Balet we Francji
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Z czasem coraz bardziej zaczęłam sie przekonywac do francuskiego stylu, czy jak niektorzy pisza: francuskiej szkoly baletu charakteryzujacej sie naciskiem na precyzję, elegancję i jakas taka farme powagi.
Dawno temu wychwycilam to sformulowanie z jednego artykulu, bo jest w nim - w mojej ocenie - uchwycona jakas istota.
A swoja droga czy ucielesnieniem tych wszystkich wartosci nie jest obecnie A. Dupont?
Dawno temu wychwycilam to sformulowanie z jednego artykulu, bo jest w nim - w mojej ocenie - uchwycona jakas istota.
A swoja droga czy ucielesnieniem tych wszystkich wartosci nie jest obecnie A. Dupont?
To prawda, ja już dawno się do niego przekonałam, bo chociaż niektórzy nie lubią tego stylu właśnie ze względu na to, że jest taki "sztywny" i hermetyczny (według mnie zdecydowanie bardziej, niż szkoła rosyjska), wszystko musi być wykonane według ściśle określonych zasad i nie ma nigdy sytuacji: wysokość kosztem jakości - właśnie za to najbardziej tę szkołę cenię.
Przy tym trzeba zauważyć, że chociaż Opera Paryska hołduje tradycjom jeśli chodzi o kształcenie tancerzy (i bardzo dobrze, chwała im za to), to jednocześnie nie ma tam "zacofania", nie brak zróżnicowanego repertuaru (także współczesnego), który jest bardzo bogaty, obejmuje wszystkie epoki, wszystkie style, najważniejszych choreografów :)
Myślę, że Aurelie jak najbardziej jest ucieleśnieniem tych wartości, ale tutaj muszę dodać jeszcze - jak w zasadzie każda francuska etoile ;) No może nie każda, bo w końcu są chyba jedynym z prestiżowych teatrów na świecie, gdzie jest przewaga etoile - mają ich obecnie aż 18, nad pierwszymi tancerzami (16), ale przynajmniej jeśli chodzi o te najważniejsze. Ogólnie francuskich tancerzy bardzo łatwo rozpoznać, czasem mam wrażenie, że znacznie łatwiej niż wychowanków innych szkół ;)
Co do samej Aurelie to oczywiście bardzo ją cenię i szanuję, ale przy tym mam czasem mieszane uczucia co do niej.. bardzo podobała mi się w "Rubinach", duecie z "In the night", "Sylwii" itp., ale jednocześnie w "Śpiącej królewnie", "Don Kichocie", a nawet "Sylfidzie" czasem wydawała mi się trochę.. nudna. Ale może to wynika z faktu, że była pierwszą tancerką z Opery Paryskiej, której nagrań na początku dużo się naoglądałam i teraz jestem w sytuacji, kiedy mam jej przesyt. Podoba mi się, że jest charakterna, bo ma mocną osobowość, nie przeszkadza mi również dystans, jaki buduje w stosunku do widza (na to również wiele osób zwraca uwagę), ale mimo to nie we wszystkich baletach jest dla mnie interesująca. Ze współczesnych tancerek Opery Paryskiej (bo tych starszej daty też jest co najmniej kilka dla mnie bardzo ważnych) najbliższe mi są Agnes Letestu i Marie Agnes-Gillot, obie o bardzo mocnych charakterach i również typowe reprezentantki francuskiej szkoły, no ale to już rzecz gustu ;)
Co do Aurelie to jeśli tylko będę miała możliwość, również chciałabym ją zobaczyć w "Kopciuszku", jestem ciekawa jej w tej roli ;)
Przy tym trzeba zauważyć, że chociaż Opera Paryska hołduje tradycjom jeśli chodzi o kształcenie tancerzy (i bardzo dobrze, chwała im za to), to jednocześnie nie ma tam "zacofania", nie brak zróżnicowanego repertuaru (także współczesnego), który jest bardzo bogaty, obejmuje wszystkie epoki, wszystkie style, najważniejszych choreografów :)
Myślę, że Aurelie jak najbardziej jest ucieleśnieniem tych wartości, ale tutaj muszę dodać jeszcze - jak w zasadzie każda francuska etoile ;) No może nie każda, bo w końcu są chyba jedynym z prestiżowych teatrów na świecie, gdzie jest przewaga etoile - mają ich obecnie aż 18, nad pierwszymi tancerzami (16), ale przynajmniej jeśli chodzi o te najważniejsze. Ogólnie francuskich tancerzy bardzo łatwo rozpoznać, czasem mam wrażenie, że znacznie łatwiej niż wychowanków innych szkół ;)
