[quote:69a0eb9d7b="venus-in-furs"]... Książę tak naprawdę nie ma się gdzie wykazać, nie ma nawet jako takiej popisowej solówki, żeby raz a dobrze pokazać, co potrafi...[/quote:69a0eb9d7b]
Oj Venus, i Idris także, chyba nie macie jednak racji. Tego Księcia w "Kopciuszku" Ashtona wcale nie jest tak dużo mniej niż w jakimkolwiek innym balecie o klasycznej strukturze. (Może poza tradycyjnym "Jeziorem", ale tam właśnie on jest głównym bohaterem, pomimo nawet, że zazwyczaj mniej tam tańczy od sklonowanej partnerki). Bo taki Książę to zazwyczaj uosobienie tęsknot bajkowych bohaterek, słowem - rarytas każdej takiej baletowej opowieści. Choreograf nie może więc nim szastać od początku do końca przedstawienia, a w efekcie do znudzenia. Nie jest też prawdą, że ten z "Kopciuszka" nie ma się gdzie wykazać. Pewnie - jak ja ostatnio - zapatrzyłaś się Venus na Woitiulowego Błazna w tym przedstawieniu, więc umknęło Ci to i owo z działań Księcia.
Fakt, nie ma go jeszcze w I akcie. W tej bajce każe na siebie nieco poczekać, bo też cóż miałby robić od razu w kuchni z Kopciuszkiem i siostrami. Ma za to w II akcie efektowne wyjście na bal, tańczy z kawalerami, puszy się, pręży i przechadza, wita Kopciuszka, ma z nim duet i parokrotnie paraduje z nim wśród gości; dalej znów ma bardzo trudną wariację - ową brakującą Ci Venus solówkę (tu właśnie musi się wykazać, bo inaczej klęska); później jeszcze długie, piękne adagio z Kopciuszkiem, z bardzo stylowym i forsownym partnerowaniem, a i po drodze wcale nie skąpi nam swojego uroku, klasy i osobowości, jak ją posiada oczywiście, bo inaczej bywa nie do zniesienia. W końcu wkracza efektownie w poszukiwaniu Kopciuszka do kuchni w III akcie i pozostaje już z nami tańcząc aż do bajecznej apoteozy.
Czegóż trzeba więcej moje Drogie? Jest go tam dla mnie tyle ile trzeba. Ale też nie dziwię się niedosytowi Idris skoro trafiła na Księcia Vladimira Yaroshenki. Także próbowałem, ale tym razem nie miałem szczęścia. Poczekam więc teraz na jego Wybrańca, którego :smile: wciąż mi mało.
Warszawski KOPCIUSZEK Fredericka Ashtona
[quote:c086300acb="Ali"][quote:c086300acb="venus-in-furs"]... Książę tak naprawdę nie ma się gdzie wykazać, nie ma nawet jako takiej popisowej solówki, żeby raz a dobrze pokazać, co potrafi...[/quote:c086300acb]
Oj Venus, i Idris także, chyba nie macie jednak racji. Tego Księcia w "Kopciuszku" Ashtona wcale nie jest tak dużo mniej niż w jakimkolwiek innym balecie o klasycznej strukturze. (Może poza tradycyjnym "Jeziorem", ale tam właśnie on jest głównym bohaterem, pomimo nawet, że zazwyczaj mniej tam tańczy od sklonowanej partnerki). Bo taki Książę to zazwyczaj uosobienie tęsknot bajkowych bohaterek, słowem - rarytas każdej takiej baletowej opowieści. Choreograf nie może więc nim szastać od początku do końca przedstawienia, a w efekcie do znudzenia. Nie jest też prawdą, że ten z "Kopciuszka" nie ma się gdzie wykazać. Pewnie - jak ja ostatnio - zapatrzyłaś się Venus na Woitiulowego Błazna w tym przedstawieniu, więc umknęło Ci to i owo z działań Księcia.
Fakt, nie ma go jeszcze w I akcie. W tej bajce każe na siebie nieco poczekać, bo też cóż miałby robić od razu w kuchni z Kopciuszkiem i siostrami. Ma za to w II akcie efektowne wyjście na bal, tańczy z kawalerami, puszy się, pręży i przechadza, wita Kopciuszka, ma z nim duet i parokrotnie paraduje z nim wśród gości; dalej znów ma bardzo trudną wariację - ową brakującą Ci Venus solówkę (tu właśnie musi się wykazać, bo inaczej klęska); później jeszcze długie, piękne adagio z Kopciuszkiem, z bardzo stylowym i forsownym partnerowaniem, a i po drodze wcale nie skąpi nam swojego uroku, klasy i osobowości, jak ją posiada oczywiście, bo inaczej bywa nie do zniesienia. W końcu wkracza efektownie w poszukiwaniu Kopciuszka do kuchni w III akcie i pozostaje już z nami tańcząc aż do bajecznej apoteozy.
Czegóż trzeba więcej moje Drogie? Jest go tam dla mnie tyle ile trzeba. Ale też nie dziwię się niedosytowi Idris skoro trafiła na Księcia Vladimira Yaroshenki. Także próbowałem, ale tym razem nie miałem szczęścia. Poczekam więc teraz na jego Wybrańca, którego :smile: wciąż mi mało.[/quote:c086300acb]
Powiem tak: Prawie zgadzam się, że właściwie jest Księcia tyle, ile trzeba, że balet klasyczny, że uosobienie tęsknot, na które trzeba poczekać. Ale nie do końca jest go tyle, ile trzeba. Dla mnie to jest oczywiste. Baśń o Kopciuszku i jego pantoflu, nie o Księciu. :P No i jeszcze o jego złych siostrach, bo moim zdaniem to są dominujące postaci w tym balecie.
I tu znowu mogę się zgodzić, pewnie mam niedosyt Księcia, bo był naprawdę wspaniały. I to byl taki taniec, że nie dało się oderwać oczu.
Książę VY oczarowywał baśniowością, subtelnością i czułością w relacji z Kopciuszkiem. No i jak tańczył...
Oj Venus, i Idris także, chyba nie macie jednak racji. Tego Księcia w "Kopciuszku" Ashtona wcale nie jest tak dużo mniej niż w jakimkolwiek innym balecie o klasycznej strukturze. (Może poza tradycyjnym "Jeziorem", ale tam właśnie on jest głównym bohaterem, pomimo nawet, że zazwyczaj mniej tam tańczy od sklonowanej partnerki). Bo taki Książę to zazwyczaj uosobienie tęsknot bajkowych bohaterek, słowem - rarytas każdej takiej baletowej opowieści. Choreograf nie może więc nim szastać od początku do końca przedstawienia, a w efekcie do znudzenia. Nie jest też prawdą, że ten z "Kopciuszka" nie ma się gdzie wykazać. Pewnie - jak ja ostatnio - zapatrzyłaś się Venus na Woitiulowego Błazna w tym przedstawieniu, więc umknęło Ci to i owo z działań Księcia.
Fakt, nie ma go jeszcze w I akcie. W tej bajce każe na siebie nieco poczekać, bo też cóż miałby robić od razu w kuchni z Kopciuszkiem i siostrami. Ma za to w II akcie efektowne wyjście na bal, tańczy z kawalerami, puszy się, pręży i przechadza, wita Kopciuszka, ma z nim duet i parokrotnie paraduje z nim wśród gości; dalej znów ma bardzo trudną wariację - ową brakującą Ci Venus solówkę (tu właśnie musi się wykazać, bo inaczej klęska); później jeszcze długie, piękne adagio z Kopciuszkiem, z bardzo stylowym i forsownym partnerowaniem, a i po drodze wcale nie skąpi nam swojego uroku, klasy i osobowości, jak ją posiada oczywiście, bo inaczej bywa nie do zniesienia. W końcu wkracza efektownie w poszukiwaniu Kopciuszka do kuchni w III akcie i pozostaje już z nami tańcząc aż do bajecznej apoteozy.
Czegóż trzeba więcej moje Drogie? Jest go tam dla mnie tyle ile trzeba. Ale też nie dziwię się niedosytowi Idris skoro trafiła na Księcia Vladimira Yaroshenki. Także próbowałem, ale tym razem nie miałem szczęścia. Poczekam więc teraz na jego Wybrańca, którego :smile: wciąż mi mało.[/quote:c086300acb]
Powiem tak: Prawie zgadzam się, że właściwie jest Księcia tyle, ile trzeba, że balet klasyczny, że uosobienie tęsknot, na które trzeba poczekać. Ale nie do końca jest go tyle, ile trzeba. Dla mnie to jest oczywiste. Baśń o Kopciuszku i jego pantoflu, nie o Księciu. :P No i jeszcze o jego złych siostrach, bo moim zdaniem to są dominujące postaci w tym balecie.
