Święto Wiosny

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
venus-in-furs
Posty: 660
Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am

Post autor: venus-in-furs »

[quote:cd34b0fdea="Kasia G"](pomine milczeniem jedneo tancerza który niestety odstawał od reszy i zwracał ym powszechną uwagę). [/quote:cd34b0fdea]

Zanim porzucimy temat tej osoby, czyli za chwilę, spytam - ten co zazwyczaj?
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

nie wiem czy "zazwyczaj" ten sam - nigdy az tak nikt nie zwracał uwagi w sceach zbiorowych, moze dlatego ze tym razem było naprawde równiusieńko

recenzja w RZp

Wacław Niżyński znów jest Polakiem

Jacek Marczyński14-06-2011, ostatnia aktualizacja 14-06-2011 00:09

Genialnym „Świętem wiosny” zrekonstruowanym w Operze Narodowej spłacamy nasz dług wobec legendarnego tancerza


Ta premiera jest symbolicznym powrotem artysty, którego zawłaszczyli sobie Rosjanie za aprobatą świata. To prawda, że Wacław Niżyński urodził się w Kijowie, uczył się w Petersburgu, tam debiutował w carskim teatrze, a największe sukcesy odnosił w Baletach Rosyjskich Diagilewa. Jednak czuł się Polakiem.

Nam brakowało zaś chęci, by się starać o odzyskanie kogoś, po kim została jedynie legenda i trochę fotografii. Nawet gdy ćwierć wieku temu brytyjsko-amerykański duet Millicent Hodson i Kenneth Archer zrekonstruował jego słynne „Święto wiosny", baletu nie wystawiono w Polsce.

Doprowadził do tego Krzysztof Pastor i oto choreografia Niżyńskiego, która w 1913 r. zbulwersowała Paryż, doczekała się premiery w Warszawie. Sto lat to w sztuce kilka epok i rewolucji, ale dziś jesteśmy w stanie w pełni ocenić geniusz Niżyńskiego.
Igor Strawiński dał mu w „Święcie wiosny" muzykę pełną dysonansów i gwałtownych rytmów, odpychającą i zmysłową zarazem. A on wykreował pierwotny obrzęd, całkowicie zrywając z ówczesnymi kanonami tańca. W intuicyjny sposób przewidział drogę, którą podąży balet w XX wieku. Wymyślił krok z pięty, zastosował charakterystyczne skrzywienie sylwetek, a każdemu na scenie przypisał oddzielne zadania.

Kiedy dziś oglądamy to „Święto wiosny", odnajdujemy w nim pomysły wielu późniejszych choreograficznych sław. Utwierdza nas w tym przekonaniu inne „Święto wiosny" złączone z choreografią Niżyńskiego w jednym wieczorze. Zrealizował je w 1959 r. Maurice Béjart.
Jego balet także wywołał burzę. Ta choreografia będąca apoteozą nieskrępowanej, zmysłowej miłości zapowiadała rewolucję obyczajową lat 60. Ale Béjart oddał w niej hołd wielkiemu poprzednikowi, wprowadzając wręcz cytat z „Popołudnia fauna" Niżyńskiego.

Balet Béjarta zachwyca nadal karkołomnie trudną, a plastycznie piękną choreografią scen zbiorowych, witalnością mężczyzn, delikatnością tancerek. W warszawskiej premierze ta choreografia jest kulminacją wieczoru, gdyż Polski Balet Narodowy przygotował ją perfekcyjnie, a ozdobą są solowe role Anny Lorenc i Maksima Wojtiula. U Niżyńskiego razi niedopracowanie scen zespołowych, w pamięci pozostaje Magdalena Ciechowicz (Wybrana).

W programie do spektaklu wyliczono wszystkie sceniczne realizacje „Święta wiosny" od 1913 r., im bliżej naszych czasów, tym ich więcej. Pół wieku po Béjarcie przyszłaby więc pora na kolejne rewolucyjne dzieło. Nie da się tego jednak powiedzieć o choreografii Emanuela Gata uzupełniającej wieczór Polskiego Baletu Narodowego.
Izraelsko-francuski artysta zrealizował w 2004 r. spektakl dla piątki tancerzy, a chropawe brzmienia Strawińskiego zderzył z miękkim tańcem salsy. Dyrygujący czujnie Łukasz Borowicz starał się więc znaleźć równowagę między tymi muzycznymi światami.
Pomysł Gata zaciekawia przez chwilę, na resztę zabrakło konceptu, bo też większość choreografów nowej generacji to twórcy jedynie krótkich form.
Chiaranzana
Posty: 349
Rejestracja: czw maja 28, 2009 11:41 am

Post autor: Chiaranzana »

Nie mam o nic zadnej pretensji, napisalam od siebie co daje mi ten blog i cala reszta zwiazana z tym tematem.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

Opera Narodowa: ''Święto wiosny'' razy trzy

Jacek Hawryluk, Polskie Radio

2011-06-14, ostatnia aktualizacja 2011-06-14 22:55

W Teatrze Wielkim - Operze Narodowej wystawiono ''Święto wiosny'' Igora Strawińskiego
Kompozycja, której premiera w 1913 r. w Paryżu stała się jednym z największych skandali w historii muzyki XX wieku, została zaprezentowana trzykrotnie w trzech różnych choreografiach: Wacława Niżyńskiego, Emanuela Gata i Maurice'a Béjarta. Zestawienie inteligentne i doskonale oddające rozwój tańca współczesnego w minionym stuleciu. Pomysł unikalny w skali światowej.
Oryginalna choreografia Niżyńskiego i Marie Rambert została pieczołowicie zrekonstruowana przez Amerykankę Millicent Hodson, która swą pracę porównuje do ogromnej układanki: „Wszystkie kawałki z ich dziwacznymi kształtami, kolorami i nierównościami metrycznymi trzeba było złożyć z powrotem w kompletny obraz »pogańskiej Rusi w dwóch aktach «”. Trzeba przyznać, że doskonale jej się to udało - na swym koncie ma ogromne zasługi w przywracaniu scenie klasycznych baletów z pierwszych dekad XX wieku. Towarzyszy jej Kenneth Archer odtwarzający dekoracje. Ich rekonstrukcja z 1987 roku nigdy dotąd w Polsce nie była pokazywana (podobnie zresztą, jak i pozostałe dwie choreografie). To pouczająca lekcja historii baletu. Widzimy, jak awangardowe, na swoje czasy, miał pomysły Niżyński, jak traktował tancerzy i ruch na scenie, grupy synchronicznych i asynchronicznych tańców (w warszawskim spektaklu dobrze wypadła Joanna Drabik jako Wybrana).

Kolejna choreografia - Emanuela Gata, izraelskiego tancerza i choreografa pracującego obecnie we Francji, była całkowitym zaprzeczeniem tradycji wywodzącej się od Niżyńskiego. Na scenie panował całkowity chłód, minimalizm, czerwone oświetlenie przebijało się przez mrok. Gat idzie w poprzek tradycji, jego "Święto wiosny" jest kameralne, rozgrywa się między pięcioma tancerzami, którzy poruszają się w rytmie salsy. Gat opowiada zupełnie inną, współczesną opowieść rozgrywającą się gdzieś w kręgu młodych ludzi. Ten balet globalny po dziesięciu minutach nuży.

I wreszcie na koniec otrzymujemy choreografię Maurce'a Béjarta, która bezpośrednio wynika z Niżyńskiego. Béjart, pomimo że od premiery jego wersji w 1959 r. upłynęło ponad pół wieku, zachwyca siłą obrazów, scen zbiorowych, czystością i przejrzystością przekazu (pięknie realizowanego przez Polski Balet Narodowy). Jego "Święto wiosny" jest witalne, barbarzyńskie i seksualne. Inscenizację ogląda się z napięciem, z hedonistyczną wręcz przyjemnością.

Trzykrotne wykonanie "Święta wiosny" to nie lada wyzwanie dla Orkiestry TWON, która pod batutą Łukasza Borowicza radziła sobie zupełnie przyzwoicie. Karkołomność partytury Strawińskiego, traktowanej podczas tego wieczoru za każdym razem trochę inaczej, wciąż jest świetnym sprawdzianem dla dyrygenta.

W sumie mamy wydarzenie. Choć wolałbym, by kolejność była inna. Po Niżyńskim mógłby następować wynikający z niego Béjart. A wszystko mógłby spuentować Gat, który pokazuje rozpad i zagubienie współczesnego świata.

