Rosyjskie tancerki - kiedyś i dzisiaj
Blanche, to co napisałaś o Polinie Semionovej jest dokładnym, idealnym odzwierciedleniem moich odczuć. W ogóle zauważyłam, że wiele osób których przygoda z tańcem klasycznym się zaczyna, zaczynają od fascynacji właśnie Poliną (ze mną też tak było).
Po za tym odnosząc się do tematu porównania rosyjskich tancerek kiedyś i dzisiaj, to mówiąc o tancerkach, które w Marince reprezentują wysoki poziom wyrazu artystycznego to dla mnie jest oczywiście Łopatkina ale w [URL=http://www.youtube.com/watch?v=6df6eb6XsLo&feature=related]Jeziorze Łabędzim[/URL]. Ten fragment to dla mnie absolutne mistrzostwo i przykład pokazywania emocji, czegoś co w ostatnim czasie szukam u samej siebie, co prawda do zupełnie innej roli ale zawsze to jednak taniec klasyczny, więc te filmiki to jest dla mnie poprostu materiał edukacyjny ;). Dla mnie widzoczne jest mocno to, że pozornie takie same gesty i ruchy jakie są tańczone teraz były wykonywane kilkadziesiąt lat temu zupełnie inaczej. Wydaje mi się, że teraz tancerki te gesty mają mniejsze, mniej widoczne i delikatniejsze ale jednocześnie są bardziej dokładne. Nie mam teraz czasu, aby się rozpisać na temat tego co widzę w tym wykonaniu, ale myślę, że niektórzy mogą mieć podobne odczucia co do rozwoju i ewolucji wyrazu artystyczego.
Zastanawiam się tylko co sprawia że to się zmienia, szczególnie wykonanie ze strony technicznej. Gdy spytałam mojej nauczycielki wiedzy o tańcu, to powiedziała, że wtedy zwracano uwagę na zupełnie inne rzeczy, inne szczegóły. Jakie to były detale, że taniec różni się tak bardzo?
Po za tym odnosząc się do tematu porównania rosyjskich tancerek kiedyś i dzisiaj, to mówiąc o tancerkach, które w Marince reprezentują wysoki poziom wyrazu artystycznego to dla mnie jest oczywiście Łopatkina ale w [URL=http://www.youtube.com/watch?v=6df6eb6XsLo&feature=related]Jeziorze Łabędzim[/URL]. Ten fragment to dla mnie absolutne mistrzostwo i przykład pokazywania emocji, czegoś co w ostatnim czasie szukam u samej siebie, co prawda do zupełnie innej roli ale zawsze to jednak taniec klasyczny, więc te filmiki to jest dla mnie poprostu materiał edukacyjny ;). Dla mnie widzoczne jest mocno to, że pozornie takie same gesty i ruchy jakie są tańczone teraz były wykonywane kilkadziesiąt lat temu zupełnie inaczej. Wydaje mi się, że teraz tancerki te gesty mają mniejsze, mniej widoczne i delikatniejsze ale jednocześnie są bardziej dokładne. Nie mam teraz czasu, aby się rozpisać na temat tego co widzę w tym wykonaniu, ale myślę, że niektórzy mogą mieć podobne odczucia co do rozwoju i ewolucji wyrazu artystyczego.
Zastanawiam się tylko co sprawia że to się zmienia, szczególnie wykonanie ze strony technicznej. Gdy spytałam mojej nauczycielki wiedzy o tańcu, to powiedziała, że wtedy zwracano uwagę na zupełnie inne rzeczy, inne szczegóły. Jakie to były detale, że taniec różni się tak bardzo?
[quote:ae67512eeb="raisa"]Zastanawiam się tylko co sprawia że to się zmienia, szczególnie wykonanie ze strony technicznej. Gdy spytałam mojej nauczycielki wiedzy o tańcu, to powiedziała, że wtedy zwracano uwagę na zupełnie inne rzeczy, inne szczegóły. Jakie to były detale, że taniec różni się tak bardzo?[/quote:ae67512eeb]
Wg. mnie nie trzeba wiedzy o tańcu aby rozsądnie wydedukowac iż taniec tak jak i wszystko na swiecie musi sie zmieniać. Obecnie srodki masowego przekazu rozwinęły sie tak bardzo iż dostępność pewnych wrazeń i zjawisk stała sie niemal powszechna a co za tym idzie pewne sprawy nie czynią na ludziach wrażenia.
Dawniej w tańcu jak i w grze aktorskiej do wyrażania emocji wystarczyły proste powszechnie znane gesty a odbierane dzisiaj sprawiały by wrażenie nachalności, pretensjonalności albo wręcz prostactwa. Sama piszesz, że obecnie tancerki wyrazają uczucia bardziej wyrafinowanie i z wiekszą precyzją. Jest tak napewno ponieważ tego my oczekujemy albowiem my też się zmieniliśmy :)
Wg. mnie nie trzeba wiedzy o tańcu aby rozsądnie wydedukowac iż taniec tak jak i wszystko na swiecie musi sie zmieniać. Obecnie srodki masowego przekazu rozwinęły sie tak bardzo iż dostępność pewnych wrazeń i zjawisk stała sie niemal powszechna a co za tym idzie pewne sprawy nie czynią na ludziach wrażenia.
Dawniej w tańcu jak i w grze aktorskiej do wyrażania emocji wystarczyły proste powszechnie znane gesty a odbierane dzisiaj sprawiały by wrażenie nachalności, pretensjonalności albo wręcz prostactwa. Sama piszesz, że obecnie tancerki wyrazają uczucia bardziej wyrafinowanie i z wiekszą precyzją. Jest tak napewno ponieważ tego my oczekujemy albowiem my też się zmieniliśmy :)
Raiso, myślę, że poruszyłaś niezwykle ciekawą kwestię. Jakkolwiek to pewnie nie na temat, to zadane przez Ciebie pytanie mnie samą bardzo intryguje, więc tym samym interesuje mnie dyskusja na ten temat.
Otóż to - technika tańca, jak i poziom artystyczny coraz bardziej idą w górę (zastanówmy się jednak chwilę, czy tego rodzaju osąd nie jest mimo wszystko pewnego rodzaju uproszczeniem), ale odnosząc to również do innych dziedzin kultury, to samo dzieje się w muzyce - (stwierdzam ten fakt na podstawie własnych obserwacji, jak również po rozmowie z moim tatą, zagorzałym melomanem) - interpretacje rożnych utworów są coraz bardziej dojrzałe, przemyślane, wyjmując sam fakt, że kiedyś były inne instrumenty (np. jeszcze fortepian z czasów Chopina nijak się ma do tego, który znamy dzisiaj), nie było też możliwości dokonywania nagrań na nośnikach typu płyty cd itd. Ale były też inne wymagania i standardy - nie grywało się przecież w filharmoniach, wielkich salach koncertowych, tak jak dziś, gdzie niezwykle ważna jest odpowiednia akustyka, tylko na salonach, dla grona najczęściej kilkunastu osób.