Co do samej Aurelie to oczywiście bardzo ją cenię i szanuję, ale przy tym mam czasem mieszane uczucia co do niej.. bardzo podobała mi się w "Rubinach", duecie z "In the night", "Sylwii" itp., ale jednocześnie w "Śpiącej królewnie", "Don Kichocie", a nawet "Sylfidzie" czasem wydawała mi się trochę.. nudna. Ale może to wynika z faktu, że była pierwszą tancerką z Opery Paryskiej, której nagrań na początku dużo się naoglądałam i teraz jestem w sytuacji, kiedy mam jej przesyt. Podoba mi się, że jest charakterna, bo ma mocną osobowość, nie przeszkadza mi również dystans, jaki buduje w stosunku do widza (na to również wiele osób zwraca uwagę), ale mimo to nie we wszystkich baletach jest dla mnie interesująca. Ze współczesnych tancerek Opery Paryskiej (bo tych starszej daty też jest co najmniej kilka dla mnie bardzo ważnych) najbliższe mi są Agnes Letestu i Marie Agnes-Gillot, obie o bardzo mocnych charakterach i również typowe reprezentantki francuskiej szkoły, no ale to już rzecz gustu ;)
Co do Aurelie to jeśli tylko będę miała możliwość, również chciałabym ją zobaczyć w "Kopciuszku", jestem ciekawa jej w tej roli ;)
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
[quote:10e74ce405="Ewa J."] ..... [ten styl wg niektorych MP] jest taki "sztywny" i hermetyczny (według mnie zdecydowanie bardziej, niż szkoła rosyjska), wszystko musi być wykonane według ściśle określonych zasad i nie ma nigdy sytuacji: wysokość kosztem jakości - właśnie za to najbardziej tę szkołę cenię.
;)[/quote:10e74ce405]
świetnie to ujęłaś, to bylo takie moje nieuchwytne wrazenie, ktore mi sie od jakiegos czasu się tak snulo po glowie ale nie umialam go nazwac.
Co do ksztalcenia tancerzy we Francji, to tez jest to jakis europejski ewenement, bo o ile Royal Ballet Angielski czy Statsballet Berlin i.in. bazują jednak na podkupieniach (rzecz jasna nie tylko, bo w kazdej z tych kompanii jest kilku wybitnych czy to Anglikow czy Niemcow), to w Paryżu było zawsze dostatecznie duzo wybitnych Francuzów, tak wybitnych, zeby byc gwiazdami. Kiedys sie nad tym nawet zastanawialam skąd to się tam bierze?
I jeszcze jedna kwestia, ktorą poruszyłaś, a ktora jest w balecie francuskim (i to nie tylko operze paryskiej najbardziej w mojej ocenie urzekająca) - ten właśnie repertuar. Kurczę, nie wiem, czy jest jakis inny kraj tak bardzo otwarty na nowosć i umiejący wychwycić juz w pierwszych momentach rodzace sie, jeszcze raczkujace, nowe piękno, nową jakośc.
To otwarcie francuskiego baletu na nowe jest niesamowite. Przecież w XX w to wlasnie Francja byla miejscem, w ktorym mialy warunki do rozwoju nowe kanony baletowego piekna począwszy od Rosyjskich baletów Diagiliewa itd.
I na koniec jeszcze jedno zaakcentowanie, osobiscie jestem zauroczona nie tylko opera paryska (co oczywiste) ale tez Ballet National de Marseille. Pamietam, jak ich kiedys widzialam w takich jeszcze czasach, kiedy balet to dla mnie tylko klasyka i nic wiecej i juz wtedy wyszlam z ich wystepu urzeczona kompletnie. Fantastyczna rzecz, i wlasnie taka bardzo francuska , w pozytywnym znaczeniu tego slowa. Jak znajde chwilke to załączę linki.
;)[/quote:10e74ce405]
świetnie to ujęłaś, to bylo takie moje nieuchwytne wrazenie, ktore mi sie od jakiegos czasu się tak snulo po glowie ale nie umialam go nazwac.
Co do ksztalcenia tancerzy we Francji, to tez jest to jakis europejski ewenement, bo o ile Royal Ballet Angielski czy Statsballet Berlin i.in. bazują jednak na podkupieniach (rzecz jasna nie tylko, bo w kazdej z tych kompanii jest kilku wybitnych czy to Anglikow czy Niemcow), to w Paryżu było zawsze dostatecznie duzo wybitnych Francuzów, tak wybitnych, zeby byc gwiazdami. Kiedys sie nad tym nawet zastanawialam skąd to się tam bierze?
I jeszcze jedna kwestia, ktorą poruszyłaś, a ktora jest w balecie francuskim (i to nie tylko operze paryskiej najbardziej w mojej ocenie urzekająca) - ten właśnie repertuar. Kurczę, nie wiem, czy jest jakis inny kraj tak bardzo otwarty na nowosć i umiejący wychwycić juz w pierwszych momentach rodzace sie, jeszcze raczkujace, nowe piękno, nową jakośc.
To otwarcie francuskiego baletu na nowe jest niesamowite. Przecież w XX w to wlasnie Francja byla miejscem, w ktorym mialy warunki do rozwoju nowe kanony baletowego piekna począwszy od Rosyjskich baletów Diagiliewa itd.
I na koniec jeszcze jedno zaakcentowanie, osobiscie jestem zauroczona nie tylko opera paryska (co oczywiste) ale tez Ballet National de Marseille. Pamietam, jak ich kiedys widzialam w takich jeszcze czasach, kiedy balet to dla mnie tylko klasyka i nic wiecej i juz wtedy wyszlam z ich wystepu urzeczona kompletnie. Fantastyczna rzecz, i wlasnie taka bardzo francuska , w pozytywnym znaczeniu tego slowa. Jak znajde chwilke to załączę linki.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Kilka słów o [b:654d5350de]Ballet National de Marseille[/b:654d5350de]. Pisze w osobnym poscie, bo chce to wyodrebnic, jesli ktos za jakis czas chcialby poszukac jakis informacji.
Tamat nigdy nie rozwinięty bardziej na forum, a szkoda, bardzo szkoda...
Ballet National de Marseille został założony w roku 1972 przez wybitnego francuskiego choreografa Rolanda Petit. W roku 1984 otrzymał status Krajowego Centrum Choreograficznego.
W roku 1998 Roland Petit opuścił zespół, a dyrekcję objęła Marie-Claude Pietragalla, która diametralnie zmieniła kierunek artystyczny zespołu.
W roku 2004 nastąpiła zmiana na stanowisku dyrektora i nowym szefem Ballet National de Marseille został Belg Frédéric Flamand.
Ja sie w swoim czasie zachwycilam 3 ich wykonaniami tj:
"Morning Ground" - choreografia David Dawson, muzyka Fryderyk Chopin;
"Apollon Musagete" - choreografia George Balanchine, muzyka Igor Strawiński.
"In G Major" - choreografia: Jerome Robbins, muzyka Maurice Ravel.
w wykonaniu m.in.: 1i 2: Laurence Ponnet, Mylene Martel, Cinthia Labaronne;
3: Agnes Lascombes, Julien Lestel, Gilles Porte, Valérie Blaecke, Cristina Crescenzi.
Podaje kilka linkow do nagran Ballet National de Marseille. Niestety nie znalazłam ani na youtube ani na ich stronie tego, co najbardziej chcialbym tu zamiescic, a szkoda, bo to takie były perełki ale za to :
[b:654d5350de]Silent Collisions:[/b:654d5350de]
http://www.youtube.com/watch?v=Mh3eKNlu5-I
[b:654d5350de]Matamorphoses[/b:654d5350de]:
http://www.ballet-de-marseille.com/spip.php?rubrique192#
[b:654d5350de]Roland Petit - Les cygnes blancs / The White Swans[/b:654d5350de]
http://www.youtube.com/watch?v=rqFn2vOH8sw
PS. odnośnie ostatniego z linków, to nie wiem jak Was ale mnie te białe łabędzie płci męskiej po prostu rozkładają na łopatki :) (szczegolnie ruchy rąk i DŁONI sa niesamowite)
Tamat nigdy nie rozwinięty bardziej na forum, a szkoda, bardzo szkoda...
Ballet National de Marseille został założony w roku 1972 przez wybitnego francuskiego choreografa Rolanda Petit. W roku 1984 otrzymał status Krajowego Centrum Choreograficznego.
W roku 1998 Roland Petit opuścił zespół, a dyrekcję objęła Marie-Claude Pietragalla, która diametralnie zmieniła kierunek artystyczny zespołu.
W roku 2004 nastąpiła zmiana na stanowisku dyrektora i nowym szefem Ballet National de Marseille został Belg Frédéric Flamand.
Ja sie w swoim czasie zachwycilam 3 ich wykonaniami tj:
"Morning Ground" - choreografia David Dawson, muzyka Fryderyk Chopin;
"Apollon Musagete" - choreografia George Balanchine, muzyka Igor Strawiński.
"In G Major" - choreografia: Jerome Robbins, muzyka Maurice Ravel.
w wykonaniu m.in.: 1i 2: Laurence Ponnet, Mylene Martel, Cinthia Labaronne;
3: Agnes Lascombes, Julien Lestel, Gilles Porte, Valérie Blaecke, Cristina Crescenzi.
Podaje kilka linkow do nagran Ballet National de Marseille. Niestety nie znalazłam ani na youtube ani na ich stronie tego, co najbardziej chcialbym tu zamiescic, a szkoda, bo to takie były perełki ale za to :
[b:654d5350de]Silent Collisions:[/b:654d5350de]
http://www.youtube.com/watch?v=Mh3eKNlu5-I
[b:654d5350de]Matamorphoses[/b:654d5350de]:
http://www.ballet-de-marseille.com/spip.php?rubrique192#
[b:654d5350de]Roland Petit - Les cygnes blancs / The White Swans[/b:654d5350de]
http://www.youtube.com/watch?v=rqFn2vOH8sw
PS. odnośnie ostatniego z linków, to nie wiem jak Was ale mnie te białe łabędzie płci męskiej po prostu rozkładają na łopatki :) (szczegolnie ruchy rąk i DŁONI sa niesamowite)
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
ciesze sie, ze myslisz podobnie do mnie :) .
Swoja drogą bardzo ciekawie choreograficznie to pomyslano. Taniec klasyczny facetow z zasady jest raczej bardziej dynamiczny i zywilowy: skoki, skoki, skoki.
A tu sami faceci tancza to po swojemu , a jednoczesnie ciekawie i kurcze rzeczywiscie w desen bialych labedzi. Mnie urzekly te ruchy rak, a zwlaszcza dloni, ale tez sa inne b fajne rozwiazania np takie spowolnione podnoszenia czy przewroty . cołosc świetna.
Cóż mozna wiecej dodac: Roland Petit świetnym choreografem jest (jest bo jeszcze zyje , prawda? w 2009 zyl na 10000%)
Swoja drogą bardzo ciekawie choreograficznie to pomyslano. Taniec klasyczny facetow z zasady jest raczej bardziej dynamiczny i zywilowy: skoki, skoki, skoki.
A tu sami faceci tancza to po swojemu , a jednoczesnie ciekawie i kurcze rzeczywiscie w desen bialych labedzi. Mnie urzekly te ruchy rak, a zwlaszcza dloni, ale tez sa inne b fajne rozwiazania np takie spowolnione podnoszenia czy przewroty . cołosc świetna.
Cóż mozna wiecej dodac: Roland Petit świetnym choreografem jest (jest bo jeszcze zyje , prawda? w 2009 zyl na 10000%)
[quote:30014b724d="Agnieszka P."]osobiscie jestem zauroczona nie tylko opera paryska (co oczywiste) ale tez Ballet National de Marseille. Pamietam, jak ich kiedys widzialam w takich jeszcze czasach, kiedy balet to dla mnie tylko klasyka i nic wiecej i juz wtedy wyszlam z ich wystepu urzeczona kompletnie. Fantastyczna rzecz, i wlasnie taka bardzo francuska , w pozytywnym znaczeniu tego slowa. Jak znajde chwilke to załączę linki.[/quote:30014b724d]
Ja z baletu z Marsylii jakoś najbardziej zapamiętałam dwie klasyczne rzeczy "Jezioro.." z Pietragallą i Dupond i "Dziadka do orzechów" w choreografii Petita właśnie z Noellą Pontois i Denysem Ganio. "Dziadka.." polecam, jest to moja ulubiona wersja choreograficzna tego baletu zrobiona z dużym poczuciem humoru.. i zakończenie jest przeurocze ;)
Tak a propos, możesz Agnieszko zdradzić, gdzie widziałaś tego "Apolla", kiedyś na youtube może? Pytam z ciekawości, bo dostęp do tego baletu jest niezwykle utrudniony, a ja osobiście "Apolla" uwielbiam ;)
Ja z baletu z Marsylii jakoś najbardziej zapamiętałam dwie klasyczne rzeczy "Jezioro.." z Pietragallą i Dupond i "Dziadka do orzechów" w choreografii Petita właśnie z Noellą Pontois i Denysem Ganio. "Dziadka.." polecam, jest to moja ulubiona wersja choreograficzna tego baletu zrobiona z dużym poczuciem humoru.. i zakończenie jest przeurocze ;)
Tak a propos, możesz Agnieszko zdradzić, gdzie widziałaś tego "Apolla", kiedyś na youtube może? Pytam z ciekawości, bo dostęp do tego baletu jest niezwykle utrudniony, a ja osobiście "Apolla" uwielbiam ;)
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Co do tego Apolla, to widzialam go w ramach wlasnie Łódzkich Spotkan Baletowych. Tuż po tym spektaklu przeszukałam cały internet, zeby jakis fragment, jakis ochlap chociaz... ale nic nie było.
Jeszcze jak zespol z Marsylii mial to w repertuarze, to pamietam, ze był krotki fragment na ich stronie ale to dawne czasy; teraz tego juz od kilku lat nie ma.
Przyznam szczerze, ze tego dziadka R. Petit, to zupelnie nie kojarze, a z tego co piszesz to jest z pewnoscia fajna rzecz. Czy jest to gdzies na youtube, moze?
Generalnie R. Petit jest - w moim mniemaniu wybitnym choreografem, ktory mimo tego, ze w czasach kiedy tworzył, w balecie wymyslono juz wszystko, to caly czas zaskakiwał. Sypal pomyslami jak z kapelusza. I to wszystko bylo wlasnie takie wlasnie zaskakujace.
Przechodzac jeszcze na chwile do tematu tego, ze Francja jest takim krajem, w ktorym od zawsze bylo wiekie otwarcie na nowosc i na nową jakość w balecie, to musze powiedziec ze brak takiej otwartosci w Polsce mnie osobiscie strasznie męczy. Bo u nas to takie skostnienie czasem, ze szok i przez to takie bycie 100 lat za murzynami (ze sie posluze takim rasistowskim odniesieniem :D : w Stanach za to by mnie juz pewnie zamknęli, ale tu na szczesie jeszcze nie zglupielismy do konca :D ).
Bo jak u nas w Łodzi zrobili b. fajne Jezioro, w ktore wpeciono troche wspolczesnego i troche humoru i rozebrano labedzie z point, to zaraz recenzje poszly nie za specjalne.
Jeden z bardziej znanych lodzkich krytyków wrecz szaty na sobie rozdzierał i wrzeszczał z ram gazetowej recenzji "profanacja", "coz na tupet choreografa, ktory uwazal sie za lepszego od Mariusa Petipy" itd.
Fakt, ze pewnie dla Was taki tekst to bardziej komedia niz dramat ale dla mnie to dramat. Bo co innego zwykly czlowiek z ulicy ale osoba, ktora jest zatrudniona dla pisania o balecie, to sorry troche otwarcia powinna miec. Dlaczego u nas to trzeba tak all pisac przez porownania: 200 lat temu bylo tak, my tez robmy tak, bo jak nie to... I przez to na scenach w Polsce jest co jest.
A ja tak tęsknię, zeby na 1 chociaz scenie baletowej u nas bylo np takie "Shut up and dance!"- cos takigo w ten deseń, takie nowe zupełnie, swieże. Nie zebym nie chciala klasyki; bo chce , ale obok niech bedzie tez to co nowe. Toz przeciez w koncu mamy XXI wiek!.
A we Francji co? Weżmy np to Jezioro R. Petit, w ktorym łabędzie nie tylko rozebrano z point, ale tez zmieniono ich płeć i all co sie tylko dalo i czy ktos pisal ze R. Petit zrobil tak, bo jego przeslanka bylo to, ze wynosil sie nad M. Petipa. (swoja droga jakas tez zbieznosc mala nazwisk mi wyszla :) Przeciez to nonsens. Czy u nas nie ma bardziej otwartych krytykow? Przeciez sa: ze juz nie wspomne o niektorych z forum.
Jeszcze jak zespol z Marsylii mial to w repertuarze, to pamietam, ze był krotki fragment na ich stronie ale to dawne czasy; teraz tego juz od kilku lat nie ma.
Przyznam szczerze, ze tego dziadka R. Petit, to zupelnie nie kojarze, a z tego co piszesz to jest z pewnoscia fajna rzecz. Czy jest to gdzies na youtube, moze?
Generalnie R. Petit jest - w moim mniemaniu wybitnym choreografem, ktory mimo tego, ze w czasach kiedy tworzył, w balecie wymyslono juz wszystko, to caly czas zaskakiwał. Sypal pomyslami jak z kapelusza. I to wszystko bylo wlasnie takie wlasnie zaskakujace.
Przechodzac jeszcze na chwile do tematu tego, ze Francja jest takim krajem, w ktorym od zawsze bylo wiekie otwarcie na nowosc i na nową jakość w balecie, to musze powiedziec ze brak takiej otwartosci w Polsce mnie osobiscie strasznie męczy. Bo u nas to takie skostnienie czasem, ze szok i przez to takie bycie 100 lat za murzynami (ze sie posluze takim rasistowskim odniesieniem :D : w Stanach za to by mnie juz pewnie zamknęli, ale tu na szczesie jeszcze nie zglupielismy do konca :D ).