[color=blue:fd15745b1f]Od Administratora: w tekscie znajdują się błędy, nie nalezy czerpac z niego wiedzy o historii wystawień Świeta wiosny: Choreografia oryginalnego Świeta jest wyłącznie autorstwa Niżyńskiego, M. Rambert pomagała tylko zapisac ją i rozliczyć wg metody Émile Jaques-Dalcroze'a. Choreografie Bejarta i Gata były już wczesniej pokazywane w Polsce.[/color:fd15745b1f]
jaromir
Posty: 281
Rejestracja: pt lis 21, 2008 9:39 am

Post autor: jaromir »

Zobaczyłem dzisiaj, czwarte wystawienie. Nie rozumiem buczenia po drugiej wersji choreograficznej Gata, ktore miało podobno miejsce na premierze oraz recenzji, ze nużył. To zupelnie coś innego, zatanczone doskonale, szczególnie przez dziewczyny, kazda miała to coś, swietne przejścia. Jeżeli mnie cos nuzyło to raczej Niżyński.
Biedronka
Posty: 110
Rejestracja: ndz maja 10, 2009 8:14 pm

Post autor: Biedronka »

A ja to buczenie rozumiem świetnie, bo moje zdanie o choreografii Gata jest takie, że po prostu szkoda takiej muzyki i takich solistów na coś takiego.

Za to Yaroshenko jest od dzisiaj nowym bogiem w moim prywatnym panteonie.
jaromir
Posty: 281
Rejestracja: pt lis 21, 2008 9:39 am

Post autor: jaromir »

Przesadzasz, Yaroshenko był bardzo dobry, ale bogiem? Na szczeście dla mnie, dzisiaj buczenia nie było, były brawa po choreografi Gata nie mniejsze niż po Niżynskim.
Biedronka
Posty: 110
Rejestracja: ndz maja 10, 2009 8:14 pm

Post autor: Biedronka »

W moim prywatnym panteonie to sobie mogę chyba poprzesadzać? :roll:

A gdzie siedziałeś? Bo ja na 2gim balkonie takie jakieś pobukiwania to słyszałam.
jaromir
Posty: 281
Rejestracja: pt lis 21, 2008 9:39 am

Post autor: jaromir »

No pewno, ze w prywatnym panteonie możemy sobie ustawiac figury jak chcemy, ja też mam taki prywatny panteon i pewno bardzo nietypowy.

Tym razem siedzialem w XVII rzedzie amfiteatru, rzad trzeci od konca, ale za moim miejscem było takie okno za którym są urzadzenia sterowania.
Na tyle daleko, ze nie musialem ruszac głową, tylko lekko gałkami ocznymi.

Wracając do przedstawienia, pomijajac zdanie krytykow, widownia preferuje duże widowiska ( skoro scena duża ). W choreogrfi Bejarta na scenie było blisko pól setki tancerzy, u Niżynskiego też, to robi wrażenie. Widziałem w choreografii Bejarta ten balet w Royal Swedish Ballet w Stockholmie, tam było ludzi na scenie znacznie mniej, tylu nie mają tam nawet tancerzy w zespole, a i scena mniejsza niż w Warszawie.
Moze klimat salsy ludziom nie odpowiada, moze nie na tej scenie, ale zauważ jak tanio mozna wystawić Swięto Wiosny przez Gata i na setkach scen cieszyć ludzi jeżeli jest tak dobrze wykonane jak było wczoraj.
Kasul
Posty: 116
Rejestracja: sob sie 08, 2009 2:59 pm

Post autor: Kasul »

Powiem tak:
-Niżyński- bezbłędny, trochę szalony, muzyka mnie trochę zszokowała(solo fagotu :shock:) ale wspaniałe^^
-Gat-nużące,ładnie by wyglądało na mniejszej scenie,ale ze świętem wiosny to mało było wspólnego.Racze taniec towarzyski do muzyki Strawińskiego.Nietypowe(aczkolwiek bezbłędne.nie trzeba dużo dekoracji by zachwycić.)
-Bejart- <błogi wzrok>cudowne.Ciche śmiechy na widowni ,a tancerze nie grali "kogośtam" tylko byli tancerzami.Dawali się rozpoznać ,a w niektórych przypadkach to chwała Bejartowi(i tancerzom)za to.Po raz kolejny bezbłędne.Także Yaroshenko stał się moim nowym prywatnym bogiem ^^.
Przerwy spędzałam na podziwianiu waltornistów<trzask>waltorni znaczy się :roll:
ODPOWIEDZ