Czy mam jeszcze szansę dostać się do szkoły baletowej?
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Wg mnie Warszawa i Łódź. Na forum jest wiele osób z Poznania i powiedziałyby, że Poznań. Jednek patrząc od strony chociażby ilości tancerzy zatrudnionych w balecie, czy ilości granych spektakli, to łódź jest po Warszawie. Zresztą z tego co wiem pensje też są drugie po Warszawie, a przede wszystkim sa stałe stawki, nie ma tego, co w Poznaniu, że każdy ma płacone inaczej i niektórzy mają uzasadnione pretensje. No i tancerze ogólnie są lepsi moim zdaniem. To co jest super w Poznaniu -moim zdaniem- to obecny szef baletu, ktory ma fantastyczne pomysły na premiery ale nie wiadomo jak długo będzie rządził.
Pani Magdo C.
Jeżeli chodzi o internat to mogę cosik napisać,ponieważ mieszkałam w bursie artystycznej.Co prawda w Warszawie, ale mieszkały tam również małe dziewczynki z baletu.Z tego co wiem miały dobrą opiekę,ponieważ miały swoje opiekunki,która pomagały im wstawać,odrabiać lekcje,zjeść obiad itd. Obiady były..średnie,raz lepsze raz gorsze, ale to zależy również od finansów,bo teoretycznie wykupywać posiłków nie trzeba.Inna kwestia to psychika,którą każde dziecko ma inną.Myślę,że warto spróbować.Jeżeli nie teraz to za jakiś czas,córce będzie łatwiej wszystko pogodzić.Poza tym nikt na siłę tam nie trzyma i zawsze można zrezygnować:)
Ach i powodzenia oczywiście!
Jeżeli chodzi o internat to mogę cosik napisać,ponieważ mieszkałam w bursie artystycznej.Co prawda w Warszawie, ale mieszkały tam również małe dziewczynki z baletu.Z tego co wiem miały dobrą opiekę,ponieważ miały swoje opiekunki,która pomagały im wstawać,odrabiać lekcje,zjeść obiad itd. Obiady były..średnie,raz lepsze raz gorsze, ale to zależy również od finansów,bo teoretycznie wykupywać posiłków nie trzeba.Inna kwestia to psychika,którą każde dziecko ma inną.Myślę,że warto spróbować.Jeżeli nie teraz to za jakiś czas,córce będzie łatwiej wszystko pogodzić.Poza tym nikt na siłę tam nie trzyma i zawsze można zrezygnować:)
Ach i powodzenia oczywiście!
Magdo - tancerz to trudny zawód, ale jeśli córka tak bardzo to kocha to dobrze robisz, że nie zamykasz jej drogi.
Prawda jest taka, że jeśli się córce znudzi to zawsze może przenieść się do zwykłej szkoły, może też po skończeniu szkoły baletowej pójść na studia, jeśli z jakichś powodów nie będzie już chciała tańczyć, albo nie będzie chciała tańczyć zawodowo.
Może przekwalifikować się na inne techniki.
Krótko mówiąc - możliwości są.
W drugą stronę - niestety nie. Jeśli teraz nie pójdzie do szkoły baletowej to później nie da się tego nadrobić. Owszem, można tańczyć inne techniki, nawet w teatrach tańca, ale na profesjonalny balet klasyczny będzie za późno.
Mam dwie koleżanki: jedna chodziła kilka lat do szkoły baletowej w Poznaniu, ale uznała, że już nie chce i po 5 latach poszła do normalnego liceum. Dziś jest szczęśliwa w innym zawodzie, ale miło wspomina przygodę z baletem.
Druga: od dziecka chciała iść do szkoły baletowej, ale rodzice uznali, że ma być prawnikiem. Więc teraz pani prawnik siedzi w biurze od rana nieszczęśliwa i całe pieniądze wydaje na popołudniowe lekcje baletu, zdołowana tym bardziej, że nauczycielka powiedziała jej, że ma doskonałą figurę i predyspozycje i gdyby zaczęła jako dziecko - dziś byłaby najpewniej całkiem dobrą tancerką.
Jak widać z powyższego: lepiej pozwolić córce realizować marzenie, bo zawsze można zmienić zawód.
Trzymam kciuki za egzamin.
Prawda jest taka, że jeśli się córce znudzi to zawsze może przenieść się do zwykłej szkoły, może też po skończeniu szkoły baletowej pójść na studia, jeśli z jakichś powodów nie będzie już chciała tańczyć, albo nie będzie chciała tańczyć zawodowo.
Może przekwalifikować się na inne techniki.
Krótko mówiąc - możliwości są.
W drugą stronę - niestety nie. Jeśli teraz nie pójdzie do szkoły baletowej to później nie da się tego nadrobić. Owszem, można tańczyć inne techniki, nawet w teatrach tańca, ale na profesjonalny balet klasyczny będzie za późno.
Mam dwie koleżanki: jedna chodziła kilka lat do szkoły baletowej w Poznaniu, ale uznała, że już nie chce i po 5 latach poszła do normalnego liceum. Dziś jest szczęśliwa w innym zawodzie, ale miło wspomina przygodę z baletem.
Druga: od dziecka chciała iść do szkoły baletowej, ale rodzice uznali, że ma być prawnikiem. Więc teraz pani prawnik siedzi w biurze od rana nieszczęśliwa i całe pieniądze wydaje na popołudniowe lekcje baletu, zdołowana tym bardziej, że nauczycielka powiedziała jej, że ma doskonałą figurę i predyspozycje i gdyby zaczęła jako dziecko - dziś byłaby najpewniej całkiem dobrą tancerką.
Jak widać z powyższego: lepiej pozwolić córce realizować marzenie, bo zawsze można zmienić zawód.
Trzymam kciuki za egzamin.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Droga moja mamo! - co do poziomu to zależy kto studiuje... Z tego, co sie orientuję (z tym, że ja sama do sb nie chodziłam, a wiedza z drugiej ręki może miec przekłamania) to jeżeli ktos jest sredni jako tancerz, to nie ma taryfy ulgowej, musi sie uczyc. Może ma problem z tym, jest duzo godzin tańca i jest zmęczony ale musi sie uczyc. znam dziewczyne, która nie była wybitna jako tancerz, nie miała taryfy ulgowej, i teraz studiuje, zdała dobrze egzaminy na uniwerytet. Nie jest zatem tak, że jak pośle Pani córke do SB, to zostanie matołkiem, który nie dostanie się na żadne studia. Są tancerze, którzy tańcząc studiują ekonomie, zarządzanie wieczorowo a w ciagu dnia tańczą. Są też tacy, którzy robia doktoraty.
Wyjątkowo natomiast traktuje sie uczniów super uzdolnionych tanecznie, zdobywających pierwsze miejsca w konkursach itd. Ich się ciągnie z umiejętnosci tancecznych, a zakłądając, ze przy przygotowaniach do konkursów, mają mniej czasu na nukę przymyka sie oczy na wiedz ez innych przedmiotów. Tacy rewelacyjni tancerze czasem sie zastanawiam jak napisali maturę, bo robia takie byki ortograficzne czasem (np w wyrazie typu ktury), że to obezwładnia. Ale to podejście jest chyba zrozumiałe - jeżeli ktoś ma szansę na karierę międzynarodową, to pal licho matematyke i polski, trzeba doskonalic warsztat, a jak będzie zaradny, to będzie ustawiony na zżycie.
Wyjątkowo natomiast traktuje sie uczniów super uzdolnionych tanecznie, zdobywających pierwsze miejsca w konkursach itd. Ich się ciągnie z umiejętnosci tancecznych, a zakłądając, ze przy przygotowaniach do konkursów, mają mniej czasu na nukę przymyka sie oczy na wiedz ez innych przedmiotów. Tacy rewelacyjni tancerze czasem sie zastanawiam jak napisali maturę, bo robia takie byki ortograficzne czasem (np w wyrazie typu ktury), że to obezwładnia. Ale to podejście jest chyba zrozumiałe - jeżeli ktoś ma szansę na karierę międzynarodową, to pal licho matematyke i polski, trzeba doskonalic warsztat, a jak będzie zaradny, to będzie ustawiony na zżycie.
-
ebaleciara
- Posty: 393
- Rejestracja: śr kwie 28, 2010 12:26 pm
Co do bursy w Poznaniu, to wygląda tomniej więcej tak:
Mamy dwie bursy: jedną dla młodszych, która jest tuż przy szkole (a tak naprawdęma połączenie ze szkołą i pewnymi tajemnymi drzwiami można się przedostać od razu z bursy do szkoły, bez wychodzenia na dwór). Pokoje są 2-osobowe, jeden 3-osobowy. Trzy posiłki, które jemy w szkole, są naprawdę porządne. W bursie jest mała kuchnia z lodówką i innym sprzętem, dwie łazienki, prysznice. Pokoje rodzice mogą remontować, dzięki temu teraz pokoje zrobiły się teraz bardzo ładne, przytulne i kolorowe. Oczywiście uczniowie są przez całą dobę pod opieką wychowawcy. Często organizowane są wieczorami różne gry, ostatnio między innymi było "Jaka to melodia", "Milionerzy" dla starszych i "Jeden z dziesięciu" dla młodszych. Bursa mieści się przy ul. Klasztornej na Starym Rynku, tuż obok jest Fara i niedaleko Ratusz. Bursa jest bezpiecznym miejscem, gdzie wszyscy się doskonale znają (jest ok. dwudziestu paru uczniów) i lubią ze sobą spędzać czas. Aktualnie w bursie są dwie dziewczynki z pierwszej klasy., o które szczególnie troszczą się wychowawcy (i oczywiście są też starsze koleżanki i koledzy). Nie ma żadnej możliwości, by coś im się stało. Dziewczyny same radzą sobie naprawdę bardzo dobrze, czują się tu jak ryby w wodzie.
A co do zajęć, to myślę ze jedna godzina tygodniowo w zupełności wystarczy, nie ma potrzeby, żeby wszystkiego nuczyła się zanim przyjdzie do szkoły
.
Jeśli będą jeszcze jakieś pytania co do Pozania, to z chęcią na wszystkie odpowiem. W tamtym roku jeszcze zdawałam egzaminy i mam to całkiem świeżo w pamięci. Pamiętam, że miałam tysiące pytań, ale bałam się je zadać. To nie jest zbyt mądre, na pewno ktoś z nas pomoże.
Mamy dwie bursy: jedną dla młodszych, która jest tuż przy szkole (a tak naprawdęma połączenie ze szkołą i pewnymi tajemnymi drzwiami można się przedostać od razu z bursy do szkoły, bez wychodzenia na dwór). Pokoje są 2-osobowe, jeden 3-osobowy. Trzy posiłki, które jemy w szkole, są naprawdę porządne. W bursie jest mała kuchnia z lodówką i innym sprzętem, dwie łazienki, prysznice. Pokoje rodzice mogą remontować, dzięki temu teraz pokoje zrobiły się teraz bardzo ładne, przytulne i kolorowe. Oczywiście uczniowie są przez całą dobę pod opieką wychowawcy. Często organizowane są wieczorami różne gry, ostatnio między innymi było "Jaka to melodia", "Milionerzy" dla starszych i "Jeden z dziesięciu" dla młodszych. Bursa mieści się przy ul. Klasztornej na Starym Rynku, tuż obok jest Fara i niedaleko Ratusz. Bursa jest bezpiecznym miejscem, gdzie wszyscy się doskonale znają (jest ok. dwudziestu paru uczniów) i lubią ze sobą spędzać czas. Aktualnie w bursie są dwie dziewczynki z pierwszej klasy., o które szczególnie troszczą się wychowawcy (i oczywiście są też starsze koleżanki i koledzy). Nie ma żadnej możliwości, by coś im się stało. Dziewczyny same radzą sobie naprawdę bardzo dobrze, czują się tu jak ryby w wodzie.
A co do zajęć, to myślę ze jedna godzina tygodniowo w zupełności wystarczy, nie ma potrzeby, żeby wszystkiego nuczyła się zanim przyjdzie do szkoły
Jeśli będą jeszcze jakieś pytania co do Pozania, to z chęcią na wszystkie odpowiem. W tamtym roku jeszcze zdawałam egzaminy i mam to całkiem świeżo w pamięci. Pamiętam, że miałam tysiące pytań, ale bałam się je zadać. To nie jest zbyt mądre, na pewno ktoś z nas pomoże.