Wracając do tańca - bez wątpienia kanony, estetyka, jak i upodobania publiczności również się zmieniły, podobnie jak i to, że współczesne ucho nie mogłoby raczej do końca zaakceptować brzmienia starego fortepianu, będąc przyzwyczajonym do nieskazitelnych i czystych dźwięków dajmy na to takiego Steinwaya.
Ale z drugiej strony - czy nie jest dziwne to, że najwięcej wybitnych choreografii jeśli chodzi o technikę tańca klasycznego powstało dawniej, a dzisiaj, nawet zmieniając, lub rekonstruując pewne układy, nadal bazuje się na tym, co wypracowali Perrot, Petipa, Fokin itp. itd.? A czy w muzyce nie jest podobnie - dla wielu melomanów to, co jest wielkie kończy się zdecydowanie na epoce romantyzmu, ale są i tacy, którzy akceptują np. tylko muzykę dawną, a już klasyków wiedeńskich uważają za coś, czego wprost nie da się słuchać (skrajności, ale istnieją - np. Haydn = okropieństwo).
Tak więc to, co zostało wypracowane kiedyś, dalej dzisiaj funkcjonuje, natomiast zmieniają się na pewno formy, interpretacje, technika (skoro jesteśmy już na polu: taniec - muzyka, to sama technika gry na fortepianie poszła również w górę, jest to fakt).
Tylko teraz tak (zastanawiam się, jak to klarownie ująć) - czy jeśli sama technika poszła bardzo w górę, a zatem - bardzo uogólniając, potencjał środków wyrazu również się zwiększył, gdyż mamy do dyspozycji bardziej rozciągnięte tancerki/tancerzy, którzy są w stanie wykonać więcej efektownych ewolucji, czy tym samym oznacza to, że - kiedyś wyraz artystyczny był gorszy, niż dziś? Myślę, że to kwestia względna, a na pewno dyskusyjna.
[quote:2953de86af="Father"]
Dawniej w tańcu jak i w grze aktorskiej do wyrażania emocji wystarczyły proste powszechnie znane gesty a odbierane dzisiaj sprawiały by wrażenie nachalności, pretensjonalności albo wręcz prostactwa. Sama piszesz, że obecnie tancerki wyrazają uczucia bardziej wyrafinowanie i z wiekszą precyzją. Jest tak napewno ponieważ tego my oczekujemy albowiem my też się zmieniliśmy :)[/quote:2953de86af]
Dlatego właśnie kompletnie nie mogę się zgodzić z tym twierdzeniem, ależ absolutnie nie!
Owszem, pewne nagrania powiedzmy sprzed wieku wydają się być pretensjonalne, mniej doskonałe technicznie, nawet śmieszne, ale mistrzowie i ich sztuka nie starzeją się nigdy.
Konkret? Jedną z moich ulubionych (jeśli nie ulubioną) tancerką jest Spiesiwcewa, która urodziła się jeszcze w XIX wieku. Podzielam w pełni pogląd Ejfmana, że z "trzech gracji", to ona, a nie Pawłowa ani Karsawina, jest najwybitniejszą rosyjską baleriną. Dlaczego? Dlatego, że chociaż ocalały z nią zaledwie 5-cio minutowe fragmenty z "Giselle", to nie trzeba mi więcej, żeby ocenić jej sztukę. I właśnie w tym sęk - wyrafinowanie, z jakim ona wyraziła sobą osobowość Giselle (de facto, musiało jej to przyjść łatwo, bo w gruncie rzeczy ona sama była Giselle, nie musiała się więc z nią utożsamiać, z trudem wchodzić w jej skórę), realizm psychologiczny, z jakim nie odegrała, ale przeżyła w spektaklu scenę szaleństwa, są wprost porażające. Przeczytałam gdzieś, że Balanchine powiedział, że jej scena szaleństwa była najlepsza, ponieważ ona sama była szalona. Ale to już oczywiście kolejny temat - jaki ma wpływ stopień utożsamiania się tancerza z odgrywaną przez niego postacią na jakość tej roli. (Tutaj oczywiście odpowiedź i tak narzuca się sama - wielki).
Tak czy inaczej - nie chciałam prowokować, a jedynie pokazać, że na to zagadnienie można różnie patrzeć, poza tym - nie dysponujemy chyba dostateczną ilością materiałów filmowych i nagrań baletów nawet sprzed 50 lat, nie mówiąc o 100, żeby rzetelnie ocenić sztukę ówczesnych artystów, nawet tych najbardziej znanych. Teraz przecież mamy multum nagrań z różnymi tancerzami i przecież też nie wszystkie lubimy, nie wszystkie nam się podobają.
Acha, i Blanche - przepraszam za to opóźnienie, ale czasem nie nadążam równolegle z zamieszczaniem przez Ciebie oglądać filmów, do których linki podajesz, ale ta "Chopiniana" z 58r. jest drugą moją ulubioną zaraz po tej wersji z Barysznikowem. O i właśnie - świetna egzemplifikacja moich powyższych wywodów. Owszem, są tam pewne usterki techniczne, niektóre nawet dość rażące, ale w tym nagraniu jest jednak taki czar i specyficzna atmosfera, charakterystyczne kreacje, że cała ta otoczka jest według mnie nie do odtworzenia we współczesnej inscenizacji nagranej do tego w kolorze (i tylko nie jestem pewna, czy cokolwiek z tej atmosfery można poczuć mając po 4 razy w każdym roku ekranu: "russianballetvideo", chociaż może coś tam jeszcze zostaje ;) W każdym razie muszę odpukać to, co mówiłam o Kołpakowej, tzn. że jej nie lubię (pisząc to zapomniałam wtedy o tej właśnie "Chopinianie), ponieważ patrzyłam przez pryzmat "Śpiącej królewny", w której to występując była chyba już dobrze po 40, natomiast tam miała pewnie około 26 lat.. i właśnie w tym nagraniu jest naprawdę cudowna).
Tak więc reasumując - walory artystyczne, niezależnie od techniki według mnie mogły być kiedyś równie wysokie jak dzisiaj, ale pod tym warunkiem (jak i dzisiaj), że miało się do czynienia z wybitnymi artystami. Wybitni tancerze i nagrania z nimi według mnie do dzisiaj się nie zestarzały i są tak samo wartościowe, jak były dawniej, o ile nie są sztuką dla sztuki, ale coś istotnego przekazują. Przechodząc po raz ostatni już na pole semantyczne muzyki - czy każdy z nas nie chciałby usłyszeć grającego samego Chopina, jego interpretacji własnych utworów? Jestem pewna, że większość by chciała, choćby tylko z czystej ciekawości. Ale owszem, byłoby zabawnie, gdybyśmy stwierdzili na przykład, że jakiś współczesny pianista lepiej interpretuje konkretny jego utwór od samego mistrza ;)
Otóż to - technika tańca, jak i poziom artystyczny coraz bardziej idą w górę (zastanówmy się jednak chwilę, czy tego rodzaju osąd nie jest mimo wszystko pewnego rodzaju uproszczeniem), ale odnosząc to również do innych dziedzin kultury, to samo dzieje się w muzyce - (stwierdzam ten fakt na podstawie własnych obserwacji, jak również po rozmowie z moim tatą, zagorzałym melomanem) - interpretacje rożnych utworów są coraz bardziej dojrzałe, przemyślane, wyjmując sam fakt, że kiedyś były inne instrumenty (np. jeszcze fortepian z czasów Chopina nijak się ma do tego, który znamy dzisiaj), nie było też możliwości dokonywania nagrań na nośnikach typu płyty cd itd. Ale były też inne wymagania i standardy - nie grywało się przecież w filharmoniach, wielkich salach koncertowych, tak jak dziś, gdzie niezwykle ważna jest odpowiednia akustyka, tylko na salonach, dla grona najczęściej kilkunastu osób.
