Pod koniec tamtego roku pytałam się pani Aiszy o pointy (bo mam na ich punkcie bzika) i uzyskałam odpowiedź, że raczej ich nie będzie na "zwykłych" zajęciach - głównie dlatego, że traci się czas na przebieranie butków w trakcie lekcji, a poza tym - by nie ukrzywdzić panów, którzy przecież chodzą z nami na lekcje... Ale dostałam też pozwolenie na poćwiczenie sobie przed albo po zajęciach z własnymi pointami. Ponieważ miałam już kiedyś lekcje na palcach, przynoszę sobie czasem moje grishki i przez te 15 min. przyćwiczam w kątku (sala w NCK to jednak nie to samo, co wysłużony dywan w moim pokoju, który się wiecznie zawija i obkleja czubki point czerwoną wełenką).
Mam jednak takie przeczucie, ze gdyby zebrało się parę fanatyczek point, pani Aisza zrobiłaby może osobne zajęcia z tej techniki, np. 1x w tygodniu. co o tym sądzicie?
W końcu pointy są też bardziej widowiskowe na scenie niż półpalce, może nawet udałoby się to kiedyś wykorzystać w jakimś spektaklu??? (oczywiście, zawsze przychodzi mi na myśl mój zespół marzeń "Wesołe Wraki" i jakaś rola na pointach z cyklu zapracowana pani domu w fartuchu i ze ścierką, miesza rosół w pointach i w ten sposób zaczyna grand pas de deux).
Dzięki Ci kvfiatku za odpowiedź! Myślę, że dużo zyskamy w NCK.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie
