Dzięki Gościu za rysunek instruktażowy :lol: . Okazuje się, że posiadam jakąś baletową intuicję :wink: , bo koczek robię w "idealnym" miejscu, chociaż o tej zasadzie nie miałam zielonego pojęcia.
słyszałam też teorię że kok zrobiony maksymalnie wysoko pomaga w utrzymaniu pionu (temu "ciągnięciu się w górę" o którym napewno słyszycie na każdej lekcji :) )
ale jak już wysokość koczka, to uważam, że może być na każdej wysokości (nawet na tym nielubianej przez Marysię broda-ucho-głowa), byleby:
a) trzymał się i nie rozwalał
b) był w miarę..ee.. płaski. ma uraz do tzw (jak to ja nazywam) wież.
No tak, ale w szkołach baletowych istnieją pewne reguły. :roll: Inna sprawa, że da się je czasem ominąć. :D Ja wolę mieć kok na samym dole, nie wiem, jakoś duużo lepiej wyglądam, bardziej "baletowo" i z przedziałkiem- jak mam bez, to wyglądam eee... tragicznie.
Mi się podobają koki tak mniej-więcej na środku głowy (z początkiem pod kątem prostym do szyi), ale nie robię takich, bo niewygodnie mi się leży na plecach i fryzurka łatwo się rozpada. Jeśli już, to preferuję dosyć wysokie. Są wygodne i NAPRAWDĘ pomagają wyciągać się w górę :D
Ja też nie lubie takich wysokich koczków typu broda-ucho-koczek. I nie wygląda to u mnie dobrze... A jakoś nie wydaje mi sie zeby koczek mial wpływ na poin choc moge sie mylic...
heheh ja chodze w koczku po cywilu badzo czesto własnie w takim niegrzecznym...ja nie amm z tym problemu bo jak n ie prostuje włosów to mi sie kreca i zrobienie takiego koczka to sekunda.....