Wracając do tańca - bez wątpienia kanony, estetyka, jak i upodobania publiczności również się zmieniły, podobnie jak i to, że współczesne ucho nie mogłoby raczej do końca zaakceptować brzmienia starego fortepianu, będąc przyzwyczajonym do nieskazitelnych i czystych dźwięków dajmy na to takiego Steinwaya.
Ale z drugiej strony - czy nie jest dziwne to, że najwięcej wybitnych choreografii jeśli chodzi o technikę tańca klasycznego powstało dawniej, a dzisiaj, nawet zmieniając, lub rekonstruując pewne układy, nadal bazuje się na tym, co wypracowali Perrot, Petipa, Fokin itp. itd.? A czy w muzyce nie jest podobnie - dla wielu melomanów to, co jest wielkie kończy się zdecydowanie na epoce romantyzmu, ale są i tacy, którzy akceptują np. tylko muzykę dawną, a już klasyków wiedeńskich uważają za coś, czego wprost nie da się słuchać (skrajności, ale istnieją - np. Haydn = okropieństwo).
Tak więc to, co zostało wypracowane kiedyś, dalej dzisiaj funkcjonuje, natomiast zmieniają się na pewno formy, interpretacje, technika (skoro jesteśmy już na polu: taniec - muzyka, to sama technika gry na fortepianie poszła również w górę, jest to fakt).
Tylko teraz tak (zastanawiam się, jak to klarownie ująć) - czy jeśli sama technika poszła bardzo w górę, a zatem - bardzo uogólniając, potencjał środków wyrazu również się zwiększył, gdyż mamy do dyspozycji bardziej rozciągnięte tancerki/tancerzy, którzy są w stanie wykonać więcej efektownych ewolucji, czy tym samym oznacza to, że - kiedyś wyraz artystyczny był gorszy, niż dziś? Myślę, że to kwestia względna, a na pewno dyskusyjna.
[quote:2953de86af="Father"]
Dawniej w tańcu jak i w grze aktorskiej do wyrażania emocji wystarczyły proste powszechnie znane gesty a odbierane dzisiaj sprawiały by wrażenie nachalności, pretensjonalności albo wręcz prostactwa. Sama piszesz, że obecnie tancerki wyrazają uczucia bardziej wyrafinowanie i z wiekszą precyzją. Jest tak napewno ponieważ tego my oczekujemy albowiem my też się zmieniliśmy :)[/quote:2953de86af]
Dlatego właśnie kompletnie nie mogę się zgodzić z tym twierdzeniem, ależ absolutnie nie!
Owszem, pewne nagrania powiedzmy sprzed wieku wydają się być pretensjonalne, mniej doskonałe technicznie, nawet śmieszne, ale mistrzowie i ich sztuka nie starzeją się nigdy.
Konkret? Jedną z moich ulubionych (jeśli nie ulubioną) tancerką jest Spiesiwcewa, która urodziła się jeszcze w XIX wieku. Podzielam w pełni pogląd Ejfmana, że z "trzech gracji", to ona, a nie Pawłowa ani Karsawina, jest najwybitniejszą rosyjską baleriną. Dlaczego? Dlatego, że chociaż ocalały z nią zaledwie 5-cio minutowe fragmenty z "Giselle", to nie trzeba mi więcej, żeby ocenić jej sztukę. I właśnie w tym sęk - wyrafinowanie, z jakim ona wyraziła sobą osobowość Giselle (de facto, musiało jej to przyjść łatwo, bo w gruncie rzeczy ona sama była Giselle, nie musiała się więc z nią utożsamiać, z trudem wchodzić w jej skórę), realizm psychologiczny, z jakim nie odegrała, ale przeżyła w spektaklu scenę szaleństwa, są wprost porażające. Przeczytałam gdzieś, że Balanchine powiedział, że jej scena szaleństwa była najlepsza, ponieważ ona sama była szalona. Ale to już oczywiście kolejny temat - jaki ma wpływ stopień utożsamiania się tancerza z odgrywaną przez niego postacią na jakość tej roli. (Tutaj oczywiście odpowiedź i tak narzuca się sama - wielki).
Tak czy inaczej - nie chciałam prowokować, a jedynie pokazać, że na to zagadnienie można różnie patrzeć, poza tym - nie dysponujemy chyba dostateczną ilością materiałów filmowych i nagrań baletów nawet sprzed 50 lat, nie mówiąc o 100, żeby rzetelnie ocenić sztukę ówczesnych artystów, nawet tych najbardziej znanych. Teraz przecież mamy multum nagrań z różnymi tancerzami i przecież też nie wszystkie lubimy, nie wszystkie nam się podobają.
Acha, i Blanche - przepraszam za to opóźnienie, ale czasem nie nadążam równolegle z zamieszczaniem przez Ciebie oglądać filmów, do których linki podajesz, ale ta "Chopiniana" z 58r. jest drugą moją ulubioną zaraz po tej wersji z Barysznikowem. O i właśnie - świetna egzemplifikacja moich powyższych wywodów. Owszem, są tam pewne usterki techniczne, niektóre nawet dość rażące, ale w tym nagraniu jest jednak taki czar i specyficzna atmosfera, charakterystyczne kreacje, że cała ta otoczka jest według mnie nie do odtworzenia we współczesnej inscenizacji nagranej do tego w kolorze (i tylko nie jestem pewna, czy cokolwiek z tej atmosfery można poczuć mając po 4 razy w każdym roku ekranu: "russianballetvideo", chociaż może coś tam jeszcze zostaje ;) W każdym razie muszę odpukać to, co mówiłam o Kołpakowej, tzn. że jej nie lubię (pisząc to zapomniałam wtedy o tej właśnie "Chopinianie), ponieważ patrzyłam przez pryzmat "Śpiącej królewny", w której to występując była chyba już dobrze po 40, natomiast tam miała pewnie około 26 lat.. i właśnie w tym nagraniu jest naprawdę cudowna).
Tak więc reasumując - walory artystyczne, niezależnie od techniki według mnie mogły być kiedyś równie wysokie jak dzisiaj, ale pod tym warunkiem (jak i dzisiaj), że miało się do czynienia z wybitnymi artystami. Wybitni tancerze i nagrania z nimi według mnie do dzisiaj się nie zestarzały i są tak samo wartościowe, jak były dawniej, o ile nie są sztuką dla sztuki, ale coś istotnego przekazują. Przechodząc po raz ostatni już na pole semantyczne muzyki - czy każdy z nas nie chciałby usłyszeć grającego samego Chopina, jego interpretacji własnych utworów? Jestem pewna, że większość by chciała, choćby tylko z czystej ciekawości. Ale owszem, byłoby zabawnie, gdybyśmy stwierdzili na przykład, że jakiś współczesny pianista lepiej interpretuje konkretny jego utwór od samego mistrza ;)
[quote:7234814964="Ewa J."][quote:7234814964="Father"]
Dawniej w tańcu jak i w grze aktorskiej do wyrażania emocji wystarczyły proste powszechnie znane gesty a odbierane dzisiaj sprawiały by wrażenie nachalności, pretensjonalności albo wręcz prostactwa. Sama piszesz, że obecnie tancerki wyrazają uczucia bardziej wyrafinowanie i z wiekszą precyzją. Jest tak napewno ponieważ tego my oczekujemy albowiem my też się zmieniliśmy :)[/quote:7234814964]
Dlatego właśnie kompletnie nie mogę się zgodzić z tym twierdzeniem, ależ absolutnie nie!
Owszem, pewne nagrania powiedzmy sprzed wieku wydają się być pretensjonalne, mniej doskonałe technicznie, nawet śmieszne, ale mistrzowie i ich sztuka nie starzeją się nigdy[/quote:7234814964]
A ja uważam, że dobrze to ująłeś Father, a przynajmniej część tej kwestii. Tak samo jest z filmami - są osoby, które uważają, że takie aktorki jak Audrey Hepburn czy Grace Kelly kompletnie nie potrafiły grać, bo po prostu sposób grania w latach 50. był inny niż teraz, bardziej teatralny, dosadny. Część osób tego nie akceptuje (na przykład dla mojej koleżanki kino zaczyna się od lat 70-80 ;) ), a część potrafi na to spojrzeć z odpowiedniej perspektywy. I moim zdaniem tak samo jest z tańcem - trzeba wiedzieć lub mieć jakieś wyobrażenie, jak taniec mógł wyglądać w tamtych czasach i starać się go oceniać pod tym kątem.
[quote:7234814964="Ewa J."]Tylko teraz tak (zastanawiam się, jak to klarownie ująć) - czy jeśli sama technika poszła bardzo w górę, a zatem - bardzo uogólniając, potencjał środków wyrazu również się zwiększył, gdyż mamy do dyspozycji bardziej rozciągnięte tancerki/tancerzy, którzy są w stanie wykonać więcej efektownych ewolucji, czy tym samym oznacza to, że - kiedyś wyraz artystyczny był gorszy, niż dziś? Myślę, że to kwestia względna, a na pewno dyskusyjna.[/quote:7234814964]
Tu przydałoby się zadać pytanie, czym w zasadzie jest wyraz - ja, co chyba też już kiedyś pisałam, zastanawiam się czasami, czy pod "wyrazem" należy rozumieć aktorstwo, sposób kreowania i odgrywania w danej postaci, czy po prostu emocje tancerza - czy jeden przyklejony uśmiech przez cały spektakl można nazwać wyrazem? I czy wyraz to tylko emocje na twarzy, czy każdy ruch (tu od razu myślę o Lopatkinie w białym adagio, o którym pisała wyżej raisa - bo jak dla mnie tam każdy jej ruch jest niezbędny i jest nie tylko elementem tańca, ale i całej postaci Odetty).
Co do Twojego pytania, to ogólnie rzecz biorąc ja bym uznała, że z jednej strony wyraz jest lepszy - też ze względu na to, co napisała raisa - bo wszystkie ruchy są bardziej subtelne, bardziej dopracowane; z drugiej strony gorszy, bo czasami to odpowiednie uniesienie nogi czy odpowiednio wykonany piruet tak pochłania tancerza, że pod względem artystycznym zdaje się być pusty (i tu znowu wraca kwestia równowagi między techniką a wyrazem ;) )
Jeszcze w kwestii techniki zastanawia mnie jedna rzecz. A mianowicie z czego wynika fakt, że kiedyś tancerki potrafiły tańczyć z tak zawrotną szybkością (piruety Dudińskiej w Jeziorze łabędzim, Kitri Maksimowej i Plisieckiej, Kurgapkina w Arlekinadzie itp.), tak lekko i szybko wznosić się na pointy (tu szczególnie przypomina mi się Maksimowa w wariacji ze "ślubnego" pas de deux z Don Kichota), mimo teoretycznie gorszej techniki niż dzisiaj? Teraz chyba jedynie Osipova potrafi tańczyć w takim tempie, jednak, w porównaniu z wyżej wymienionymi tancerkami, traci na lekkości, a jest za to bardziej "atletyczna", sportowa.
Dawniej w tańcu jak i w grze aktorskiej do wyrażania emocji wystarczyły proste powszechnie znane gesty a odbierane dzisiaj sprawiały by wrażenie nachalności, pretensjonalności albo wręcz prostactwa. Sama piszesz, że obecnie tancerki wyrazają uczucia bardziej wyrafinowanie i z wiekszą precyzją. Jest tak napewno ponieważ tego my oczekujemy albowiem my też się zmieniliśmy :)[/quote:7234814964]
Dlatego właśnie kompletnie nie mogę się zgodzić z tym twierdzeniem, ależ absolutnie nie!
Owszem, pewne nagrania powiedzmy sprzed wieku wydają się być pretensjonalne, mniej doskonałe technicznie, nawet śmieszne, ale mistrzowie i ich sztuka nie starzeją się nigdy[/quote:7234814964]
A ja uważam, że dobrze to ująłeś Father, a przynajmniej część tej kwestii. Tak samo jest z filmami - są osoby, które uważają, że takie aktorki jak Audrey Hepburn czy Grace Kelly kompletnie nie potrafiły grać, bo po prostu sposób grania w latach 50. był inny niż teraz, bardziej teatralny, dosadny. Część osób tego nie akceptuje (na przykład dla mojej koleżanki kino zaczyna się od lat 70-80 ;) ), a część potrafi na to spojrzeć z odpowiedniej perspektywy. I moim zdaniem tak samo jest z tańcem - trzeba wiedzieć lub mieć jakieś wyobrażenie, jak taniec mógł wyglądać w tamtych czasach i starać się go oceniać pod tym kątem.
