konie
[quote:d9bc2aab52]bo się boją! gdzie mają uciekać, skoro są w boksie? to jest oznaka strachu, a nie złośliwości.[/quote:d9bc2aab52]
Konkretnie miałam na myśli 'konie trudne', czyli takie, z którymi ciężko jest współpracować, nawet podczas podawania im pokarmu.
A myślisz, że kiedy zwierzę jest groźne? Kiedy się boi! Tak jest nie tylko z końmi ;)
Nie wyobrażam sobie sytuacji, że spotykam w lesie konia i zawracam. To nawet dosyć śmieszne :lol: bo bym na normalny spacerek nie mogła pójść. :mrgreen:
Konie z naszej stadniny oswojone są z psami i moja Lena boi się tak samo jak ten koń(a nawet bardziej, bo on jest potężniejszy). Dlatego łapię ją i przeczekuję. Ten koń nie jest w odległości paru metrów ode mnie, ale parenastu. No, czasami bliżej.
Zresztą, nigdy nie będę schodzić koniom z drogi, bo naprawdę bym nie mogła normalnego spacerku zaliczyć. Nawet idąc po ulicy spotykam konie, a czy to jest miejsce dla nich? :P Wtedy niech one spływają, a nie... jeszcze zostawiają po sobie ślady.
Ale to już jest z kolei bezczelne, bo konie powinny nosić te swoje worki na odchody, gdy idą na wycieczką po osiedlu.
Bo później idziesz i musisz omijać to co po sobie zostawiają.
Raz już nawet doszło do przesady, więc złożyliśmy skargę(i my i sąsiedzi) na jeźdców, dzięki czemu sytuacja się trochę poprawiła i nie ma już tylu koni na drodze :)
[quote:d9bc2aab52]ale nigdy nie mamy pewności. lepiej np. krzyknąć i spytać, czy można przejść obok, a gdy nie można, to poprosić o ominięcie lub ominąć samemu.[/quote:d9bc2aab52]
Już mi sie wydaje, że taki krzyk może bardziej wystraszyć niz zwykłe przeczekanie.
Ma się w tym doświaczenie wieloletnie :mrgreen: Jak dotąd, nikt nigdy nie ucierpiał, a jeździec tylko się uśmiecha gdy widzi, że ktoś go przepuszcza.
Jak się natomiast czasem zdarzy taki, co zacznie mordę drzeć, za przeproszeniem, to i ja drę, a co mi . :P
Konkretnie miałam na myśli 'konie trudne', czyli takie, z którymi ciężko jest współpracować, nawet podczas podawania im pokarmu.
A myślisz, że kiedy zwierzę jest groźne? Kiedy się boi! Tak jest nie tylko z końmi ;)
Nie wyobrażam sobie sytuacji, że spotykam w lesie konia i zawracam. To nawet dosyć śmieszne :lol: bo bym na normalny spacerek nie mogła pójść. :mrgreen:
Konie z naszej stadniny oswojone są z psami i moja Lena boi się tak samo jak ten koń(a nawet bardziej, bo on jest potężniejszy). Dlatego łapię ją i przeczekuję. Ten koń nie jest w odległości paru metrów ode mnie, ale parenastu. No, czasami bliżej.
Zresztą, nigdy nie będę schodzić koniom z drogi, bo naprawdę bym nie mogła normalnego spacerku zaliczyć. Nawet idąc po ulicy spotykam konie, a czy to jest miejsce dla nich? :P Wtedy niech one spływają, a nie... jeszcze zostawiają po sobie ślady.
Ale to już jest z kolei bezczelne, bo konie powinny nosić te swoje worki na odchody, gdy idą na wycieczką po osiedlu.
Bo później idziesz i musisz omijać to co po sobie zostawiają.
Raz już nawet doszło do przesady, więc złożyliśmy skargę(i my i sąsiedzi) na jeźdców, dzięki czemu sytuacja się trochę poprawiła i nie ma już tylu koni na drodze :)
[quote:d9bc2aab52]ale nigdy nie mamy pewności. lepiej np. krzyknąć i spytać, czy można przejść obok, a gdy nie można, to poprosić o ominięcie lub ominąć samemu.[/quote:d9bc2aab52]
Już mi sie wydaje, że taki krzyk może bardziej wystraszyć niz zwykłe przeczekanie.
Ma się w tym doświaczenie wieloletnie :mrgreen: Jak dotąd, nikt nigdy nie ucierpiał, a jeździec tylko się uśmiecha gdy widzi, że ktoś go przepuszcza.
Jak się natomiast czasem zdarzy taki, co zacznie mordę drzeć, za przeproszeniem, to i ja drę, a co mi . :P
[quote:8201597e7b="Kasia :))"]Konkretnie miałam na myśli 'konie trudne', czyli takie, z którymi ciężko jest współpracować, nawet podczas podawania im pokarmu.[/quote:8201597e7b]
takie konie raczej też nic nie robią bez powodu...
my mamy taką 'niedotykalską' w stajni, zraziłam się do niej, bo kiedyś chciała mnie ugryźć. ale po jakimś czasie postanowiłam zobaczyć, jak to z nią jest - wystarczyło, że nie pchałam jej się pod boks głaskać tylko spokooojnie i powoli podchodziłam, dawałam przysmaki. teraz mogę do niej podejść, wyprzytulać, a ona jeszcze mnie obślini ;) a wystarczyło, że zobaczyłam jej wzrok, gdy konie dostawały np. cukierki, a ona nie... nigdy nie zapomnę wyrazu jej pyska. uszy postawione, oczy wielkie, błyszczące, mokre, pełne żałości, mało jej nie wychodziły z orbit tak się patrzyła, jak inne konie jedzą... aż się płakać chciało, to zaczęłam jej dawać. od tej pory nie spróbowała mnie ugryźć, nic. nie taki diabeł straszny... :)
takie konie raczej też nic nie robią bez powodu...
my mamy taką 'niedotykalską' w stajni, zraziłam się do niej, bo kiedyś chciała mnie ugryźć. ale po jakimś czasie postanowiłam zobaczyć, jak to z nią jest - wystarczyło, że nie pchałam jej się pod boks głaskać tylko spokooojnie i powoli podchodziłam, dawałam przysmaki. teraz mogę do niej podejść, wyprzytulać, a ona jeszcze mnie obślini ;) a wystarczyło, że zobaczyłam jej wzrok, gdy konie dostawały np. cukierki, a ona nie... nigdy nie zapomnę wyrazu jej pyska. uszy postawione, oczy wielkie, błyszczące, mokre, pełne żałości, mało jej nie wychodziły z orbit tak się patrzyła, jak inne konie jedzą... aż się płakać chciało, to zaczęłam jej dawać. od tej pory nie spróbowała mnie ugryźć, nic. nie taki diabeł straszny... :)