Bo jak u nas w Łodzi zrobili b. fajne Jezioro, w ktore wpeciono troche wspolczesnego i troche humoru i rozebrano labedzie z point, to zaraz recenzje poszly nie za specjalne.
Jeden z bardziej znanych lodzkich krytyków wrecz szaty na sobie rozdzierał i wrzeszczał z ram gazetowej recenzji "profanacja", "coz na tupet choreografa, ktory uwazal sie za lepszego od Mariusa Petipy" itd.
Fakt, ze pewnie dla Was taki tekst to bardziej komedia niz dramat ale dla mnie to dramat. Bo co innego zwykly czlowiek z ulicy ale osoba, ktora jest zatrudniona dla pisania o balecie, to sorry troche otwarcia powinna miec. Dlaczego u nas to trzeba tak all pisac przez porownania: 200 lat temu bylo tak, my tez robmy tak, bo jak nie to... I przez to na scenach w Polsce jest co jest.
A ja tak tęsknię, zeby na 1 chociaz scenie baletowej u nas bylo np takie "Shut up and dance!"- cos takigo w ten deseń, takie nowe zupełnie, swieże. Nie zebym nie chciala klasyki; bo chce , ale obok niech bedzie tez to co nowe. Toz przeciez w koncu mamy XXI wiek!.
A we Francji co? Weżmy np to Jezioro R. Petit, w ktorym łabędzie nie tylko rozebrano z point, ale tez zmieniono ich płeć i all co sie tylko dalo i czy ktos pisal ze R. Petit zrobil tak, bo jego przeslanka bylo to, ze wynosil sie nad M. Petipa. (swoja droga jakas tez zbieznosc mala nazwisk mi wyszla :) Przeciez to nonsens. Czy u nas nie ma bardziej otwartych krytykow? Przeciez sa: ze juz nie wspomne o niektorych z forum.
[quote:b38422c93e="Agnieszka P."]Przyznam szczerze, ze tego dziadka R. Petit, to zupelnie nie kojarze, a z tego co piszesz to jest z pewnoscia fajna rzecz. Czy jest to gdzies na youtube, moze?[/quote:b38422c93e]
Na youtube znalazłam tylko ten jeden fragment, pas de deux z II aktu:
http://www.youtube.com/watch?v=d4kpPc65Wc4
Co prawda bardzo ładne, ale nie widać wcale tego poczucia humoru, o którym pisałam, że jest tutaj zawarte. Swoją droga to chyba najbardziej klasyczna część tego spektaklu, reszta jest już typowo neoklasyczna ;)
Np. w I akcie podczas spotkania świątecznego jest wstawka muzyki jazzowej, do której tańczy Drosselmeyer (notabene wyglądający trochę jak tancerz latynoamerykański dzięki swojemu kostiumowi) wraz z dwójką dzieci, czyli wszystko zaaranżowane jest na kształt prawdziwej zabawy, kiedy wujek chce rozerwać swoich bratanków, co bardzo mi się podobało ;) Później Klara ma sen, w którym lalki ożywają i przemieniają się w postacie o rozmiarze żywych ludzi, z tymże są to trochę "upiorne" lalki, ale bardzo ciekawie został pomyślany ich taniec i zainteresowanie Klary tymi dziwnymi straszydłami.
Dalej oglądamy "zmodyfikowany" walc śnieżynek, w którym przedstawione jest coś na kształt pensji dla panien (tak mi się przynajmniej wydaje), gdzie na zmianę przewijają się podopieczne i przełożone, które występują na scenie w komicznej roli "śpiewając" wstawki chóru.
Kiedy pojawia się dziadek, jest on tak jakby wyczarowany przez Drosselmeyera, przez prawie cały spektakl ma na plecach coś na kształt garbu (dopiero w wyżej podanym pas de deux się go pozbywa), a brodę pomalowaną na biało (co chyba podkreśla, że nie przemienił się do końca w prawdziwego człowieka). Następnie Klara bierze z nim ślub - pierwszy raz się z takim rozwiązaniem spotkałam, co również zaaranżowane jest w dość zabawny sposób, a zwyczajowa podróż do krainy słodyczy to po prostu ich podróż poślubna ;) Wszystkie tańce charakterystyczne są w tej części naprawdę świetnie ułożone, bardzo pomysłowo i dlatego też bardzo mi się podobały;) Cóż dalej, Klara oczywiście się budzi i wszystko znika, ale koniec jest zaaranżowany w taki sposób, na jaki żaden choreograf chyba do tej pory nie wpadł, a dokładnie tego mi tutaj brakowało.