[quote:7234814964="Ewa J."]Tylko teraz tak (zastanawiam się, jak to klarownie ująć) - czy jeśli sama technika poszła bardzo w górę, a zatem - bardzo uogólniając, potencjał środków wyrazu również się zwiększył, gdyż mamy do dyspozycji bardziej rozciągnięte tancerki/tancerzy, którzy są w stanie wykonać więcej efektownych ewolucji, czy tym samym oznacza to, że - kiedyś wyraz artystyczny był gorszy, niż dziś? Myślę, że to kwestia względna, a na pewno dyskusyjna.[/quote:7234814964]
Tu przydałoby się zadać pytanie, czym w zasadzie jest wyraz - ja, co chyba też już kiedyś pisałam, zastanawiam się czasami, czy pod "wyrazem" należy rozumieć aktorstwo, sposób kreowania i odgrywania w danej postaci, czy po prostu emocje tancerza - czy jeden przyklejony uśmiech przez cały spektakl można nazwać wyrazem? I czy wyraz to tylko emocje na twarzy, czy każdy ruch (tu od razu myślę o Lopatkinie w białym adagio, o którym pisała wyżej raisa - bo jak dla mnie tam każdy jej ruch jest niezbędny i jest nie tylko elementem tańca, ale i całej postaci Odetty).
Co do Twojego pytania, to ogólnie rzecz biorąc ja bym uznała, że z jednej strony wyraz jest lepszy - też ze względu na to, co napisała raisa - bo wszystkie ruchy są bardziej subtelne, bardziej dopracowane; z drugiej strony gorszy, bo czasami to odpowiednie uniesienie nogi czy odpowiednio wykonany piruet tak pochłania tancerza, że pod względem artystycznym zdaje się być pusty (i tu znowu wraca kwestia równowagi między techniką a wyrazem ;) )
Jeszcze w kwestii techniki zastanawia mnie jedna rzecz. A mianowicie z czego wynika fakt, że kiedyś tancerki potrafiły tańczyć z tak zawrotną szybkością (piruety Dudińskiej w Jeziorze łabędzim, Kitri Maksimowej i Plisieckiej, Kurgapkina w Arlekinadzie itp.), tak lekko i szybko wznosić się na pointy (tu szczególnie przypomina mi się Maksimowa w wariacji ze "ślubnego" pas de deux z Don Kichota), mimo teoretycznie gorszej techniki niż dzisiaj? Teraz chyba jedynie Osipova potrafi tańczyć w takim tempie, jednak, w porównaniu z wyżej wymienionymi tancerkami, traci na lekkości, a jest za to bardziej "atletyczna", sportowa.
[quote:710bd65d0d="Ewa J."]Owszem, pewne nagrania powiedzmy sprzed wieku wydają się być pretensjonalne, mniej doskonałe technicznie, nawet śmieszne, ale mistrzowie i ich sztuka nie starzeją się nigdy.[/quote:710bd65d0d]
To oczywisty truizm. Powiem jeszcze, że sztuka umiejscowiona w czasie jest zawsze wypadkową postrzegania świata przez wspólczesnych ludzi. Jeśli malarstwo średniowiczne wspólczesnym wydaje sie naiwne to nie znaczy to wcale iż nie jest ono sztuką .
[quote:710bd65d0d="Ewa J."]Konkret? Jedną z moich ulubionych (jeśli nie ulubioną) tancerką jest Spiesiwcewa, która urodziła się jeszcze w XIX wieku.[/quote:710bd65d0d]
Wyjatki potwierdzaja regułę i dlatego nie przekonałaś mnie do tego iż dawniejsze tancerki były bardziej wyrafinowane w ekspresji uczuć niż obecne
To oczywisty truizm. Powiem jeszcze, że sztuka umiejscowiona w czasie jest zawsze wypadkową postrzegania świata przez wspólczesnych ludzi. Jeśli malarstwo średniowiczne wspólczesnym wydaje sie naiwne to nie znaczy to wcale iż nie jest ono sztuką .
[quote:710bd65d0d="Ewa J."]Konkret? Jedną z moich ulubionych (jeśli nie ulubioną) tancerką jest Spiesiwcewa, która urodziła się jeszcze w XIX wieku.[/quote:710bd65d0d]
Wyjatki potwierdzaja regułę i dlatego nie przekonałaś mnie do tego iż dawniejsze tancerki były bardziej wyrafinowane w ekspresji uczuć niż obecne
Sznując i ceniąc dawniejszych tancerzy i tancerki i uważając za niesamowite na tle epoki, przychylam się do poglądu Fathera. Uważa się, ze wszystko rozwija sie i jest coraz lepsze, może są wyjątki, a napewno dziedziny zamierające, ale balet , w tym także klasyczny nie zamera i się rozwija, także ludzie ktorzy to robią mają wieksze mozliwosci.
A w sprawie wyrażania emocji - po prostu zmienia się styl na bardziej naturalistyczny i ten sprzed lat odegrany na scenie wydałby się nie do przyjęcia, postrzegany jako satyra, parodia nawet.
A co do szybkości ruchu ( krecenia piruetow ) to zapewne kwestia techniki, dawno, dawno temu krecono na mniejsza ilosc klatek i stad szybkosc.
Natomiast wspominani choreografowie są tworcami baletu klasycznego, na nich wiele opiera sie do dziś - nawet sam balet, ktory wowczas mial znacznie mniej konkurentow w sferze "rozrywki". Na szczescie liczba odbiorcow sztuki zwiekszyla sie jeszcze bardziej, umozliwiajac rozwoj sztuki zwiazanej z tancem, baletem takze nowoczesnym.
Nasza polemika wynika chyba z kwestii spojrzenia, ja raczej ubieram wszystko w jakis historyczny proces rozwoju, co nie przeszkadza mi doceniac, a nawet zachwycac sie wieloma dokonaniami ludzi ktorzy tworzyli w innej epoce.
A w ogole to podziwiam tez osoby jak Ewa i Blanche, ktore tak wnikliwie podchodza do rzeczy - ja raczej ograniczm sie do konsumowania ogolnego wrazenia niestety.
A w sprawie wyrażania emocji - po prostu zmienia się styl na bardziej naturalistyczny i ten sprzed lat odegrany na scenie wydałby się nie do przyjęcia, postrzegany jako satyra, parodia nawet.
A co do szybkości ruchu ( krecenia piruetow ) to zapewne kwestia techniki, dawno, dawno temu krecono na mniejsza ilosc klatek i stad szybkosc.
Natomiast wspominani choreografowie są tworcami baletu klasycznego, na nich wiele opiera sie do dziś - nawet sam balet, ktory wowczas mial znacznie mniej konkurentow w sferze "rozrywki". Na szczescie liczba odbiorcow sztuki zwiekszyla sie jeszcze bardziej, umozliwiajac rozwoj sztuki zwiazanej z tancem, baletem takze nowoczesnym.
Nasza polemika wynika chyba z kwestii spojrzenia, ja raczej ubieram wszystko w jakis historyczny proces rozwoju, co nie przeszkadza mi doceniac, a nawet zachwycac sie wieloma dokonaniami ludzi ktorzy tworzyli w innej epoce.
A w ogole to podziwiam tez osoby jak Ewa i Blanche, ktore tak wnikliwie podchodza do rzeczy - ja raczej ograniczm sie do konsumowania ogolnego wrazenia niestety.
[quote:880f72bbd5="jaromir"]A w ogole to podziwiam tez osoby jak Ewa i Blanche, ktore tak wnikliwie podchodza do rzeczy[/quote:880f72bbd5]
A mi do pełni szczęscia brakuje w tej dyskusji głosu Joanny. To dziwne, że sie jeszcze nie odzywa?
[quote:880f72bbd5="jaromir"]Uważa się, ze wszystko rozwija sie i jest coraz lepsze,[/quote:880f72bbd5]
Z tym bym polemizował. Zgodzę sie z tym, że sie rozwija ale w kierunku większej wydajności, złożoności, doskonałości technicznej i to w postepie geometrycznym. Ale to wcale nie jest lepsze. Wkraczamy na pole etyki czyli w bagno filozoficzne :!:
A mi do pełni szczęscia brakuje w tej dyskusji głosu Joanny. To dziwne, że sie jeszcze nie odzywa?
[quote:880f72bbd5="jaromir"]Uważa się, ze wszystko rozwija sie i jest coraz lepsze,[/quote:880f72bbd5]
Z tym bym polemizował. Zgodzę sie z tym, że sie rozwija ale w kierunku większej wydajności, złożoności, doskonałości technicznej i to w postepie geometrycznym. Ale to wcale nie jest lepsze. Wkraczamy na pole etyki czyli w bagno filozoficzne :!:
[quote:bb2fe8b389="Father"]dawniejsze tancerki były bardziej wyrafinowane w ekspresji uczuć niż obecne[/quote:bb2fe8b389]
Myślę że to w ogóle nieco szersza sprawa.
Obecnie daje się zaobserwować (znaczy się taka jest moja obserwacja :) ) w sztuce ogólniej rozumienej iż oddawanie uczuć jest jakby hmmm mniej oczywiste, naturalne. Albo uczucia są spychane w pewnien schemat albo przerysowane.
A to nie najlepsza droga :) IMHO oooczywiście ;)
Torin
p.s.
A wracając do bezpośredniej materii wątku to fragment Korsarza nadesłany przez Blanche jest piękny !
Co prawda można się przyczepić że wariacja przejechana jest na jednej minie - ale tutaj akurat nie przeszkadza. Tutaj najważniejsza jest technika i wrażenie jakie pozostawia tancerka na koniec :)
Myślę że to w ogóle nieco szersza sprawa.
Obecnie daje się zaobserwować (znaczy się taka jest moja obserwacja :) ) w sztuce ogólniej rozumienej iż oddawanie uczuć jest jakby hmmm mniej oczywiste, naturalne. Albo uczucia są spychane w pewnien schemat albo przerysowane.
A to nie najlepsza droga :) IMHO oooczywiście ;)
Torin
p.s.
A wracając do bezpośredniej materii wątku to fragment Korsarza nadesłany przez Blanche jest piękny !
Co prawda można się przyczepić że wariacja przejechana jest na jednej minie - ale tutaj akurat nie przeszkadza. Tutaj najważniejsza jest technika i wrażenie jakie pozostawia tancerka na koniec :)
[quote:4beaeced7f="Father"][quote:4beaeced7f="Ewa J."]Owszem, pewne nagrania powiedzmy sprzed wieku wydają się być pretensjonalne, mniej doskonałe technicznie, nawet śmieszne, ale mistrzowie i ich sztuka nie starzeją się nigdy.[/quote:4beaeced7f]
To oczywisty truizm. Powiem jeszcze, że sztuka umiejscowiona w czasie jest zawsze wypadkową postrzegania świata przez wspólczesnych ludzi. Jeśli malarstwo średniowiczne wspólczesnym wydaje sie naiwne to nie znaczy to wcale iż nie jest ono sztuką.[/quote:4beaeced7f]
Wcale nie truizm. To zależy od punktu widzenia; niektórzy do dziś są niezwykle wzruszeni "Umierającym łabędziem" Pawłowej, inni uważają to za groteskę i nawet na naszym forum czytałam opinie, że jej wykonanie po prostu się zestarzało, że nie przedstawia żadnych wartości dla współczesnych odbiorców sztuki tańca. Jak widać, zdania są podzielone, więc błędnym przekonaniem jest uważać to za truizm. Dla niektórych Pawłowa pozostanie niedoścignionym wzorem artystki, która niezwykle sugestywnie umiała przekazywać wszystkie ludzkie emocje, uczucia, tak o niej pisano - inni z kolei odstawiają jej taniec do lamusa i dziwią się, że coś takiego w ogóle mogło kogokolwiek zachwycić, bo gdzież jej do dzisiejszych tancerek, które bez trudu robią arabeskę na 160 stopni.
[quote:4beaeced7f="Father"]
Wyjatki potwierdzaja regułę i dlatego nie przekonałaś mnie do tego iż dawniejsze tancerki były bardziej wyrafinowane w ekspresji uczuć niż obecne[/quote:4beaeced7f]
Ależ ja nikogo do niczego nie zamierzam tu przekonywać, mam własny punkt widzenia, inni mają własny, jeśli już, to chodzi o fakty. I nie to miałam na myśli, że dawne tancerki były bardziej wyrafinowane, niż dzisiejsze, tym bardziej, że wcale tak nie uważam. Myślę za to, że tancerki z tamtych czasów wcale nie musiały być gorsze od współczesnych, jak zazwyczaj się mniema i to z bardzo różnych powodów. Z drugiej strony to, że Spiesiwcewa jest dla mnie wielką artystką nie oznacza wcale, że tak samo musi być nią dla innych. I co więcej obiektywnie rzecz ujmując, czyli porównując z innymi tancerzami z jej czasów, nie była ona wyjątkiem. Bo są tacy, którzy daleko bardziej zachwycają się Pawłową, albo Karsawiną tudzież innymi tancerkami Baletów rosyjskich późniejszego okresu, albo tancerzami z tego zespołu (przecież na czterech "bogów tańca", o których się mówi, dwóch pochodzi właśnie z tamtych czasów, początku XX wieku - Niżyński i Lifar). A wybitni choreografowie, Fokin, Balanchine, cóż, oni się nie liczą? Więc nie postrzegałabym w żadnym wypadku O. Spiesewcewej jako wyjątku, bo nie ujmując jej talentowi, byłoby to jednak ujmą dla innych wielkich artystów z tych czasów tylko ją gloryfikować i stawiać na piedestale, a o reszcie zapominać. (Chociaż w zasadzie to o niej najczęściej się zapomina, ale tak czy inaczej sprawiedliwe trzeba patrzeć na dokonania wszystkich).
Reasumując, dla jasności: ja nie próbuję udowodnić, że któraś epoka była lepsza, tylko to, że nie tylko dziś, ale też kiedyś można było mieć do czynienia z wybitnymi artystami i wręcz wahałabym się oceniać, że lepiej było wtedy, niż jest teraz i odwrotnie. Dla większości zaś ten podział na gorsze i lepsze jest oczywisty i jasny, dla mnie kiedyś też był, ale teraz po obserwacji różnych nagrań wyrobiłam sobie własne i oczywiście subiektywne zdanie na ten temat.
[quote:4beaeced7f="Blanche"]Tu przydałoby się zadać pytanie, czym w zasadzie jest wyraz - ja, co chyba też już kiedyś pisałam, zastanawiam się czasami, czy pod "wyrazem" należy rozumieć aktorstwo, sposób kreowania i odgrywania w danej postaci, czy po prostu emocje tancerza - czy jeden przyklejony uśmiech przez cały spektakl można nazwać wyrazem? I czy wyraz to tylko emocje na twarzy, czy każdy ruch (tu od razu myślę o Lopatkinie w białym adagio, o którym pisała wyżej raisa - bo jak dla mnie tam każdy jej ruch jest niezbędny i jest nie tylko elementem tańca, ale i całej postaci Odetty).
Co do Twojego pytania, to ogólnie rzecz biorąc ja bym uznała, że z jednej strony wyraz jest lepszy - też ze względu na to, co napisała raisa - bo wszystkie ruchy są bardziej subtelne, bardziej dopracowane; z drugiej strony gorszy, bo czasami to odpowiednie uniesienie nogi czy odpowiednio wykonany piruet tak pochłania tancerza, że pod względem artystycznym zdaje się być pusty (i tu znowu wraca kwestia równowagi między techniką a wyrazem ;) )[/quote:4beaeced7f]
Właśnie, może słowo "wyraz" to nie do końca precyzyjne określenie, ale zdecydowanie nie nazwałabym nim uśmiechu przyklejonego do twarzy, oj nie ;) Używając tego sformułowania ja przynajmniej mam na myśli to, co składa się na całokształt kreowanej przez tancerza postaci, czyli de facto wszystko: nie tylko taniec, to, w jakim stopniu jest on przekazem - prawdy - emocji, uczuć, charakteru bohatera i jego motywacji, ale również poszczególne gesty, mimikę twarzy, naturalność itd. I właśnie, mi też przychodzi na myśl Łopatkina jako Odetta, ponieważ w tej roli jest doskonała, ale nie, być może nawet najpierw jako Zobeida, bo z kolei w tej odsłonie jest dla mnie absolutnie idealna. Myślę sobie nawet, że gdyby Fokin jakimś cudem powstał z grobu i mógł ją zobaczyć w swoim balecie, to zamiast wrzeszczeć i rzucać krzesłami, jak zwykle miał to w zwyczaju czynić na próbach (ach, ci romantycy i ich nieokiełznany temperament! :) ), wprost oniemiałby z zachwytu, tak samo odnośnie Ruzimatova ;)
Takie też odczucia mam wobec Vishnevej jako Giselle i wobec Spiesiwcewej, więc to, co potrafi we mnie wzbudzić nie tyle największy zachwyt, ile najbardziej poruszyć jest dla mnie miernikiem wartości sztuki konkretnego artysty i określa jego wyraz artystyczny. Nie ważne jest dla mnie to, jakie to były lata, jaka epoka, ale co dało mi obcowanie z czyimś przekazem tanecznym, jak na mnie wpłynęło. Wymieniłam oczywiście kilka przykładów, ale wśród tancerzy obu płci jest znacznie więcej artystów, którzy nie pozostawiają mnie obojętną, a że każdy ma inne upodobania, inny typ wrażliwości, to w zależności od tych czynników na inne osobowości i aspekty tańca będzie zwracał uwagę.
[quote:4beaeced7f="Torin"]
Obecnie daje się zaobserwować (znaczy się taka jest moja obserwacja :) ) w sztuce ogólniej rozumienej iż oddawanie uczuć jest jakby hmmm mniej oczywiste, naturalne. Albo uczucia są spychane w pewnien schemat albo przerysowane. [/quote:4beaeced7f]
Mam dokładnie takie same odczucia, to co napisałeś oddaje je w sposób lapidarny, ale bardzo dokładny. Też zwróciłam uwagę na to, że niestety często właśnie tak się dzieje; to co najważniejsze i co powinno być istotą tańca, spychane jest na dalszy plan. Dlatego to najlepsze wytłumaczenie mojego wielkiego sentymentu do artystek starszej daty, Pawłowej, Spiesiwcewej również. Cenię je za uczucia, szczerość, autentyczność i serce, jakie wkładały w swój taniec, za to, że były romantyczkami z krwi i kości, co widać w każdym najdrobniejszym ich ruchu, w każdym geście. Spontaniczność i naturalność Olgi jako Giselle moim zdaniem jest nie do odtworzenia przez żadną współczesną tancerkę, ona nie grała, ale żyła życiem swojej bohaterki, dlatego była do tego stopnia zachwycająca, prawdziwa i niepowtarzalna. To jest również powód, dlaczego nikogo innego nie oglądałam z takim wzruszeniem, z jakim patrzyłam na nią.
I smutno mi było tym bardziej, kiedy patrząc zdawałam sobie sprawę z tego, że jeszcze kilka lat i sama podzieli los odgrywanej przez siebie postaci, że sama jest Giselle, która nie będzie w stanie uchronić się od życiowej tragedii.. wysoka więc była cena jej talentu i tego, jak bardzo utożsamiała się z graną przez siebie bohaterką.
To oczywisty truizm. Powiem jeszcze, że sztuka umiejscowiona w czasie jest zawsze wypadkową postrzegania świata przez wspólczesnych ludzi. Jeśli malarstwo średniowiczne wspólczesnym wydaje sie naiwne to nie znaczy to wcale iż nie jest ono sztuką.[/quote:4beaeced7f]
Wcale nie truizm. To zależy od punktu widzenia; niektórzy do dziś są niezwykle wzruszeni "Umierającym łabędziem" Pawłowej, inni uważają to za groteskę i nawet na naszym forum czytałam opinie, że jej wykonanie po prostu się zestarzało, że nie przedstawia żadnych wartości dla współczesnych odbiorców sztuki tańca. Jak widać, zdania są podzielone, więc błędnym przekonaniem jest uważać to za truizm. Dla niektórych Pawłowa pozostanie niedoścignionym wzorem artystki, która niezwykle sugestywnie umiała przekazywać wszystkie ludzkie emocje, uczucia, tak o niej pisano - inni z kolei odstawiają jej taniec do lamusa i dziwią się, że coś takiego w ogóle mogło kogokolwiek zachwycić, bo gdzież jej do dzisiejszych tancerek, które bez trudu robią arabeskę na 160 stopni.
