To może ja pozwolę sobie zacząć od "Tarantelli"

W sumie nie napisałam nic, dlaczego właśnie wykonanie McBride mnie urzekło, a inne pozostawiły raczej obojętną. Jak wcześniej wspomniałam, według mnie najlepiej wyczuła charakter tego tańca. Co do wykonań tancerek Maryjskiego, to owszem, są ładne, przyjemnie klasyczne, ale właśnie dlatego czegoś mi u nich brakuje. Każdą figurę nie tyle starają się, co po prostu wykonują czysto klasycznie, bo to już po prostu taki nawyk. No i oczywiście jest poza wszelką dyskusją, że to nie jest stricte klasyczna choreografia, a ja powyżej wcale tego nie kwestionuję, ani tego, że tancerki wykonują w niej elementy neoklasyczne, tylko, że wszystko to jest z taką dużą naleciałością właśnie tych tradycyjnych układów. Chyba zupełnie niezrozumiałe.. to może przykład. Weźmy np. ten solowy fragment (w każdym występie umiejscowiony trochę po lub przed 4:30 minutą nagrania). McBride wykonuje w nim fantastyczne, wysokie pas de chat (czy aby na pewno to dobre określenie?), za to pozostałe tancerki wykonują takie najzwyklejsze, zupełnie klasyczne. W tym pierwszym czuć wyraźnie klimat Balanichine'a, charakter, przewrotność, za to te pozostałe można by było spokojnie wstawić do jakiejkolwiek klasycznej choreografii. A różnica raczej powinna być. I teraz - oto kara za wciąż kiepską znajomość figur i kroków - chwilę potem mamy coś, co przypomina mi trochę mało klasyczne echappe, w każdym razie w przejściu z V pozycji do otwartych wykonywany jest jakby przysiad na zgiętych kolanach (jakiś znawca może skorygować to bardzo mętne określenie, mam nadzieję, że przynajmniej zrozumiałe

No i McBride wykonuje tą figurę cudownie, za to mam wrażenie, że w pozostałych wersjach to nieklasyczne "wykończenie" tak średnio leży pozostałym tancerkom, a przynajmniej podchodzą do niego wyjątkowo niepewnie i nieufnie, wykonują je bardzo delikatnie, żeby złagodzić trochę ten figlarny wyraz, a przecież całkiem niepotrzebnie, bo jest on tutaj jak najbardziej pożądany

Wybrałam akurat dwie figury, ale w zasadzie można by było przeprowadzić taką analizę krok po kroku, figura po figurze, a chciałam tylko wskazać, jakie cechy wykonania McBride mi imponują, bo jako tancerka "Tarantelli" Balanchine'a wyjątkowo mi się tutaj spodobała, nic nie próbowała ugładzać, ani uklasyczniać i dlatego wykonanie dla mnie świetne, z ogromnym wyczuciem

Hm, jeśli chodzi o "Giselle", to miałam już okazję długo się rozwodzić na temat, dlaczego jest to jedna z moich ulubionych interpretacji (nie ze względu na corps de ballet bynajmniej), ale na pewno przede wszystkim dlatego, że w tym wypadku dla mnie jest równie doskonałe wykonanie partii żeńskiej i męskiej. I ponieważ na tym polu już dawno zastosowałam całkowite równouprawnienie

to zwracam jednakową uwagę na tancerki i tancerzy, całkiem sprawiedliwie. Oczywiście, jeśli lepsza jest tancerka, to wtedy jej przyznaję wszystkie "ochy" i "achy", jeśli lepszy tancerz, to wtedy do niego należy palma pierwszeństwa, ale kiedy oboje są świetni, to swój zachwyt rozlewam równomiernie na jedno i drugie - wtedy jest sytuacja idealna. Ale tak jak zauważyła Blanche, przynajmniej w "Giselle" częściej mamy chyba do czynienia z sytuacją, kiedy to całą uwagę skupia na sobie tancerka, gorzej jest, kiedy nikt nie potrafi jej przyciągnąć..
A tak trochę poza tematem, jedni lubią fajerwerki, drudzy liryzm, inni odpowiedni wyraz w stosunku do granej roli, jeszcze inni coś pośrodku. Ci, co lubią fajerwerki, rzadko kiedy docenią artystę na zupełnie przeciwnym biegunie, no, najwyżej coś pośrodku. To całkiem prawidłowe i naturalne. Ja jestem kontenta, że czas i historia wszystko najlepiej rozliczą i ocenią, będą wiedziały, kogo zostawić na piedestale, a kogo strącić w otchłań
PS. Mam nadzieję, że nie był to jeszcze offtop, gdyż omawiane były wykonania, do których w tym temacie podano linki
