sezon 2011-12 Polski Balet Narodowy

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

[quote6d="Sagittaire"]Ali to wszystko racja...[/quote6d]
Dzięki Sagittaire za zrozumienie dla moich racji. Ja także rozumiem Twoją argumentację, zwłaszcza tę cenową. Ale pewnie nadal będziemy się różnić w odbiorze baletu. Ty pozostaniesz bezwzględna w egzekwowaniu technicznej doskonałości, a u mnie już zawsze będzie inaczej, bo cytując poetę „czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko”.

Ale tak było chyba od zawsze, wystarczy sięgnąć do polskich archiwów. Byli u nas tacy, którzy cenili kiedyś Marię Krzyszkowską za jej bezduszną sprawność techniczną, gdy inni ubóstwiali Olgę Sawicką za jej niebiański liryzm i nieporównywalną wrażliwość sceniczną. Ale za to wszyscy razem byli zachwyceni Stanisławem Szymańskim, który tańczył jak nieziemski elf choć nigdy nie wykonał prawidłowo żadnej klasycznej pozycji i ewolucji technicznej.

Też uważam Roberta Gabdullina za świetnego tancerza. I wiem, że Nikołaj Bojarczykow (w Permie, a nie w Bolszom) uważał go za jednego z najlepszych rosyjskich tancerzy lirycznych, mówiąc to w kontekście roli Romea. Jest nim bez wątpienia. Ja bym jednak nie zawężał tak jego emploi. To fakt, że tańczył z powodzeniem wszystkie romantyczne i klasyczne partie liryczne, niektóre już także w Warszawie, ale mnie jeszcze bardziej zainteresowałby jako Basilio, Konrad, czy Escamillo. Myślę, że to tancerz uniwersalny w całym tradycyjnym repertuarze, może być świetny we wszystkich tych rolach.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Był też krytyk z Moskwy ale nie pamiętam teraz nazwiska- zresztą nie widizałąm tego tekstu, bo mi o nim powiedział mój znajomy z Rosji. Ten gosc, o którym piszesz jest podany na strnie ON-mi chodziło zawsze o inną osobę.

Gabdullin jak najbardziej jest tancerzem, który się sprawdza w wielu rolach i jest wszechstronny. Mi chodziło o to (moze niedokładnie sie wyraziłam), ze spośród tancerzy PBN to Solora Gabdullin tańczy moim zdaniem najdoskonalej, bo Maks rzeczywiście czasem wykonuje to tak jak napisałeś jeśli chodzi o oceny poza techniczne (choc i tak go w tym lubię, ale nie tak jak Gabdullina).

Ali - jestem ostatnią osobą, która widzi tylko technikę o czym świadczy chociażby fakt, że nie trawię większości tancerek z Bolshoy, gdize stawia się właśnie, w odróznieniu od Marinki, na stronę techniczną. Ale jeżeli chodzi o te błędy, które wyżej wspomniałąm, to są to podstawy. Oprócz tego sprawa kluczowa - wskazani przez ciebie tancerze nie mają takiej charyzmy, która by mogła rozgrzeszać ich błędy kardynalne. Gdyby mieli, to OK, bo dla mnie tancerz to nie sama technika- wspomnę np o tym, że patrząc globalnie najbardziej obsypany przeze mnie kwiatami tancerz nie ma techniki ani jak Gabdullin, ani jak Yaroshenko nawet -ale ma taki ogień w oczach i potrafi tak człowieka zahipnotyzować charyzmą, że nawet jakby się przewrócił na scenie, to to by nic nie zmieniło w moim odbiorze. To jest dla mnie ważniejsze niż wszystko inne ale żeby tak oceniac to ta charyzma musiałą by być w wysokim stopniu.
Pomijając arystokratycznego Popova (którego technika dyskwalifikuje całkowicie od tańćzenia Solora - zresztą gdyby tak nie było to by dostawał role tego typu w Marince a nie wegetował tam) to Yaroshenko nie ma takiej charyzmy, żeby mogła przyćmić niedostatki techniczne. Aktorsko Yaroshenko jest bardzo niedoskonały. Jego mimika twarzy pozostawia wiele do życzenia. Zresztą dziwi mnie rozgrzeszanie Yaroshenki w imię innych rzeczy, bo dla mnie i wszystkich osób, z którymi dane mi było rozmawiać, a które go widza z kilka razy na miesiąc jest oczywistym, ze to artysta, który aktorsko i wyrazowo mocno kuleje i ratuje go właśnie technika - dlatego ma takie znaczenie jak mu wyjdzie źle.
Kasul
Posty: 116
Rejestracja: sob sie 08, 2009 2:59 pm