Muzyka wprowadza chwilę grozy, Klara podnosi się z fotela i stoi sama na środku pokoju przyglądając się zabawce dziadka. Wtedy drzwi wyjściowe się otwierają i wchodzą jakieś dwie, przez ciemność niezbyt wyraźnie widoczne postaci (stan grozy w ścieżce dźwiękowej nadal jest podtrzymywany). Muzyka jest świetnie poprowadzona (to ten moment z pierwszego aktu, kiedy Klarę napadają myszy, a potem po raz pierwszy pojawia się dziadek), Klara odwraca się i widzi, że Drosselmeyer przyprowadził jakiegoś młodzieńca, ale już nie żadnego dziadka, księcia etc., ale ubranego normalnie chłopaka. Młodzieniec wygląda oczywiście identycznie jak wyśniony przez Klarę książę, dlatego jest zachwycona, ale chłopak przez chwilę zdaje się nie zwracać na nią uwagi. Po chwili patrzy na nią i delikatnie się uśmiecha, Drosselmeyer wycofuje się w tył, a on powoli wyciąga z kieszeni chustkę i zawiązuje ją na szyi Klary. Co do chustki to trzeba zwrócić uwagę, że nie jest to zwykła, jakaś tam chustka, ale dokładnie ta, którą wcześniej Klara zawiązała głowę jeszcze zabawki-dziadka, kiedy została uszkodzona przez jej niesfornego brata. Czyli wygląda na to, że młodzieniec wynurza się z marzenia sennego, pozornie się nie znają, ale od początku jest coś, co ich łączy, czego "symbolem" staje się właśnie ta chustka. Później Drosselmeyer bierze do ręki dziadka i patrzy na niego znacząco, a młodzi zaczynają razem tańczyć, koniec;) Wiem, że jak staram się opowiedzieć to pewnie brzmi banalnie, ale naprawdę strasznie miło się to oglądało.. nareszcie zakończenie miało ręce i nogi, to znaczy jakoś sensownie domknięto najważniejszy wątek.
I oczywiście świetna obsada, Noella Ponois jako Klara rewelacyjna, świetny Rudy Bryans jako Drosselmeyer no i Ganio również ;)
Na youtube znalazłam tylko ten jeden fragment, pas de deux z II aktu:
http://www.youtube.com/watch?v=d4kpPc65Wc4
Co prawda bardzo ładne, ale nie widać wcale tego poczucia humoru, o którym pisałam, że jest tutaj zawarte. Swoją droga to chyba najbardziej klasyczna część tego spektaklu, reszta jest już typowo neoklasyczna ;)
Np. w I akcie podczas spotkania świątecznego jest wstawka muzyki jazzowej, do której tańczy Drosselmeyer (notabene wyglądający trochę jak tancerz latynoamerykański dzięki swojemu kostiumowi) wraz z dwójką dzieci, czyli wszystko zaaranżowane jest na kształt prawdziwej zabawy, kiedy wujek chce rozerwać swoich bratanków, co bardzo mi się podobało ;) Później Klara ma sen, w którym lalki ożywają i przemieniają się w postacie o rozmiarze żywych ludzi, z tymże są to trochę "upiorne" lalki, ale bardzo ciekawie został pomyślany ich taniec i zainteresowanie Klary tymi dziwnymi straszydłami.
Dalej oglądamy "zmodyfikowany" walc śnieżynek, w którym przedstawione jest coś na kształt pensji dla panien (tak mi się przynajmniej wydaje), gdzie na zmianę przewijają się podopieczne i przełożone, które występują na scenie w komicznej roli "śpiewając" wstawki chóru.
Kiedy pojawia się dziadek, jest on tak jakby wyczarowany przez Drosselmeyera, przez prawie cały spektakl ma na plecach coś na kształt garbu (dopiero w wyżej podanym pas de deux się go pozbywa), a brodę pomalowaną na biało (co chyba podkreśla, że nie przemienił się do końca w prawdziwego człowieka). Następnie Klara bierze z nim ślub - pierwszy raz się z takim rozwiązaniem spotkałam, co również zaaranżowane jest w dość zabawny sposób, a zwyczajowa podróż do krainy słodyczy to po prostu ich podróż poślubna ;) Wszystkie tańce charakterystyczne są w tej części naprawdę świetnie ułożone, bardzo pomysłowo i dlatego też bardzo mi się podobały;) Cóż dalej, Klara oczywiście się budzi i wszystko znika, ale koniec jest zaaranżowany w taki sposób, na jaki żaden choreograf chyba do tej pory nie wpadł, a dokładnie tego mi tutaj brakowało.
