Filmy baletowe w Internecie (linki)

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Cheryl
Posty: 1890
Rejestracja: czw sie 03, 2006 1:21 pm

Post autor: Cheryl »

Alina Somova Danila Korsuntsev La Bayadere Act I Pas de Deux Kirov Mariinsky Ballet
http://www.youtube.com/watch?v=_7UY8widtVM&hl=pl
co o tym sądzicie? :)

http://www.tudou.com/programs/view/PDpxvhk0HyU/
Somova w wariacji Gamzatti - szkoła :))
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

Póki jeszcze jest na youtube, wrzucę kilka linków do różnych wykonań choreografii Balanchine'a, którą ostatnio bardzo polubiłam, a mianowicie [beb]Tarantella[/beb] :smile:

[URL=http://www.youtube.com/watch?v=Pfoi3ZihYeY&feature=channel_page]1. Leonid Sarafanov i Victoria Tereshkina z Mariinki[/URL]
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=ONZHEZ5P4xg&feature=channel_page]2. Ponownie Leonid Sarafanov, tym razem z Nadezhdą Gonchar[/URL]
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=4Eo8mWQcZiw&feature=channel]3. Trochę starsza Mariinka - Margarita Kulik i Vladimir Kim[/URL]
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=2sT_xmUTw3w&feature=channel]4. Michaił Barysznikow i Patricia Mcbride[/URL]

A na koniec moje ulubione: [URL=http://www.youtube.com/watch?v=QtM6uu6INwg&feature=channel]Yelizaveta Cheprasova i Filip Stepin, młodzi tancerze z Mariinki[/URL]

Jak wam się podoba?
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Jak dla mnie wyśmienita jest interpretacja Barysznikowa (zresztą i McBride jak najbardziej, według mnie zdecydowanie najlepsza jeśli chodzi o to, co powyżej do wyboru z tancerek, ba, doskonała, tak więc ich obojga interpretacja, poza tym najlepiej wyczuli charakter tańca ;) Ale w sumie trudno się dziwić, skoro Barysznikow celował w większości układów Balanchine'a, doskonale mu leży ta choreografia, co tu dużo mówić.. poza tym uwielbiam go za to - najbardziej, że jest kompletnym przeciwieństwem tancerza typu staccato, co znaczy, że jest wprost ideałem, a już na pewno jeśli chodzi o tak pełne energii i charyzmy układy - to jego żywioł :) Czyli, że jego kroki i figury są jak najbardziej spójne, płynne, tworzą doskonałą całość, nie ma żadnego drobienia, taniec to taniec i koniec - tak więc jeśli chodzi o to "przeciwieństwo" to w tym wypadku do niego bez wątpienia należy ostatnie słowo. Ale podoba mi się tak samo to starsze wykonanie z Maryjskiego, szczególnie Vladimir Kim moim zdaniem świetnie wszystko zatańczył, inaczej niż Barysznikow, ale widać, że ten styl tańca również leży jak najbardziej w jego charakterze, poza tym trochę mi kogoś przypomina (innego tancerza), ale to już inna rzecz ;) I koniec końców Sarafanow także bardzo dobrze pasuje osobowościowo do tego układu, jego wykonanie naprawdę mi się podoba, ale bardziej chyba to z Nadezhdną Gonchar.
Bajaderka
Posty: 2382
Rejestracja: wt lis 22, 2005 8:45 pm

Post autor: Bajaderka »

Giselle z Tokyo Ballet. Diana Vishneva&Vladimir Malakhov

[URL=http://www.youtube.com/watch?v=IIAI_u5BI4Q&feature=channel_page]cz.1[/URL]
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=0p6C-4uK1u0&feature=channel_page]cz.2[/URL]
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=5PfIHRrxCsA&feature=channel_page]cz.3[/URL]
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=bSr9fuc1FoY&feature=channel_page]cz.4[/URL]
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=8_Zix4b_068&feature=channel_page]cz.5[/URL]

Częsci będzie jedenaście aczkolwiek użytkownik jeszcze nie zdążył wszystkiego przesłać, więc jeśli ktoś chce oglądnąć całość to śledzić 8)

Dla mnie wersja warta oglądnięcia, choć Malakhov nie błyszczy jeśli chodzi o moje zdanie. Bardzo mnie zdziwiła wersja Peasant Pas de Deux, cztery tancerki i czterech tancerzy- nie jestem za takim rozwiązaniem aczkolwiek nigdy wcześniej nie spotkałam się z nim w klasycznych baletach duzej rangi. Bardziej w studiach baletowych-gdzie kilka dziewczynek ćwiczy jedną wariacje na raz i tak samo wyglądają pokazy dla rodziców.
Nie jestem w zasadzie przeciwna w tej wersji bo było ciekawe zobaczyć coś takiego. No i jest to oczywiście duże wyzwanie dla tancerzy- choć nie zawsze jest równo, to ciężko w wariacji zachować umiar i nie otworzyć się na nowe możliwości- dopasowując się do reszty tancerek/tancerzy.
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

O, widzę, że jedna z moich ulubionych interpretacji "Giselle" właśnie pojawia się stopniowo na youtube. W sumie trochę szkoda, ale to tylko ze względu na mizerną mimo wszystko jakość ;)
Agasiek
Posty: 761
Rejestracja: pt maja 26, 2006 11:00 am

Post autor: Agasiek »

Jakość mizerna? Przecież całkiem dobrze się ogląda ..;/
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

Gdy się widziało lepszą jakość, na pełnym ekranie z czystym i wyraźnym obrazem, to jest to mizerna jakość, choć jak na standardy youtube - bardzo dobra ;).
Też sobie stopniowo oglądam tą wersję i robi na mnie dobre wrażenie, Malakhov również. Ja ogólnie czasami zwracam mało uwagi na mężczyzn w balecie, widziałam cztery "Giselle" - z Carlą Fracci, Bessmertenową, Ferri i amatorsko nakręconą z Obraztsovą i tylko z tej ostatniej właściwie kojarzę postać Albrechta, w sensie jak wyglądał, jak tańczył i grał (tam tańczył Sarafanov). Oglądając tą wersję sądzę, że będzie druga, w której Albrecht zapadnie mi w pamięć.
A naturalność i świeżość Diany Vishnevej tu mnie po prostu poraża. Mój okres wielkiej fascynacji nią minął, ale trudno zaprzeczyć, że jest ona jedną z większych osobowości artystycznych naszych czasów.

Aha, i radzę poczekać, aż pojawi się część 6. - piątka kończy się akurat w połowie sceny obłędu, co do obłędu niemalże doprowadziło mnie ;).

***
Nawiążę jeszcze do Tarantelli:

[quoteab="Ewa J."]Jak dla mnie wyśmienita jest interpretacja Barysznikowa (zresztą i McBride jak najbardziej, według mnie zdecydowanie najlepsza jeśli chodzi o to, co powyżej do wyboru z tancerek, ba, doskonała, tak więc ich obojga interpretacja, poza tym najlepiej wyczuli charakter tańca ;)[/quoteab]
Co do Baryshnikova to jak najbardziej, jest tutaj świetny i najlepszy z wszystkich wykonawców, ale Mcbride mnie jakoś szczególnie nie powaliła. Jestem pod urokiem Cheprasovej zdecydowanie ;). Co do jej partnera to jest mi on w sumie obojętny, tańczy dobrze, trzyma tempo itd., ale jak napisałam a propos Giselle - czasami zwracam niewielką uwagę na mężczyzn ;). Sarafanov też mi się podobał, choć czasami myślałam, że mógłby być trochę szybszy. Ale lubię go, bo podoba mi się, jak trzyma kontakt z partnerką (mam nadzieję, że rozumiecie, co mam na myśli, bo jest późno i nie potrafię tego wyjaśnić ;) ). W sumie z jego partnerek żadna nie zrobiła na mnie wrażenia - Tereshkina, mimo młodego wieku (25 czy 26 lat), wydaje mi się być tancerką bardzo dojrzałą i poważną, i tym samym nie do końca pasuje mi do charakteru tego tańca. Tańczy wspaniale, ale po prostu "nie czuję" tego. A Gonchar... Za Gonchar nie przepadam, bo jej, że nazwę to ładnie, charakterystyczna uroda psuje mi przyjemność oglądania jej (podobnie mam z Leanne Benjamin).
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