I tu znowu mogę się zgodzić, pewnie mam niedosyt Księcia, bo był naprawdę wspaniały. I to byl taki taniec, że nie dało się oderwać oczu.
Książę VY oczarowywał baśniowością, subtelnością i czułością w relacji z Kopciuszkiem. No i jak tańczył...
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
[quote:62585a1784="Georgia~"]...Byłam zachwycona tancerką w roli wróżki chrzestnej. Czy ktoś wie, jak się nazywa? :smile:[/quote:62585a1784]
Podzielam Twoją opinię o Wróżce Chrzestnej Any Kipshidze. Ta piękna gruzińska balerina mnie także ujmuje zawsze, nie tylko swoim tańcem, ale też oryginalną urodą, subtelnością zachowań na scenie, wdziękiem i promieniującym kobiecym ciepłem. Podejrzewam zresztą, że taka jest jej natura, bo tego wszystkiego razem nie dałoby się przecież wyegzekwować w tańcu rutynowymi środkami aktorskimi. Jako artystka potrafiła jednak stworzyć kiedyś również postać wyrachowanej, bezwzględnej Gamzatti w "Bajaderze" - jakże przekonującej z jej orientalną urodą. Tak czy inaczej ona zwykle ściąga mój wzrok na scenie, nawet w niewielkich epizodach. Czasem wyobrażam sobie, że tak właśnie mogły wyglądać i tańczyć :smile: piękności starożytnej Kolchidy...
Jednak :wink: dziwię się trochę Georgio, że wychodzisz z teatru bez wiedzy kogo oglądałaś, czy wręcz podziwiałaś oglądając balet. Przecież wkładki z obsadą przedstawienia można otrzymać od pań bileterek całkiem za darmo, wystarczy podejść i poprosić. Warto z tego korzystać, choćby przez szacunek dla występujących artystów.
Podzielam Twoją opinię o Wróżce Chrzestnej Any Kipshidze. Ta piękna gruzińska balerina mnie także ujmuje zawsze, nie tylko swoim tańcem, ale też oryginalną urodą, subtelnością zachowań na scenie, wdziękiem i promieniującym kobiecym ciepłem. Podejrzewam zresztą, że taka jest jej natura, bo tego wszystkiego razem nie dałoby się przecież wyegzekwować w tańcu rutynowymi środkami aktorskimi. Jako artystka potrafiła jednak stworzyć kiedyś również postać wyrachowanej, bezwzględnej Gamzatti w "Bajaderze" - jakże przekonującej z jej orientalną urodą. Tak czy inaczej ona zwykle ściąga mój wzrok na scenie, nawet w niewielkich epizodach. Czasem wyobrażam sobie, że tak właśnie mogły wyglądać i tańczyć :smile: piękności starożytnej Kolchidy...
Jednak :wink: dziwię się trochę Georgio, że wychodzisz z teatru bez wiedzy kogo oglądałaś, czy wręcz podziwiałaś oglądając balet. Przecież wkładki z obsadą przedstawienia można otrzymać od pań bileterek całkiem za darmo, wystarczy podejść i poprosić. Warto z tego korzystać, choćby przez szacunek dla występujących artystów.
Owszem, zachowanie godne prawdziwej amatorki, nieprawdaż? :wink:
Niestety, jak już napisałam, był to pamiętny dzień Wielkiej Ulewy w Warszawie i spieszyłam się, by wrócić zawczasu, póki jeszcze nie pada.... Wytłumaczenie żałosne, ale już w tym dniu stałam pół godziny pod jakimś ulicznym parasolem, zablokowana przez grad, deszcz i wodę cieknącą strumieniami po moich kolanach, chlupoczącą w butach itp. :smile:
Niestety, jak już napisałam, był to pamiętny dzień Wielkiej Ulewy w Warszawie i spieszyłam się, by wrócić zawczasu, póki jeszcze nie pada.... Wytłumaczenie żałosne, ale już w tym dniu stałam pół godziny pod jakimś ulicznym parasolem, zablokowana przez grad, deszcz i wodę cieknącą strumieniami po moich kolanach, chlupoczącą w butach itp. :smile: