Festiwal sztuki mimu
[quote:18344a15d5="sisi"]jeśli mnie pamięć nie myli (ale nie jestem pewna) to Leszek Bzdyl zanim został tancerzem, był własnie mimem...[/quote:18344a15d5]
Tak, to prawda, i to u samego Tomaszewskiego...
~.~.~.
Kasiu, ja tego spektaklu nie widziałam, ale jestem wielka wielbicielką Derevo, i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby mogłi wypuścić coś słabego ;) No ale to też kwestia 'lubienia' konwnecji - a oni mają dość specyficzną, łagodnie mówiąc...
Tak, to prawda, i to u samego Tomaszewskiego...
~.~.~.
Kasiu, ja tego spektaklu nie widziałam, ale jestem wielka wielbicielką Derevo, i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby mogłi wypuścić coś słabego ;) No ale to też kwestia 'lubienia' konwnecji - a oni mają dość specyficzną, łagodnie mówiąc...
[quote:11ae353551="Joanna"]Kasiu, ja tego spektaklu nie widziałam, ale jestem wielka wielbicielką Derevo, i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby mogłi wypuścić coś słabego ;) No ale to też kwestia 'lubienia' konwnecji - a oni mają dość specyficzną, łagodnie mówiąc...[/quote:11ae353551]
no tak - dla wielbiciela to może byc zupełnie nie do pojęcia, że coś było nie tak (albo ze komus po prostu się nie podobało) - rozumiem. Co do konwencji - pewnie ze specyficzna. Trzy dni wczesniej na festiwalu oglądałam spektakl Semianiuki - teatru "Licedei" - jakby macierzystej grupy "Dereva". Nie byłam zachwycona (clownów to nawet w cyrku nie lubiłam), ale po wczorajszym występie "Dereva" zmieniłam zdanie - przedstawienie Semianiuki było swietne ;)
no tak - dla wielbiciela to może byc zupełnie nie do pojęcia, że coś było nie tak (albo ze komus po prostu się nie podobało) - rozumiem. Co do konwencji - pewnie ze specyficzna. Trzy dni wczesniej na festiwalu oglądałam spektakl Semianiuki - teatru "Licedei" - jakby macierzystej grupy "Dereva". Nie byłam zachwycona (clownów to nawet w cyrku nie lubiłam), ale po wczorajszym występie "Dereva" zmieniłam zdanie - przedstawienie Semianiuki było swietne ;)
Do Łodzi trochę mi nie po drodze.
[quote:ff46459da8]Olciu, na każdy spektakl na festiwalu sa sprzedawane wejściówki - po 10 zł. Wystarczy być troche wcześniej (myślę że na Derevo dużo wczesniej) i wejdziesz na spektakl - potem można albo stac pod scianą albo usiąść na schodkach. Wczoraj na Semianiukach tak własnie było - po raz pierwszy na festiwalu był nadkomplet..[/quote:ff46459da8]
Szkoda, że weszłam tu dopiero teraz, bo chętnie bym się wybrała na Derevo a nie wiedziałam, że jest taka możliwość. Jednak moja chęć obejrzenia pantomimy już i tak została zaspokojona na piątkowym spektaklu, który mi się spodobał :D (porównania z innymi nie mam, ponieważ na pantomimie byłam pierwszy raz).Chociaż clownowania też było sporo.
[quote:ff46459da8]Olciu, na każdy spektakl na festiwalu sa sprzedawane wejściówki - po 10 zł. Wystarczy być troche wcześniej (myślę że na Derevo dużo wczesniej) i wejdziesz na spektakl - potem można albo stac pod scianą albo usiąść na schodkach. Wczoraj na Semianiukach tak własnie było - po raz pierwszy na festiwalu był nadkomplet..[/quote:ff46459da8]
Szkoda, że weszłam tu dopiero teraz, bo chętnie bym się wybrała na Derevo a nie wiedziałam, że jest taka możliwość. Jednak moja chęć obejrzenia pantomimy już i tak została zaspokojona na piątkowym spektaklu, który mi się spodobał :D (porównania z innymi nie mam, ponieważ na pantomimie byłam pierwszy raz).Chociaż clownowania też było sporo.
pozdsumowanie festiwalu w Rzeczpospolitej:
Zaskakujące pomysły Rosjan
Jeśli festiwal miał pokazać kondycję tej sztuki w Europie i u nas, to zamiar organizatorów powiódł się w pełni
- Francja i Polska mogą poszczycić się ogromnymi tradycjami - podkreślał w rozmowach goszczący na Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Mimu amerykański artysta Gregg Goldston. Miał rację, ale nie do końca. Bogata przeszłość nie oznacza atrakcyjnej teraźniejszości, przede wszystkim zaś zapomniał o Rosjanach, którzy mocno zaznaczyli obecność na imprezie, organizowanej po raz piąty w Warszawie.