To może ja pozwolę sobie zacząć od "Tarantelli" ;) W sumie nie napisałam nic, dlaczego właśnie wykonanie McBride mnie urzekło, a inne pozostawiły raczej obojętną. Jak wcześniej wspomniałam, według mnie najlepiej wyczuła charakter tego tańca. Co do wykonań tancerek Maryjskiego, to owszem, są ładne, przyjemnie klasyczne, ale właśnie dlatego czegoś mi u nich brakuje. Każdą figurę nie tyle starają się, co po prostu wykonują czysto klasycznie, bo to już po prostu taki nawyk. No i oczywiście jest poza wszelką dyskusją, że to nie jest stricte klasyczna choreografia, a ja powyżej wcale tego nie kwestionuję, ani tego, że tancerki wykonują w niej elementy neoklasyczne, tylko, że wszystko to jest z taką dużą naleciałością właśnie tych tradycyjnych układów. Chyba zupełnie niezrozumiałe.. to może przykład. Weźmy np. ten solowy fragment (w każdym występie umiejscowiony trochę po lub przed 4:30 minutą nagrania). McBride wykonuje w nim fantastyczne, wysokie pas de chat (czy aby na pewno to dobre określenie?), za to pozostałe tancerki wykonują takie najzwyklejsze, zupełnie klasyczne. W tym pierwszym czuć wyraźnie klimat Balanichine'a, charakter, przewrotność, za to te pozostałe można by było spokojnie wstawić do jakiejkolwiek klasycznej choreografii. A różnica raczej powinna być. I teraz - oto kara za wciąż kiepską znajomość figur i kroków - chwilę potem mamy coś, co przypomina mi trochę mało klasyczne echappe, w każdym razie w przejściu z V pozycji do otwartych wykonywany jest jakby przysiad na zgiętych kolanach (jakiś znawca może skorygować to bardzo mętne określenie, mam nadzieję, że przynajmniej zrozumiałe ;) No i McBride wykonuje tą figurę cudownie, za to mam wrażenie, że w pozostałych wersjach to nieklasyczne "wykończenie" tak średnio leży pozostałym tancerkom, a przynajmniej podchodzą do niego wyjątkowo niepewnie i nieufnie, wykonują je bardzo delikatnie, żeby złagodzić trochę ten figlarny wyraz, a przecież całkiem niepotrzebnie, bo jest on tutaj jak najbardziej pożądany ;) Wybrałam akurat dwie figury, ale w zasadzie można by było przeprowadzić taką analizę krok po kroku, figura po figurze, a chciałam tylko wskazać, jakie cechy wykonania McBride mi imponują, bo jako tancerka "Tarantelli" Balanchine'a wyjątkowo mi się tutaj spodobała, nic nie próbowała ugładzać, ani uklasyczniać i dlatego wykonanie dla mnie świetne, z ogromnym wyczuciem ;)
Hm, jeśli chodzi o "Giselle", to miałam już okazję długo się rozwodzić na temat, dlaczego jest to jedna z moich ulubionych interpretacji (nie ze względu na corps de ballet bynajmniej), ale na pewno przede wszystkim dlatego, że w tym wypadku dla mnie jest równie doskonałe wykonanie partii żeńskiej i męskiej. I ponieważ na tym polu już dawno zastosowałam całkowite równouprawnienie :) to zwracam jednakową uwagę na tancerki i tancerzy, całkiem sprawiedliwie. Oczywiście, jeśli lepsza jest tancerka, to wtedy jej przyznaję wszystkie "ochy" i "achy", jeśli lepszy tancerz, to wtedy do niego należy palma pierwszeństwa, ale kiedy oboje są świetni, to swój zachwyt rozlewam równomiernie na jedno i drugie - wtedy jest sytuacja idealna. Ale tak jak zauważyła Blanche, przynajmniej w "Giselle" częściej mamy chyba do czynienia z sytuacją, kiedy to całą uwagę skupia na sobie tancerka, gorzej jest, kiedy nikt nie potrafi jej przyciągnąć..
A tak trochę poza tematem, jedni lubią fajerwerki, drudzy liryzm, inni odpowiedni wyraz w stosunku do granej roli, jeszcze inni coś pośrodku. Ci, co lubią fajerwerki, rzadko kiedy docenią artystę na zupełnie przeciwnym biegunie, no, najwyżej coś pośrodku. To całkiem prawidłowe i naturalne. Ja jestem kontenta, że czas i historia wszystko najlepiej rozliczą i ocenią, będą wiedziały, kogo zostawić na piedestale, a kogo strącić w otchłań :)

PS. Mam nadzieję, że nie był to jeszcze offtop, gdyż omawiane były wykonania, do których w tym temacie podano linki ;)
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

