tym spektaklu widać to np. podczas wariacji trzech cieni, nieograniczona ekspresja sprawiła, że czasem taniec przypominał bardziej występy w stylu Trocadero, niż klasycznego baletu "na poważnie". Ale - jest też druga strona medalu - czyli Tatiana, która tą ekspresję ruchową wykorzystała świetnie, była spontaniczna, naturalna, a przy tym doskonała technicznie. Po tych obserwacjach wniosek nasunął mi się jeden - że z tego środka wyrazu mogą korzystać tylko najwybitniejsi, najbardziej utalentowani, chyba, że jakiś tancerz zamierza wypaść właśnie groteskowo albo śmiesznie.. A Komleva - jej też czasami wymykała się trochę spod kontroli rola, np. w wariacji z koszykiem kwiatów, o której zresztą już kiedyś rozmawiałyśmy z Blanche, smutek mogłaby okazywać nieco inaczej. Ale nie chcę za bardzo się czepiać, w końcu to nagranie z 1977, nikt raczej nie mógł jej nakierować, bo wtedy taki sposób interpretowania ról był raczej standardem ;)

I jeszcze na koniec pas de deux Gamzatti i Solora:
http://www.youtube.com/watch?v=FX2KYKOFPuk
http://www.youtube.com/watch?v=9jmkP-4vDEM&feature=related - tutaj wariacja, która tak mi się spodobała.
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

Tatiana Terekhova jest moim ideałem w wariacji Gamzatti (trudno mi powiedzieć, czy w roli też, bo jeszcze nie widziałam całego nagrania) i póki co żadna z tancerek nawet nie zbliżyła się do tego ideału (a dwie tancerki Maryjskiego, które według mnie mogłyby świetne sprawdzić się w tej roli, tańczą już rolę Nikiji, więc już nie zostaną "zdegradowane" do mniej znaczącej roli ;) ). Dla mnie Gamzatti powinna być dumną arystokratką, nawet powiedziałabym, że zimną, zaś w muzyka w wariacji brzmi lekko i pogodnie, dlatego wielką sztuką jest takie jej zatańczenie, by postać Gamzatti nie wypadła blado (podobne zdanie mam na temat wariacji Odylii). Silna technika Tatiany na pewno ma na to duży wpływ - w każdym ruchu widać pewność i zdecydowanie. Plus to, co napisałaś - elegancja, gracja, wszystko idealnie połączone.
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

W końcu postanowiłam, że obejrzę [i01]Giselle[/i01] z Galiną Mezentsevą i Konstantinem Zaklińskim. Nie wiem, czy nazwisko Mezentsevej mówi dużo dla pozostałych forumowiczów, więc na wszelki wypadek napiszę, że w latach 80. Mezentseva była gwiazdą Kirova, uwielbianą w Rosji i nie tylko. Lopatkina mówiła o niej: "Była spokojna, była królową, miała postawę, piękne linie i głęboki dramatyzm. Bez wysiłku rzucała czar". Wcześniej oglądałam nagrania z nią na youtube i mnie nie przekonywała. Urodę ma, hmm, specyficzną (pod tym względem przypominała mi Tereshkinę), jest bardzo szczupła, wydaje się wręcz wychudzona. Myślałam, że jej Giselle raczej mnie przerazi, ale okazało się, że zrobiła na mnie duże wrażenie, szczególnie w warstwie dramatycznej. O niektórych momentach, szczególnie z pierwszego aktu, nie mogę zapomnieć - jej ufne spojrzenia na Albrechta, skromne spuszczanie wzroku i uśmiechy. Jej ekspresja zrobiła na mnie takie wrażenie, że trudno mi nawet coś powiedzieć o samym tańcu.
Z innych ról - oprócz Zaklińskiego jako Albrechta można zobaczyć Asylmuratovą jako jedną z dwóch wilid oraz Terekhovą jako Mirtę. Terekhova była świetna.
Ponadto pierwszy raz większą uwagę zwróciłam na Hilariona. W paru poprzednich wersjach, które widziałam, nie było w nim nic ciekawego - gajowy zakochany w Giselle, zazdrosny, pewny siebie, może trochę przebiegły. Tutaj - może ze względu na charakterystyczną urodę tancerza (albo to uroda wpłynęła na wybór takiej interpretacji ;) ) - Hilarion wydał mi się małym, zakompleksionym, żałosnym człowiekiem, który tłumił w sobie rozżalenie, że Giselle nie zwraca na niego uwagi.

