Jeżeli choci o ćwiczenia z klasyki to zawsze kiedy nadarzy się okazja. Ale ogólnorozwojówka jakieś 30 do 60 min dziennie, weekendy wolne. No i łapie się na tym, że idąć ulicą uda mi się zrobić co nieco, aż ludzie się czasami dziwnie patrzą.... Gorąca krew :D
no to masz szczęście, Joasiu. dlatego, że masz warunki 'mieszkalno-pokojowe' i dlatego, że masz czas... ach, gdybym ja miała 3 godziny dziennie na taniec... <rozmarzony>
No..., ja też bym tak chciała. A tu nie ma kiedy, bo juz mi czasu brakuje. :(
Kiedy ty na to znajdujesz czas (oprócz szkoły)? Bo wtedy zawsze można coś ćwiczyć pod ławką np. podbicie :D
Jeżeli dobrze zrozumiałam twój post, to wcale nie daje to dobrych efektów, a wręcz przeciwnie. Systematyczne ćwiczenia pochłaniające mniej czasu są dużo bardziej efektowne od długich, ale raz na jakiś czas.
Tak to się można uszkodzić.
Ja ćwicze w domu codziennie ok 1 - 1,5 godziny plus rozciąganie. Czsami jednak wracam tak padnięta, że nie jestem w stanie. Przerwy w ćwiczeniach robie " na czuja". Najcześciej wiem, kiedy jestem przemęczona i musze odpocząc dzień lub dwa (najczesciej jest to w weekend , kiedy nie mam zajęc w szkole). Wiem, że odpocznek jest bardzo ważny ale czasami po prostu zrobienie dnia przerwy sprawia mi czysto psychologiczną trudność :roll:
Ja ćwicze kiedy tylko mogę i kiedy mam czas .
Czasem nawet jak uczę się historii czy czegoś innego to się rozciagam w szpagacie.Często też po kąpieli skacze wszystkie skoki jakie znam,albo stoje w atiutit(niewiem jak sie pisze)i uczę się .Wszyscy mówią ,że to już choroba a ja to kooooooooooocham. :D
ja gdy przechodze przez korytarz lub przez moj pokoj, to przewaznie musze zrobic wyrzut prawej nogi do przodu. eheh. a rozciagam sie czesto przed snem. pozdrowionka dla wszystkich.:) (to musze to nie znaczy w tym sensie ze ktos lub cos mnie zmusza, tylko samo tak przychodzi:) )