[quote86="Ewa J."]W tym pierwszym czuć wyraźnie klimat Balanichine'a, charakter, przewrotność, za to te pozostałe można by było spokojnie wstawić do jakiejkolwiek klasycznej choreografii. A różnica raczej powinna być.[/quote86]
I to jest, według mnie, bardzo rozsądne wyjaśnienie ;). Też wyjaśnię, o co mi chodzi - ogólnie na technice znam się nie wiele i dopiero od niedawna wiem w ogóle o czymś takim jak styl Balanchine'a, który jest odmienny od tego klasycznego, petersburskiego stylu, co jednak nie zmienia faktu, że ów styl klasyczny odpowiada mi bardziej niż jakikolwiek inny, nawet jeżeli w danym momencie zdaje się nie pasować do charakteru choreografii. Może kiedyś zacznę inaczej patrzeć na różne techniczno-stylowe niuanse, ale póki co są one poza moim zrozumieniem. Z tego względu wolę Balanchine'a w wykonaniu niebalanchinowskich tancerek Mariinki.
I proszę wybaczyć mi moją świadomą ignorancję ;).

[quote86="Ewa J."]chwilę potem mamy coś, co przypomina mi trochę mało klasyczne echappe, w każdym razie w przejściu z V pozycji do otwartych wykonywany jest jakby przysiad na zgiętych kolanach (jakiś znawca może skorygować to bardzo mętne określenie, mam nadzieję, że przynajmniej zrozumiałe ;)[/quote86]
O, a w tym momencie całej choreografii coś mnie zastanowiło. Wszystkie współczesne tancerki Mariinki - czyli Cheprasova, Tereshkina i Gonchar przy zakończeniu tej figury robią takie jakby wzruszenie ramion, co właśnie w wykonaniu Cheprasovej jest absolutnie czarujące i wywołuje mi uśmiech na twarzy, a w wykonaniu Mcbride i Kim tego nie ma - zdają się od razu przechodzić do następnej figury. Zastanowiło mnie, czy to kwestia nagrania, czy lekka zmiana w choreografii.

[quote86="Ewa J."]I ponieważ na tym polu już dawno zastosowałam całkowite równouprawnienie :) to zwracam jednakową uwagę na tancerki i tancerzy, całkiem sprawiedliwie.[/quote86]
Ja też staram się stosować równouprawnienie, ale jednak tancerki zazwyczaj bardziej przykuwają moją uwagę niż tancerze. Są oczywiście wyjątki, i a propos omawianej wersji Giselle o nich wspomniałam - czyli właśnie Malakhov, jak i Sarafanov.
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Oj Blanche, ja też na technice znam się bardzo niewiele i tak samo poza moją wiedzą pozostają różne niuanse, ale cieszę się, że powoli coraz więcej zaczyna mi się rozjaśniać i różne rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałam, teraz stają się dla mnie choć trochę bardziej zrozumiałe ;) Poza tym nie ma czego wybaczać - każdy preferuje inne style, różnych choreografów, dla mnie na tak samo ważnej pozycji stoi klasyka, neoklasyka i balet współczesny (chociaż nie wiem, czy nie położyłabym większego nacisku właśnie na neoklasykę, ale teraźniejszego baletu nie wyobrażam sobie tak samo bez klasyki, jak i baletu współczesnego).
Natomiast co do "Giselle" o której mówimy, to jestem ciekawa Twoich wrażeń odnośnie aktu II, więc kiedy już obejrzysz i będziesz chciała się nimi podzielić, to oczywiście nie wahaj się ;)
Jeszcze tak a propos "Tarantelli" to odnowiłaś w ten sposób mój sentyment do Barysznikowa i znalazłam taki oto fragment "Giselle" z nim i Alessandrą Ferri:
http://www.youtube.com/watch?v=hMRPdgFKXr8
http://www.youtube.com/watch?v=GEmSeYfi1xY&feature=related

Kolejni niesłychani odtwórcy ról Giselle i Albrechta, jak widać. I ponieważ bardzo mi się podoba, ale to naprawdę bardzo, zastanawiam się, czy ta wersja może jest gdzieś wydana (oczywiście bez takich ujęć, gdzie widać reflektory oświetlające scenę, albo tą rozrzewnioną dziewczynę), ale pewnie raczej nie, bo według podanych tam informacji to fragmenty filmu "Dancers" z 1987r.. Mimo wszystko muszę powiedzieć, że nawet prezentowanie takich ujęć "od kuchni" ma swój duży urok konkretnie w tej sytuacji. Szczególnie, że jest mnóstwo planów bliskich, zbliżeń na twarze, co jest najbardziej profesjonalnym sposobem filmowania - także w przypadku widowisk tanecznych, bo dzięki temu można dostrzec nawet najbardziej subtelne emocje malujące się na fizjonomii tancerzy, rewelacja :)
ODPOWIEDZ