W ogóle zastanawiałam się nad wszystkimi wersjami [i01]Giselle[/i01], które widziałam w całości i o żadnej nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobała. Każda z jakiegoś powodu wydała mi się wyjątkowa. Nie wiem, czy miałam szczęście, czy to magia tego baletu ;).
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Też obejrzałam ostatnio Giselle, ale z Monique Loudieres i Manuelem Legris. Nagranie co prawda jest w jakości dalekiej od ideału, ale czego w końcu oczekiwać od zrzutu VHS (który jeszcze podobno zamókł) z 1992 ;) Od razu się przyznam, że poza "Damą Kameliową" z nimi była to najbardziej przeze mnie upragniona rzecz do zobaczenia.

I to nagranie tylko mnie upewniło o tym, że Monique jest moją ulubiona tancerką Opery, co do Manuela - rozumie się chyba samo przez się, nie ma zbyt dużej konkurencji - jeśli wziąć pod uwagę to, w jak wielu rolach się sprawdza i jak wiele razy mnie już zachwycił. Co prawda wcześniej widziałam już z nim "Giselle" z Aliną Cojocaru z 2006 - nagrania dzieli 14 lat - ale według mnie to było zupełnie coś innego nie tylko ze względu na jego dojrzały wiek. Być może w tym drugim technicznie doszlifowany był już do perfekcji, ale jednak tancerka również zmienia sposób interpretacji roli swojego partnera i vice versa. Legris w duecie z Cojocaru (pewnie ze względu na dużą różnicę wieku obojga i to, że Alina jest bardzo słodka) był Albrechtem, któremu spodobała się miła i ładna wiejska dziewczyna - od początku nie było widać między nimi specjalnej chemii, w tej interpretacji przeważyła jego chęć uwiedzenia Giselle. Nie znaczy to, że podobna sytuacja nie była widoczna w jego duecie z Monique. Tylko tutaj było nieco inaczej. 28 letni książę Manuela był bardzo zainteresowany Giselle - na początku przeważała fascynacja dziewczyną, chęć zbliżenia się do niej i jej głębszego poznania. Stąd podczas spotkania i niezbyt dyskretne próby skradzenia pocałunków i upojne spojrzenia. Giselle Monique była nieco zawstydzona, ale nie w tak naiwny sposób jak dziecięca Alina. Poza tym - wreszcie zobaczyłam coś, gdzie nie wszystko jest odgrywane w stereotypowy, oklepany sposób.
Znam ten balet niemal na pamięć, i przyzwyczaiłam się, że w scenie spotkania z Albrechtem, Hilarionem, wieśniaczkami itd. Giselle ma się zachowywać mniej więcej tak
a tak. Dlatego kiedy Monique odgrywała wiele z tych scen zupełnie inaczej - byłam po prostu zdziwiona. Miałam do tego stopnia zakodowane w głowie, że tutaj tancerka powinna zachować się w taki a nie inny sposób, że dopiero po drugim obejrzeniu docierało do mnie, jakie zmiany zaszły w danym miejscu i co nowego one wnoszą.
Ale była to dla mnie bardzo wartościowa i odkrywcza produkcja nie tylko pod względem interpretacji, ale i zmian w choreografii, szczególnie w pierwszym akcie. Zaczynając jednak od produkcji - nie mogę dojść, która to. Wspomagając się ta stroną: http://www.danser-en-france.com/repertoire/prodgiselle/giselle.htm nie dopasowałam żadnej z wymienionych tutaj do tej, którą ja widziałam. A nie jest to na pewno produkcja Patrice'a Barta i Genia Polyakova z 1991 roku ze scenografią Loïca le Groumelleca.
Dla przykładu: Giselle w tej wersji nosi paczkę projektu według tej z rysunków Carlotty Grisi - http://www.danser-en-france.com/repertoire/prodgiselle/giselle_fichiers/image122.jpg

Najbardziej znaczące zmiany w choreografii - przede wszystkim dodatkowe pas de deux dla Giselle i Albrechta w akcie I, również do muzyki Adama, ale nie z tego baletu. To dało również dwie dodatkowe wariacje Giselle i Albrechta. Myślę, że to był bardzo ciekawy pomysł, aczkolwiek wątpię, czy zawsze by się sprawdził - Monique i Manuel byli boscy i w pas de deux i w wariacjach. A czemu nie byłam aż tak zaskoczona widząc to pas de deux? Bo widziałam je już wcześniej w bardzo lubianej przeze mnie wersji z Dutch National Ballet, w tej samej choreografii - tyle że zatańczone było przez jedną z dwóch par wiejskich tancerzy. Teraz już widzę, od kogo "ściągnęli" swój pomysł ;)

Wracając do interpretacji - Monique to wymarzona Giselle, ma wszystkie cechy, które sprawiają, że jest w tej roli idealna. Nie bez powodu uważa się ją za jedną z najwybitniejszych Giselle Opery. Najlepsza wariacja (albo raczej wariacje) w I akcie, najlepsza scena szaleństwa, jaką kiedykolwiek widziałam. W ogóle ze wszystkich Giselle, jakie widziałam do tej pory, ona podobała mi się najbardziej. Tajemnica jej sukcesu jest chyba bardzo prosta do wytłumaczenia - ona nie tylko wszystko robi po swojemu, tak, jak jej dyktuje serce, ale jest tak naturalna, że nie sposób jej nie wierzyć - jest szczera i prawdziwa. Dzisiaj nie ma już takich tancerek - wszystko mniej lub bardziej, ale jest poukładana od A do Z, tancerki nie tylko często nie mogą znaleźć luk w interpretacji roli, żeby je wypełnić swoją własną inwencją twórczą, ale czasem - takiej właśnie intuicji artystycznej po prostu im brakuje. Monique jest trochę jak genialna Giselle sprzed lat - Olga Spiesiwcewa, tyle, że na bardzo wysokim poziomie technicznym, który mimo wszystko nie kłóci się z jej naturalnością i swobodą. Tym bardziej jest to dla mnie ewenement - właśnie ze względu na wysoki poziom techniczny, dziś trudno jest być tancerzom naturalnymi i wiarygodnymi, kiedyś musiało być zdecydowanie łatwiej.
Zwrócę jeszcze uwagę na małą rolę - drugą wariację męską w wiejskim pas de deux, która - jeśli mnie wzrok nie mylił - zatańczona była przez dynamicznego Kadera Belarbiego. Świetny epizod - chociaż wiejskie pas de deux w całości zatańczone było przez innych tancerzy, on najbardziej zapadł mi w pamięć.

I drugi akt - skrucha księcia, żal Giselle, ale też wybaczenie. Oboje stworzyli piękny, ujmujący duet, Monique zdawała się być prawdziwym duchem, zjawą, kimś zupełnie nierzeczywistym. Poza tym wszystkie jej pozy były odzwierciedleniem "standardów" ery baletu romantycznego. Chyba nie będę się bardziej rozpisywać, bo cóż mogę
w ten sposób oddać - nic ;) Ale to naprawdę piękna, poruszająca produkcja, w warstwie kostiumów i scenografii niektóre elementy podobały mi się znacznie bardziej,
niż te w obecnie wystawianej wersji. I po raz kolejny zobaczyłam jak Monique z Manuelem tworzą niezapomniane, niezwykłe kreacje - myślę, że gdyby ta "Giselle" była wydana na dvd w jakości cyfrowej, robiłaby znacznie większą furorę niż np. znana i przecież słusznie podziwiana przez wszystkich "Giselle" z Fracci i Bruhnem ;)
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

To może krótko podzielę się jeszcze wrażeniami po obejrzeniu Don Kichota z tą samą parą ;) Jest to nagranie archiwalne z Opery Paryskiej, jeszcze starsze, niż wspomina Giselle - spektakl został zarejestrowany w 1990 roku.
To ta produkcja: http://www.manuel-legris.com/photos/partenaires/loudieres_2.jpg http://www.manuel-legris.com/photos/partenaires/loudieres_6.jpg

Kostiumy z niej i scenografia podobają mi się znacznie bardziej, niż z obecnej, różnic w choreografii nie zauważyłam. Młody Manu to żywioł, wulkan energii, ale trudno mi powiedzieć, czy wolę go tu, czy w wersji z Aurelie - nie da się ukryć, że mimo wszystko jakość nagrania, niezależnie jak fantastyczny byłby taniec i wszystko inne - zmienia percepcję i odbiór spektaklu. Ale na pewno nie odmówię sobie porównania, chociaż trochę, Dupont i Loudieres. Cóż, w mojej ocenie rola Kitri nie do końca leży Aurelie. Dlatego przy porównaniu z drobną, szybką, pełną ekspresji, lekką jak piórko i żywiołową Monique ta druga wybada raczej blado. Nie zatuszuje tego nawet kiepska jakość nagrania, która mogłaby przemawiać na korzyść późniejszej partnerki Manuela. Ta tancerka to po prostu żywe srebro, sprawdza się zarówno w rolach dramatycznych, jak i komicznych, takich, które wymagają dużego temperamentu. I Monique bez wątpienia go ma, raz jest charakterna i zadziorna, to znowu zalotna, subtelna i kobieca jako Dulcynea.
I to co według mnie najbardziej zaszwankowało w wersji oficjalnej z Opery - grand pas z III aktu, na którym chciało mi się ziewać, tutaj olśniewało pełnym blaskiem. Oglądając, zupełnie zapomniałam o kiepskiej jakości filmu, Manuel i Monique wręcz hipnotyzowali, zaczarowywali widza swoim tańcem - byli dumni, piękni, eleganccy, żywiołowi. To tak w skrócie na temat tego Don Kichota, w którym z powodzeniem prezentowali się też Elisabeth Platel jako Królowa Driad (znowu, o ile wzrok mnie nie mylił) i Clothilde Vayer w roli Ulicznej tancerki ;)
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

Obejrzałam polecaną przez Ewę Giselle w wykonaniu Het Nationale Ballet i nie pozostaje mi nic innego jak podpisać się pod jej entuzjastyczną recenzją ;). Może nie jest to dla mnie wykonanie idealne w każdym calu, choćby ze względu na Mirtę, która ogólnie mnie nie zachwyciła, miała ciekawe momenty, ale wolę Mirty z lepszym skokiem, poza tym jej ramiona mi się nie podobały - może się czepiam, ale mam już swoje dwie ulubione Mirty. Interpretacja Josefa Vargi, chociaż rzeczywiście na początku może się wydać banalna, jest interesująca, widać, że jest przemyślana. Anna Tsygankova była świetna i - co mnie samą zaskoczyło - bardziej podobała mi się w drugim akcie, a nawet powiem, że była dla mnie idealna pod każdym względem. Co oczywiście nie znaczy, że pierwszy akt mi się nie podobał - chyba po prostu na pierwszy akt jestem bardziej otwarta i lubię w nim wiele tancerek, więc trudno mi wybrać tą najlepszą, podczas gdy w drugim zawsze coś mi się nie podobało.

Jednak jak dla mnie ta wersja Giselle zasługuje na największą uwagę ze względu na zachwycającą inscenizację, dla mnie najlepszą wśród tych, które miałam okazje widzieć. Bardzo podobała mi się cała pantomima, sam początek był też ciekawy - scena jest początkowo ciemna, po chwili robi się coraz jaśniejsza, powoli pojawiają się na niej mieszkańcy wsi - widać, że budzi się nowy dzień. Przepiękne kostiumy - paczka Giselle z pierwszego aktu jest cudowna, pięknie wygląda i pięknie się układa w tańcu, chyba najładniejsza, jaką widziałam. Świetna scenografia, prosta, ale efektowna, podobnie jak Ewie podobało mi się zestawienie pochmurnego nieba, ciemnego, jakby zamglonego widoku, z jasnymi kostiumami. W ogóle mam wrażenie, że jeżeli chodzi o kostiumy tancerek to użyto materiału, który lekko odbija światło, dzięki czemu wydają się one jeszcze bardziej jasne i żywe. Dla zobrazowania kilka screenshotów (dużych, dzięki czemu jeden już służy mi jako tapeta na pulpicie ;) ):
[URL]http://www.blu-ray.com/movies/Adam-Giselle-Blu-ray/8173/#Screenshots[/URL]
Drugi akt był porażający, już od samego patrzenia na scenografię robiło mi się zimno, a wejście Mirty i wilid wrażenie się spotęgowało - nie dość, że na scenie była mgła, to jeszcze wilidy miały narzucone na głowę tiulowe chusty, dzięki czemu naprawdę wyglądały jak zjawy - [URL=http://www.youtube.com/watch?v=C4jl-Uf8A84]fragment można obejrzeć na youtube[/URL].
Z takich bardziej technicznych szczegółów bardzo podobało mi się pojawienie się Giselle w drugim akcie ([URL=http://farm4.static.flickr.com/3629/3391554663_a7ea5034af.jpg]zdjęcie tutaj[/URL]) - pomysł jest genialny i robi niesamowite wrażenie podczas oglądania.

To pierwsze wrażenia, może jeszcze coś mi się przypomni. Ale jak najbardziej polecam ten spektakl, według mnie zdecydowanie jedno z najlepszych nagrań Giselle, jakie można dostać.
Nagash
Posty: 131
Rejestracja: czw mar 10, 2011 10:42 pm

Post autor: Nagash »

[quote48="Blanche"] ale mam już swoje dwie ulubione Mirty.[/quote48]

Można podpytać jakie??? :) Mi osobiście podobała się dotychczas jedna i jest dla mnie jedyna słuszną :wink:
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

Tatiana Terekhova z oficjalnego nagrania z Galiną Mezentsevą i Konsantinem Zaklinskym (nagranie z lat 80.) oraz Ekaterina Kondaurova - jej nie można zobaczyć na oficjalnym nagraniu, ale po internecie krąży nagranie z Maryjskiego z Poliną Semionovą i Vladimirem Shklyarovem, gdzie Ekaterina wciela się właśnie w rolę Mirty.
A Ty jaką tancerkę cenisz najbardziej w tej roli?
ODPOWIEDZ