[quote:4beaeced7f="Father"]
Wyjatki potwierdzaja regułę i dlatego nie przekonałaś mnie do tego iż dawniejsze tancerki były bardziej wyrafinowane w ekspresji uczuć niż obecne[/quote:4beaeced7f]
Ależ ja nikogo do niczego nie zamierzam tu przekonywać, mam własny punkt widzenia, inni mają własny, jeśli już, to chodzi o fakty. I nie to miałam na myśli, że dawne tancerki były bardziej wyrafinowane, niż dzisiejsze, tym bardziej, że wcale tak nie uważam. Myślę za to, że tancerki z tamtych czasów wcale nie musiały być gorsze od współczesnych, jak zazwyczaj się mniema i to z bardzo różnych powodów. Z drugiej strony to, że Spiesiwcewa jest dla mnie wielką artystką nie oznacza wcale, że tak samo musi być nią dla innych. I co więcej obiektywnie rzecz ujmując, czyli porównując z innymi tancerzami z jej czasów, nie była ona wyjątkiem. Bo są tacy, którzy daleko bardziej zachwycają się Pawłową, albo Karsawiną tudzież innymi tancerkami Baletów rosyjskich późniejszego okresu, albo tancerzami z tego zespołu (przecież na czterech "bogów tańca", o których się mówi, dwóch pochodzi właśnie z tamtych czasów, początku XX wieku - Niżyński i Lifar). A wybitni choreografowie, Fokin, Balanchine, cóż, oni się nie liczą? Więc nie postrzegałabym w żadnym wypadku O. Spiesewcewej jako wyjątku, bo nie ujmując jej talentowi, byłoby to jednak ujmą dla innych wielkich artystów z tych czasów tylko ją gloryfikować i stawiać na piedestale, a o reszcie zapominać. (Chociaż w zasadzie to o niej najczęściej się zapomina, ale tak czy inaczej sprawiedliwe trzeba patrzeć na dokonania wszystkich).
Reasumując, dla jasności: ja nie próbuję udowodnić, że któraś epoka była lepsza, tylko to, że nie tylko dziś, ale też kiedyś można było mieć do czynienia z wybitnymi artystami i wręcz wahałabym się oceniać, że lepiej było wtedy, niż jest teraz i odwrotnie. Dla większości zaś ten podział na gorsze i lepsze jest oczywisty i jasny, dla mnie kiedyś też był, ale teraz po obserwacji różnych nagrań wyrobiłam sobie własne i oczywiście subiektywne zdanie na ten temat.
[quote:4beaeced7f="Blanche"]Tu przydałoby się zadać pytanie, czym w zasadzie jest wyraz - ja, co chyba też już kiedyś pisałam, zastanawiam się czasami, czy pod "wyrazem" należy rozumieć aktorstwo, sposób kreowania i odgrywania w danej postaci, czy po prostu emocje tancerza - czy jeden przyklejony uśmiech przez cały spektakl można nazwać wyrazem? I czy wyraz to tylko emocje na twarzy, czy każdy ruch (tu od razu myślę o Lopatkinie w białym adagio, o którym pisała wyżej raisa - bo jak dla mnie tam każdy jej ruch jest niezbędny i jest nie tylko elementem tańca, ale i całej postaci Odetty).
Co do Twojego pytania, to ogólnie rzecz biorąc ja bym uznała, że z jednej strony wyraz jest lepszy - też ze względu na to, co napisała raisa - bo wszystkie ruchy są bardziej subtelne, bardziej dopracowane; z drugiej strony gorszy, bo czasami to odpowiednie uniesienie nogi czy odpowiednio wykonany piruet tak pochłania tancerza, że pod względem artystycznym zdaje się być pusty (i tu znowu wraca kwestia równowagi między techniką a wyrazem ;) )[/quote:4beaeced7f]
Właśnie, może słowo "wyraz" to nie do końca precyzyjne określenie, ale zdecydowanie nie nazwałabym nim uśmiechu przyklejonego do twarzy, oj nie ;) Używając tego sformułowania ja przynajmniej mam na myśli to, co składa się na całokształt kreowanej przez tancerza postaci, czyli de facto wszystko: nie tylko taniec, to, w jakim stopniu jest on przekazem - prawdy - emocji, uczuć, charakteru bohatera i jego motywacji, ale również poszczególne gesty, mimikę twarzy, naturalność itd. I właśnie, mi też przychodzi na myśl Łopatkina jako Odetta, ponieważ w tej roli jest doskonała, ale nie, być może nawet najpierw jako Zobeida, bo z kolei w tej odsłonie jest dla mnie absolutnie idealna. Myślę sobie nawet, że gdyby Fokin jakimś cudem powstał z grobu i mógł ją zobaczyć w swoim balecie, to zamiast wrzeszczeć i rzucać krzesłami, jak zwykle miał to w zwyczaju czynić na próbach (ach, ci romantycy i ich nieokiełznany temperament! :) ), wprost oniemiałby z zachwytu, tak samo odnośnie Ruzimatova ;)
Takie też odczucia mam wobec Vishnevej jako Giselle i wobec Spiesiwcewej, więc to, co potrafi we mnie wzbudzić nie tyle największy zachwyt, ile najbardziej poruszyć jest dla mnie miernikiem wartości sztuki konkretnego artysty i określa jego wyraz artystyczny. Nie ważne jest dla mnie to, jakie to były lata, jaka epoka, ale co dało mi obcowanie z czyimś przekazem tanecznym, jak na mnie wpłynęło. Wymieniłam oczywiście kilka przykładów, ale wśród tancerzy obu płci jest znacznie więcej artystów, którzy nie pozostawiają mnie obojętną, a że każdy ma inne upodobania, inny typ wrażliwości, to w zależności od tych czynników na inne osobowości i aspekty tańca będzie zwracał uwagę.
[quote:4beaeced7f="Torin"]
Obecnie daje się zaobserwować (znaczy się taka jest moja obserwacja :) ) w sztuce ogólniej rozumienej iż oddawanie uczuć jest jakby hmmm mniej oczywiste, naturalne. Albo uczucia są spychane w pewnien schemat albo przerysowane. [/quote:4beaeced7f]
Mam dokładnie takie same odczucia, to co napisałeś oddaje je w sposób lapidarny, ale bardzo dokładny. Też zwróciłam uwagę na to, że niestety często właśnie tak się dzieje; to co najważniejsze i co powinno być istotą tańca, spychane jest na dalszy plan. Dlatego to najlepsze wytłumaczenie mojego wielkiego sentymentu do artystek starszej daty, Pawłowej, Spiesiwcewej również. Cenię je za uczucia, szczerość, autentyczność i serce, jakie wkładały w swój taniec, za to, że były romantyczkami z krwi i kości, co widać w każdym najdrobniejszym ich ruchu, w każdym geście. Spontaniczność i naturalność Olgi jako Giselle moim zdaniem jest nie do odtworzenia przez żadną współczesną tancerkę, ona nie grała, ale żyła życiem swojej bohaterki, dlatego była do tego stopnia zachwycająca, prawdziwa i niepowtarzalna. To jest również powód, dlaczego nikogo innego nie oglądałam z takim wzruszeniem, z jakim patrzyłam na nią.
I smutno mi było tym bardziej, kiedy patrząc zdawałam sobie sprawę z tego, że jeszcze kilka lat i sama podzieli los odgrywanej przez siebie postaci, że sama jest Giselle, która nie będzie w stanie uchronić się od życiowej tragedii.. wysoka więc była cena jej talentu i tego, jak bardzo utożsamiała się z graną przez siebie bohaterką.