Występ Teatru Derevo był największą atrakcją tegorocznego festiwalu. Ci, którzy pragnęli zdobyć bilety lub choćby wejściówki, stali w długiej kolejce na ulicy przed Teatrem Na Woli, szczęśliwcy zajęli każdy skrawek przestrzeni na widowni. Anton Adasinski z zespołem przywiózł swój spektakl "Pewnego razu", typowy dla sztuki, jakiej od ponad 15 lat hołduje petersburski artysta. Ta liryczno-komediowa przypowieść o poszukiwaniu miłości wywodzi się z pantomimy, ale łączy się z tańcem, odniesieniami do dawnej rosyjskiej awangardy i współczesnego teatru offowego, performance'u i happeningu.
Propozycje Teatru Derevo to jedyna w swoim rodzaju mieszanka, zaskakująca bogactwem pomysłów, ale i rozwichrzeniem obrazów, sytuacji, rozwiązań plastycznych czy inscenizacyjnych. Znakomity warsztat wykonawców, zarówno samego Adasinskiego, jak i znacznie od niego młodszych członków grupy, pozwala Rosjanom na popisy w pojedynczych etiudach. Te jednak nie układają się w spójną całość tak jak w przypadku innego petersburskiego zespołu, Teatru Licedei. Jego spektakl "Semianuki" to popis absolutnego mistrzostwa.
Ta grupa działa od 37 lat, z niej wywodzi się też Anton Adasinski, który tu zdobywszy umiejętności, zdecydował się na artystyczną samodzielność. Licedei hołduje klasycznej, klaunowskiej pantomimie, ale dodaje do niej współczesną groteskę, żart najwyższej próby, który mimo rubaszności nigdy nie przekracza granic dobrego smaku. Tak właśnie tradycja przemienia się w bardzo nowoczesne, żywiołowe widowisko.
Dobry mim to jednak ten, który nie tylko umie rozbawić publiczność. Sztuka bez słów jest szczególnie piękna, gdy bawiąc, zmusza dorefleksji i dodaje odrobiny poezji. Najpełniej potrafił to uczynić wielki Marcel Marceau, wcielając się w wymyślonego przez siebie Bipa, śmiesznego, ale wzruszającego zarazem. Ta postać jednak żyje na scenach w kreacjach kolejnych artystów, dowodząc genialności słynnego Francuza. Młodszym bratem Bipa jest nieszczęśliwie zakochany nieustanny pechowiec ze spektaklu Teatru Derevo, ten sam rodowód mają przejmujący w swym zagubieniu w okrutnym, absurdalnym świecie dwaj bohaterowie spektaklu "Aux pieds de la lettre" brazylijsko-francuskiego Teatru Dos a Deux, oryginalnie łączącego pantomimę z czarnym teatrem. To był kolejny popis perfekcyjnych umiejętności. Kontynuuje tę tradycję także Amerykanin Gregg Goldston. On jeden najbardziej ufa wymowie prostych gestów i nie dodaje do nich innych środków. Jest sam na pustej scenie, lecz cały czas przykuwa uwagę widzów wspaniałą mimiką twarzy, wystudiowanymi ruchami dłoni.
Z polskich tradycji pozostało niewiele. Wrocławski Teatr Formy Józefa Markockiego nawiązuje, co prawda, do dokonań Henryka Tomaszewskiego, ale jego "Ulica krokodyli" nie ma ani siły wyrazu, ani urody plastycznej dawnych spektakli wrocławskiego mistrza. Literackich inspiracji starczyło na kilka nastrojowych obrazów wywodzących się wprost z prozy Brunona Schulza, reszta przypominała dość bezładne starania połączenia kilku obrazów w spójny spektakl. Warszawski Teatr Akt w "Krótkiej historii obłękicie" próbował z ciał wykonawców tworzyć plastyczne kompozycje, ale, jakby nie wierząc, iż jest to możliwe, w finale zamienił je w żart i próbował widzów przekonać, że była to jedynie zabawa formą. Bartłomiej Ostapczuk dał krótki, niestety, popis umiejętności jako partner Gregga Goldstona. I to już wszystko, trochę mało jak na tak bogatą przeszłość.
JACEK MARCZYŃSKI
Zaskakujące pomysły Rosjan
Jeśli festiwal miał pokazać kondycję tej sztuki w Europie i u nas, to zamiar organizatorów powiódł się w pełni
- Francja i Polska mogą poszczycić się ogromnymi tradycjami - podkreślał w rozmowach goszczący na Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Mimu amerykański artysta Gregg Goldston. Miał rację, ale nie do końca. Bogata przeszłość nie oznacza atrakcyjnej teraźniejszości, przede wszystkim zaś zapomniał o Rosjanach, którzy mocno zaznaczyli obecność na imprezie, organizowanej po raz piąty w Warszawie.
Występ Teatru Derevo był największą atrakcją tegorocznego festiwalu. Ci, którzy pragnęli zdobyć bilety lub choćby wejściówki, stali w długiej kolejce na ulicy przed Teatrem Na Woli, szczęśliwcy zajęli każdy skrawek przestrzeni na widowni. Anton Adasinski z zespołem przywiózł swój spektakl "Pewnego razu", typowy dla sztuki, jakiej od ponad 15 lat hołduje petersburski artysta. Ta liryczno-komediowa przypowieść o poszukiwaniu miłości wywodzi się z pantomimy, ale łączy się z tańcem, odniesieniami do dawnej rosyjskiej awangardy i współczesnego teatru offowego, performance'u i happeningu.
Propozycje Teatru Derevo to jedyna w swoim rodzaju mieszanka, zaskakująca bogactwem pomysłów, ale i rozwichrzeniem obrazów, sytuacji, rozwiązań plastycznych czy inscenizacyjnych. Znakomity warsztat wykonawców, zarówno samego Adasinskiego, jak i znacznie od niego młodszych członków grupy, pozwala Rosjanom na popisy w pojedynczych etiudach. Te jednak nie układają się w spójną całość tak jak w przypadku innego petersburskiego zespołu, Teatru Licedei. Jego spektakl "Semianuki" to popis absolutnego mistrzostwa.
Ta grupa działa od 37 lat, z niej wywodzi się też Anton Adasinski, który tu zdobywszy umiejętności, zdecydował się na artystyczną samodzielność. Licedei hołduje klasycznej, klaunowskiej pantomimie, ale dodaje do niej współczesną groteskę, żart najwyższej próby, który mimo rubaszności nigdy nie przekracza granic dobrego smaku. Tak właśnie tradycja przemienia się w bardzo nowoczesne, żywiołowe widowisko.
Dobry mim to jednak ten, który nie tylko umie rozbawić publiczność. Sztuka bez słów jest szczególnie piękna, gdy bawiąc, zmusza dorefleksji i dodaje odrobiny poezji. Najpełniej potrafił to uczynić wielki Marcel Marceau, wcielając się w wymyślonego przez siebie Bipa, śmiesznego, ale wzruszającego zarazem. Ta postać jednak żyje na scenach w kreacjach kolejnych artystów, dowodząc genialności słynnego Francuza. Młodszym bratem Bipa jest nieszczęśliwie zakochany nieustanny pechowiec ze spektaklu Teatru Derevo, ten sam rodowód mają przejmujący w swym zagubieniu w okrutnym, absurdalnym świecie dwaj bohaterowie spektaklu "Aux pieds de la lettre" brazylijsko-francuskiego Teatru Dos a Deux, oryginalnie łączącego pantomimę z czarnym teatrem. To był kolejny popis perfekcyjnych umiejętności. Kontynuuje tę tradycję także Amerykanin Gregg Goldston. On jeden najbardziej ufa wymowie prostych gestów i nie dodaje do nich innych środków. Jest sam na pustej scenie, lecz cały czas przykuwa uwagę widzów wspaniałą mimiką twarzy, wystudiowanymi ruchami dłoni.
Z polskich tradycji pozostało niewiele. Wrocławski Teatr Formy Józefa Markockiego nawiązuje, co prawda, do dokonań Henryka Tomaszewskiego, ale jego "Ulica krokodyli" nie ma ani siły wyrazu, ani urody plastycznej dawnych spektakli wrocławskiego mistrza. Literackich inspiracji starczyło na kilka nastrojowych obrazów wywodzących się wprost z prozy Brunona Schulza, reszta przypominała dość bezładne starania połączenia kilku obrazów w spójny spektakl. Warszawski Teatr Akt w "Krótkiej historii obłękicie" próbował z ciał wykonawców tworzyć plastyczne kompozycje, ale, jakby nie wierząc, iż jest to możliwe, w finale zamienił je w żart i próbował widzów przekonać, że była to jedynie zabawa formą. Bartłomiej Ostapczuk dał krótki, niestety, popis umiejętności jako partner Gregga Goldstona. I to już wszystko, trochę mało jak na tak bogatą przeszłość.
JACEK MARCZYŃSKI