No tak, zgadzam się Nikijo (chyba muszę tak spolszczyć żeby "po ludzku" odmienić Twój nick

A co to była za impreza w Pałacu kultury i kiedy? Przepraszam, że tak o wszystko wypytuję, ale gdybyś np., chciała w przyszłości dzielić się takimi informacjami nt występów warszawskiej SB poza sceną TW byłabym niezwykle zobowiązana i wdzięczna

A oni tak do siebie pasują bo mają podobne temperamenty.. fakt, całą naszą dyskusję zdominowała Zuzanna, ale on również niezmiernie mi się podoba, uważam tak samo, że taniec to nie tylko technika, ale przede wszystkim emocje, wyraz artystyczny, jak sama powiedziałaś to, co wypływa z wnętrza tancerza. Zresztą, jeśli ktoś jest w środku całkiem pusty to prędzej czy później to wyjdzie, dla mnie w jakimś stopniu tancerz klasyczny na scenie odsłania siebie i swoją osobowość, chociaż nie można tego wydedukować w czysto intelektualny sposób
Ale teraz Blanche przybliżyła mi też swój punkt widzenia, już bardziej rozumiem, co miałaś myśli i w tym sensie trudno się z Tobą nie zgodzić.. chodzi Ci pewnie nie tylko o mniej doskonałą technikę, ale może też mniejsze otrzaskanie ze sceną - rzeczywiście patrząc na absolwentki Waganowej ma się wrażenie że idą jak burza albo wręcz tornado. Smirnova jest fantastycznie płynna, plastyczna, całkiem poprawna ale czy znowu taka ciekawa? Zresztą, nie jest tak całkowicie idealna bo w tym ostatnim fragmencie Bajadery jest trochę niedociągnięć.
Urocza jest Zhiganshina, bardzo mi się podoba, niezwykle spontaniczna i pełna energii, tylko że czasem mam wrażenie jakby tańczyła na jednym oddechu, ciut za szybko - czasami mogłaby zastygać na dłużej w pozach, ale to wyważenie przyjdzie z czasem, właściwe to żaden zarzut, tym bardziej biorąc pod uwagę, że jest dopiero w 6 klasie. Co do Shapran to w Bajaderze ani mnie ziębi ani grzeje - nie podoba mi się to jak wykańcza - właściwie to albo wcale, albo tak trochę byle jak. Ale w neoklasyce jest niezła, to drugie pas de deux było naprawdę bardzo ok;)
I rozumiem już dość dobrze Twój zarzut - że wykonanie tego walca miało w Twojej ocenie posmak bardziej szkolny niż profesjonalny, ale dla mnie np. w tym po części tkwi jego urok i w tym o czym pisałyśmy wyżej Nikya i ja:)
To ciekawa dyskusja, a więc chyba dobrze, że się nawiązała. Sama przyznaję że nie jestem do końca konsekwentna w tej kwestii - potrafię być bardzo czepliwa jeśli chodzi o technikę i zdarza mi się wytykać najmniejsze potknięcia, a z drugiej strony sama w kółko zapewniam, że najważniejszy jest dla mnie artyzm. Przyznam się, że tak się czepiam o tą technikę najczęściej wtedy, gdy czegoś mi brakuje w osobowości i wyrazie tancerza, wtedy podświadomie szukam dziury w jego umiejętnościach, a kiedy widzę kogoś - na różne sposoby charyzmatycznego i niezwykłego - wtedy przestaję być taka drobiazgowa (a może małostkowa), daję się ponieść i jednym słowem "do czorta z techniką"

A najlepszym dowodem fakt, że moim ideałem Giselle do dziś jest Spiesiwcewa.. nagranie z 1932r. więc co to za przepaść, dla wielu wręcz niewyobrażalna, ale nic na to nie poradzę - nikt do tej pory mnie tak jak ona nie oczarował i nawet nie zbliżył się do ideału, jaki ona stworzyła - niezwykła, hipnotyzująca i przede wszystkim prawdziwa tancerka pomimo upływu 80 lat.