Chiaranzano wczytaj sie prosze w to co napisałam
1) nie pisalam o kadrylach itd ale tylko i wylacznie o tancu klasycznym;
2) napisalam wyraźnie, ze caly czas ogowiazuja reguly;
3) zgadzam sie , że własna ekspresja tańca jest oczywistością. To jest pewne i niepodwazalne. Wszyscy wiemy, ze inny wyraz ma taniec Corelli, Malakhova czy W.Dudka. Każdy tancerz jest indywidualnością (podobnie jak każdy człowiek) i ten sam skok w wykonaniu różnych tancerzy może miec całkowicie inny wydźwięk. Jeden moze go skoczyc z wirtuazerią (VM), inny moze coś zrobić ze szczególnym temperamentem (AC) a jeszcze inny z wrodzoną klasą i delikatnością(W.Dudek...). Ten sam skok (w znaczeniu tak samo nazwany) a w sumie 3 zupełnie inne....
4) mój powyższy post był tylko i wyłącznie rezultatem moich luxnych przemyśleń, jakie zrodzily sie we mnie po obejrzeniu berlinskiego jeziora. Byłam go bardzo ciekawa bo Dinu Tamazlacaru widzialm do tej pory a to w jakiejs polce węgierskiej, a to w żarcie typu Le Bourgeois i nie moglam sobie wyobrazic jak on tanczy w czystej, najczystszej kalsyce. I zatańczyl technicznie super ale do tej czystej klasyki przemycił to co zawsze mial czyli autentyczna radosc i smiech.
Podalam go bo powiem szczerze ze do tej pory w klasyce chyba nie widzialam nikogo, kto ma niekontrolowane wybuchy smiechu. A jednak można - mimo ze wyobrazam sobie, po wpatrzeniu sie w sposob pracy z tancerzami Balszoj , ze tam to by nie przeszło... Nie dlatego, ze jest gdzies napisane, ze tancerz ma sie nie smiac w jeziorze labedzim ale dlatego, ze oni tak ucza i tacy sa (na marginesie to ogladajac filmy z nimi sama sie ich boje-, bo jak cos nie po ich mysli to samo ich spojrzenie zabija)
Czy teraz sie zrozumialyśmy?