Post autor: Kasul »

Ekh-em,a widział ktoś może Svetlanę Siplatovą jako nową Gamzatti?
Powiedziałabym już dawno co myślę na temat Popova w roli Solora, ale nie umiałabym być w tej ocenie wystarczająco obiektywna.Wydaje mi się jednak ,że gdy my patrzymy na balet nieuchronnie widzimy błędy techniczne, natomiast z punktu widzenia osoby NIE związanej z baletem,przy wspaniałym oddaniu się roli (jak w przypadku owego Solora)każdy błąd zostaje po prostu..za kulisami.Niewidoczny. :wink:
Ach, tak tak, pani Żuk była naprawdę niesamowita.Szczególnie dobre wrażenie wywarło na mnie adagio w "cieniach" :o
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

Sagittaire dobrze to ujęła: balet, jak by się nie wczuwać w role i nie zachwycać interpretacją aktorską roli to przede wszystkim mistrzowski taniec (nie mylic z cyrkowymi sztuczkami). Jesli tancerz/tancerka nie daje rady wykonać większości przewidzianych w roli "ewolucji" to trudno się i jej/jemu i widzowi skupic na postaci (nawet jesli widz połowy niedociągnięc nie widzi). To tak jakby śpiewak operowy od czasu do czasu "wycinał koguty" ale poza tym był wspaniałym Radamesem, Don Jose czy madame Butterfly... Jedno z drugim jest niestety powiązane i ja po prostu nie potrafię zachwycić się nie do konca udolnym tancerzem, jesli widzę jego błędy. Zresztą - tu chyba najbardziej się róznimy Ali - ja nie żądam od baletu (zwłaszcza klasycznego, XIX -wiecznego, tak przecież wystylizowanego) az tak dogłębnej prawdziwości psychologicznej i osobowościowej, jak to co napisałeś odnośnie Solora. Co do detali to trudno mi sie dopatrzeć w interpretacji Maksa owej wskazanej przez Ciebie obojętności, czy skupienia na sobie (ewentualnie na prawidłowym wykonaniu partii) bo właśnie owo wykonanie generalnie nie nastrecza mu trudności, nie widac wahania czy "skupienia" na technice. A co do radości i miłości wrażanej w pierwszym tancu przy świętym ogniu, to własnie specjalnie siadam w 3-4 rzędzie na Bajaderze, zeby napawać się nimi płynącymi z twarzy Solora - Maksima i Nikiji - Saszy. Zresztą w poprzednim układzie Solor - Maks i Nikija - Milewska było to tak samo widoczne, urocze i wspaniałe. Podkreślę tylko, ze Yaroshenko tez to podczas swego debiutu miał i potrafił pokazać i dlatego tak bardzo mi sie podobał (w odróżnieniu od swoich poprzednich kreacji). zatem - technika plus wyraz dla mnie daja pełnie dobrego wykonania, choć potrafie tez docenić poszczególne elementy przy brakach na innym polu i wtedy oddzielam jedno od drugiego. Natomiast kwestie odbioru emocjonalnego postaci przez róznych widzów i ich wyobrażeń tego JAKI Solor jako postac powinien być nie podlegają dyskusji, dalatego tez na tym polu nie zamierzam sie spierać.

PS. owca - ja na blogu napisałam sporo o występie Siplatovej i nawet już mi sie za to dostało :) choć wydaje mis ie ze na tle ocen moich kolegów i koleżanek z forum i spoza forum, z którymi rozmawiałam na spektaklu to oceniłam ją całkiem pozytywnie ;)
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

[quotee7="Kasia G"]tu chyba najbardziej się różnimy Ali - ja nie żądam od baletu (zwłaszcza klasycznego, XIX -wiecznego, tak przecież wystylizowanego) aż tak dogłębnej prawdziwości psychologicznej i osobowościowej, jak to co napisałeś odnośnie Solora.[/quotee7]
Tak, tu się różnimy. Bo ja oczekuję tej prawdy psychologicznej i to kategorycznie. Dzięki niej właśnie niektóre z tamtych baletów przetrwały w repertuarze, wciąż zjednują serca widzów i poruszają do głębi. Nie tylko dzięki walorom choreografii – zmienianej i szlifowanej bezustannie przez następne lata. Nie tylko dzięki walorom tańca – wzbogacanego technicznie i modelowanego latami przez wielkie osobowości. Nie tylko dzięki muzyce – poza Czajkowskim miernej na ogół, choć melodyjnej, itd.

Jak wszystkie baśnie, tak one także trwają i porywają wciąż nowe pokolenia swoją uniwersalną i wielowarstwową prawdą psychologiczną, stale wzmacnianą, twórczo wydobywaną, a czasem nawet uwspółcześnianą przez dzisiejszych realizatorów. Dlatego zachowują prawo do obecności w repertuarze teatrów baletowych. Inaczej przepadłyby w niepamięci jak setki innych głupawych baletów XIX-wiecznych.
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

[quoteb5="Kasia G"]Sagittaire dobrze to ujęła: balet, jak by się nie wczuwać w role i nie zachwycać interpretacją aktorską roli to przede wszystkim mistrzowski taniec...[/quoteb5]
Dedykuję obu Paniom dla przemyślenia słowa duńskiego tancerza i choreografa Kennetha Greve'a (twórcy poznańskiego "Jeziora łabędziego") zanotowane w "Glosie Wielkopolskim":

"W jednym z wywiadów powiedział Pan, że najważniejsze są oczy tancerza.

- To prawda, bo zapewniają kontakt między publicznością a tancerzem. Technika jest ważna, ale bez emocji nie ma sztuki".
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

alez w tym punkcie się absolutnie zgadzam - dlatego sztuka jest dla mnie całość przekazu - sprawne narzędzie i przekazywane emocje. Rzeczywiście, nawet nie gesty a oczy :) zreszta w dobrym tańcu klasycznym kierunek spojrzenia tez jest okreslony - "oczy tez tańczą"
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

[quotef2="Kasia G"]"oczy też tańczą"[/quotef2]
Tam tańczą, a przynajmniej powinny, a tu zerkają z niepokojem: gdzież podziała się Kasia G.?

Bo tymczasem ogłosił PBN:

Po "Święcie wiosny" w niezwykłej choreografii Wacława Niżyńskiego z 1913 roku, Polski Balet Narodowy włączy do swojego repertuaru kolejne wielkie dzieło choreograficzne XX wieku. To "Syn marnotrawny" w choreografii George'a Balanchine'a z muzyką Siergieja Prokofiewa, stworzony w 1929 roku dla Baletów Rosyjskich i przywołany ponownie do życia przez samego Balanchine'a w 1950 roku dla New York City Ballet, a następnie rozpowszechniony w tej wersji przez najsłynniejsze zespoły świata. Balet Balanchine'a nie był niestety dotąd prezentowany Polsce, jedynie po samą partyturę Prokofiewa sięgnęła kiedyś Opera Bałtycka (1963), realizując ją w choreografii Janiny Jarzynówny-Sobczak.

Prace nad polską premierą "Syna marnotrawnego" Balanchine'a prowadzi z zespołem PBN amerykański artysta Paul Boos, wychowanek Szkoły Baletu Amerykańskiego i były tancerz New York City Ballet. Od 1992 roku jest on jednym z firmowych baletmistrzów nowojorskiej Fundacji George'a Balanchine'a, która posiada i chroni prawa do spuścizny po wielkim choreografie. Realizował już jego balety m.in. w Teatrze Maryjskim w Sankt Petersburgu, Teatro alla Scala w Mediolanie, Holenderskim Balecie Narodowym, Joffrey Ballet, Operze Lipskiej, K-Ballet w Tokio i z kilkoma zespołami amerykańskimi.

Premiera w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej odbędzie się 14 kwietnia 2012 roku w ramach wieczoru baletowego "Opowieści biblijne". Dekoracje i kostiumy odtworzone zostaną jak wszędzie według projektów słynnego francuskiego malarza Georgesa Rouault, a Orkiestrę Opery Narodowej poprowadzi Jakub Chrenowicz.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Cóż polityka obsadowa ON i puszczanie tak wielu spektakli w 3-4 obsadach powoduje, że trzeba być na premierze, bo tylko w ten sposób człowiek ma gwarancję, że zobaczy gwiazdy. Ja mam bilety na dwa pierwsze spektakle - w razie czego oddal jeden jak już pojawią się obsady.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

Kasia G przestała posiaac wolne srodki na uczęszczanie do teatru za własne pieniądze i poszła do pracy, zatem nie zawsze może sobie pozwolic na "bywanie". Co do zapowiadanej premiery to akurat Syn marnotrawny średnio mnie podnieca - fajnie, ze go zobaczymy, ale dla mnie to troszke obiekt muzealny, który warto znac, ale może nie oglądac raz po raz. Nie ma tego wdzieku i walorów co inne prace choreografów dla Ballet Russes z tego okresu (oczywiście moim zdaniem). Natomiast zawsze ciesze się na nowe prace polskich współczesnych choreografów, bo nasi twórcy niezbyt czesto maja okazje do zrobienia czegos nowego a tu i Wesołowski, i Przybyłowicz :) Z niecierpliwością oczekuję premiery
ODPOWIEDZ