Muzyka wprowadza chwilę grozy, Klara podnosi się z fotela i stoi sama na środku pokoju przyglądając się zabawce dziadka. Wtedy drzwi wyjściowe się otwierają i wchodzą jakieś dwie, przez ciemność niezbyt wyraźnie widoczne postaci (stan grozy w ścieżce dźwiękowej nadal jest podtrzymywany). Muzyka jest świetnie poprowadzona (to ten moment z pierwszego aktu, kiedy Klarę napadają myszy, a potem po raz pierwszy pojawia się dziadek), Klara odwraca się i widzi, że Drosselmeyer przyprowadził jakiegoś młodzieńca, ale już nie żadnego dziadka, księcia etc., ale ubranego normalnie chłopaka. Młodzieniec wygląda oczywiście identycznie jak wyśniony przez Klarę książę, dlatego jest zachwycona, ale chłopak przez chwilę zdaje się nie zwracać na nią uwagi. Po chwili patrzy na nią i delikatnie się uśmiecha, Drosselmeyer wycofuje się w tył, a on powoli wyciąga z kieszeni chustkę i zawiązuje ją na szyi Klary. Co do chustki to trzeba zwrócić uwagę, że nie jest to zwykła, jakaś tam chustka, ale dokładnie ta, którą wcześniej Klara zawiązała głowę jeszcze zabawki-dziadka, kiedy została uszkodzona przez jej niesfornego brata. Czyli wygląda na to, że młodzieniec wynurza się z marzenia sennego, pozornie się nie znają, ale od początku jest coś, co ich łączy, czego "symbolem" staje się właśnie ta chustka. Później Drosselmeyer bierze do ręki dziadka i patrzy na niego znacząco, a młodzi zaczynają razem tańczyć, koniec;) Wiem, że jak staram się opowiedzieć to pewnie brzmi banalnie, ale naprawdę strasznie miło się to oglądało.. nareszcie zakończenie miało ręce i nogi, to znaczy jakoś sensownie domknięto najważniejszy wątek.
I oczywiście świetna obsada, Noella Ponois jako Klara rewelacyjna, świetny Rudy Bryans jako Drosselmeyer no i Ganio również ;)
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
aaaaaa o tę wersje chodzi :) . Myślałam, ze potem R. Petit "zrobił" jeszcze jakąś miniaturę dla grupy w Marsylii; cos w stylu tych bialych łabędzi.
A skoro o tą paryska wersję Dziadka chodzi, to bardzo dziękuję za fragment nagrania i bardzo plastyczny opis ;) . Cudowna rzecz. Sądzę, ze gdybym obejrzala całe nagranie, to mogłoby to byc moje ulubione nagranie Dziadka i zdecydownie przebić mojego dotychczasowego faworyta czyli Dziadka z Royal Ballet z Anglii.
No i sama Noëlla Pontois .... mistrzyni po prostu. Lekkość, wyjatkowa rownowaga, romantyczna gracja i delikatny styl . Wielokrotnie cudowna partnerka cudownego Rudolfa Nureyev`a.... Szkoda, ze tuz po moich urodzinach została emerytką . Gdyby dzis tanczyla , to nie wiem szczerze, czy by nie stanęła na moim subiektywnym podium ex equo z Dianą Vishnewą, czy nawet ciut wyżej... Ciężko przesądzić, bo w zbyt niewielu rzeczach Noelle mialam okazje widziec...
Ogolnie to najlepsze chyba PDD z Dziadka , jakie widzialam. A przynajmniej żeńska jego część...
A skoro o tą paryska wersję Dziadka chodzi, to bardzo dziękuję za fragment nagrania i bardzo plastyczny opis ;) . Cudowna rzecz. Sądzę, ze gdybym obejrzala całe nagranie, to mogłoby to byc moje ulubione nagranie Dziadka i zdecydownie przebić mojego dotychczasowego faworyta czyli Dziadka z Royal Ballet z Anglii.
No i sama Noëlla Pontois .... mistrzyni po prostu. Lekkość, wyjatkowa rownowaga, romantyczna gracja i delikatny styl . Wielokrotnie cudowna partnerka cudownego Rudolfa Nureyev`a.... Szkoda, ze tuz po moich urodzinach została emerytką . Gdyby dzis tanczyla , to nie wiem szczerze, czy by nie stanęła na moim subiektywnym podium ex equo z Dianą Vishnewą, czy nawet ciut wyżej... Ciężko przesądzić, bo w zbyt niewielu rzeczach Noelle mialam okazje widziec...
Ogolnie to najlepsze chyba PDD z Dziadka , jakie widzialam. A przynajmniej żeńska jego część...