[quote01="Joanna Bednarczyk"]bo w sobotę ja byłam na widowni

[/quote01]
No i wszystko jasne

(szkoda, że o tym nie wiedziałam swoją drogą

)
A tak całkiem serio tego rodzaju entuzjazm naprawdę jest zaraźliwy - koło mnie siedział facet który był dość obojętny na to co dzieje się na scenie, zdawał się bardziej interesować swoją komórką, ale kiedy na końcu od razu poderwałam się do owacji na stojąco, on - o dziwo - też wstał. Więc jestem pewna że Ty Joanna swoim entuzjazmem zdołałaś zarazić co najmniej pół sali

Co do tej atmosfery to możliwe że w niedzielę przyszło więcej snobów i celebrytów, żeby się pokazać, a mniej prawdziwych pasjonatów i stąd większa drętwota, ale w sobotę rzeczywiście było świetnie jeśli chodzi o odbiór.
Mamy już głos chyba największej miłośniczki BBL, ale poza tym mały odzew - czyżby tak mało osób się wybrało?

Dla mnie to było najważniejsze wydarzenie sezonu, ba, gdybym takich tancerzy w takim repertuarze miała na co dzień do dyspozycji to przypuszczam że mogłabym ich oglądać niemal codziennie.
Odświeżyłam sobie jeszcze "Arię" którą nagrałam na mezzo. Na pierwszy rzut oka zmiany w choreografii niewielkie, ale dla mnie różnica jeśli chodzi o dopracowanie
i doszlifowanie różnych drobiazgów jest ogromna, wręcz kolosalna. Chociażby sam finał, który pierwotnie wypada trochę - nie chcę powiedzie banalnie, ale jeszcze nie tak jak trzeba, np. scena śmierci i ponownego zjednoczenia, teraz jest idealnie ułożona. I jest mnóstwo wyczyszczonych, zmodyfikowanych niuansów; dzięki temu odbiór jest jeszcze mocniejszy, tancerze idą jak burza i wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Chciałabym mieć nagranie tej obecnej wersji (nawet kostiumy zostały poprawione) - poza tym obawiam się, że pierwszy i ostatni raz na żywo widziałam Elisabet Ros..
Ale, ale - co z relacją z Łodzi? Z występów i ze spotkań? O to drugie nie wypada mi przecież pytać gospodyni wieczoru ; ) a zżera mnie ciekawość dlatego dopraszam się jak najszybciej jakichś sprawozdań
[quote01="Sagittaire"]Jestem zupełnie innego zdania. Na Sylvie, gdzie okoliczności tego wymagały, łódzka publiczność była doskonale skupiona do końca, było cicho jak makiem zasiał i z widowni nie dochodził nawet szmer. Na Bejarcie w I części, gdzie choreografie tego wymagały, było podobnie. Natomiast nie widze nic złego, ze w momencie, gdy na scenie trwa uczta bogów czy coś w tym stylu z okrzykami i oklaskami - publiczność się do nich przyłącza. Dla mnie to dowód na wyczuwanie klimatu i elastyczność, w odróżnieniu od Warszawy, gdzie większosc zawsze siedzi cicho, bo niejst pewna, jak sie zachowac. .[/quote01]
Ej, chyba zupełnie nie zrozumiałaś o co Joannie chodziło. "Le chante.." to w końcu bardzo szczególne dzieło, wymaga koncentracji i uwagi, wyciszenia, wytworzenia nastroju kontemplacji i zaangażowania od wewnątrz, wczucia się w tą bardzo subtelną i piękną opowieść tworzoną na scenie. Jeśli zakłóci się ją w trakcie - automatycznie czar pryska. A więc te okoliczności które Joanna miała na myśli wymagały właśnie - jak sama mówisz - skupienia. Nie zauważyłam, żeby ktoś tu kwestionował wartość wyrażania swojego uznania i podziwu w odpowiednich momentach, przeciwnie. Jak byłam w waszym łódzkim teatrze to bardzo podobała mi się atmosfera i nie sposób się nie zgodzić, że w Warszawie bywa różnie, często nieciekawie jeśli o tym konkretnym aspekcie rozmawiamy. Ja np. nie wyobrażam sobie nie okazywania zachwytu, kiedy go autentycznie odczuwam, więc od razu wstaję i klaszczę najgłośniej jak się da, ale przyznaję że w sobotę nie mogłam się zdobyć na okrzyki, chociaż miałam taką chęć - a to z powodu rezerwy moich sąsiadów; nie znaczy to właściwie, że nie wiem jak się zachować i że tacy widzowie zmiejszają
w jakikolwiek sposób mój entuzjazm,ale po prostu onieśmielają.