Nasze zwierzęta domowe
-
Dancer in the rain
- Posty: 82
- Rejestracja: ndz cze 11, 2006 10:40 pm
ohh, Cheryl przypomniałaś mi tą historią pewną osobę... :lol:
wiem że to nieśmieszne, ale...
moja siostra chodziła do zerówki z taką Klaudyną. tak kochała zwierzęta że je.... mordowała. raz przyszła pod dom pewnej dziewczyny [Agnieszka się nazywa, jeszcze pamiętam imię!], wzieła małego pieska który biegał po podwórku wzieła go i po prostu go udusiła.
potem wzięto ją do szkoły specjalnej ["czwóra" tak u nas w Braniewie zwana - szkoda że w Ustce czegoś takiego nie ma... przydało by się].
pozatym... pani Danka, mama kumpeli siostry [z resztą ona też jest moją kumpelą, ale te się dłużej znaja :P] prowadziła niegdyś sklep zabawkowo-papierniczy. Klaudyna często do niej przychodziła robić cyfrówką zdjęcia kotkom z np. zeszytów [ojj duża już była wtedy. z 16 lat?]
z resztą to psychiczne dziecko było... pani Danka tak naprawde się jej bała, bo podobno strasznie silne z tej Klaudyny babsko jest... nie raz ją uderzyła bo nie chciała jej dać jakiegoś tam zeszytu [często podczas tych sesji je niszczyła]
ale nie zapomnę pewnej śmiesznej historii która wydarzyła się gdzieś 4 lata temu... :lol: :lol:
przyszłam raz do pani Danki by kupić sobie zeszyty do szkoły. nagle wpada do zabawkowego jej matka. w kapciach [sic!] i krzyczy że Klaudyna rodzi. my obie takie: ":shock: :shock:" oczy, spojrzałyśmy na siebie z wyrazem twarzy: "Klaudyna będzie miała dziecko?! co jest grane?!". potem jej matka dodaje: "Klaudyna potrzebuje bobasa, bo rodzi!".
musiałam wyjść ze sklepu, bo myślałam że się udusze ze śmiechu. brawa dla pani Danki że zachowała kamienną twarz! tyle że jak weszłam do sklepu spowrotem to śmiałyśmy się kilkanaście minut :lol: :lol: :lol:
wiem że to nieśmieszne, ale...
moja siostra chodziła do zerówki z taką Klaudyną. tak kochała zwierzęta że je.... mordowała. raz przyszła pod dom pewnej dziewczyny [Agnieszka się nazywa, jeszcze pamiętam imię!], wzieła małego pieska który biegał po podwórku wzieła go i po prostu go udusiła.
potem wzięto ją do szkoły specjalnej ["czwóra" tak u nas w Braniewie zwana - szkoda że w Ustce czegoś takiego nie ma... przydało by się].
pozatym... pani Danka, mama kumpeli siostry [z resztą ona też jest moją kumpelą, ale te się dłużej znaja :P] prowadziła niegdyś sklep zabawkowo-papierniczy. Klaudyna często do niej przychodziła robić cyfrówką zdjęcia kotkom z np. zeszytów [ojj duża już była wtedy. z 16 lat?]
z resztą to psychiczne dziecko było... pani Danka tak naprawde się jej bała, bo podobno strasznie silne z tej Klaudyny babsko jest... nie raz ją uderzyła bo nie chciała jej dać jakiegoś tam zeszytu [często podczas tych sesji je niszczyła]
ale nie zapomnę pewnej śmiesznej historii która wydarzyła się gdzieś 4 lata temu... :lol: :lol:
przyszłam raz do pani Danki by kupić sobie zeszyty do szkoły. nagle wpada do zabawkowego jej matka. w kapciach [sic!] i krzyczy że Klaudyna rodzi. my obie takie: ":shock: :shock:" oczy, spojrzałyśmy na siebie z wyrazem twarzy: "Klaudyna będzie miała dziecko?! co jest grane?!". potem jej matka dodaje: "Klaudyna potrzebuje bobasa, bo rodzi!".
musiałam wyjść ze sklepu, bo myślałam że się udusze ze śmiechu. brawa dla pani Danki że zachowała kamienną twarz! tyle że jak weszłam do sklepu spowrotem to śmiałyśmy się kilkanaście minut :lol: :lol: :lol: