Wezmy Maksima Wojtiula, ktory mowi, ze za kulisami, jak sie szykuje do wejscia na scene, to nie moze przestac ziewać (niby , jak mowi, to taka jego reakcja na tremę: przyznajcie ze dziwna
Podobnie moj ulubieniec z Łodzi Piotr Ratajewski. On jak wchodzi na scene, to kurcze: cos jakby glodne zwierze wpadło do puszczy pelnej zwierzyny. Jakis obłęd szczęścia go ogarnia dosłownie.
Podobie Dinu Tamazlacaru, ktory jak wszedl na scene w grudniu, to nagle wstapil w niego taki właśnie obled szczescia i zaczal sie smiac; ludzie, ktorzy siedzieli wystarczajaco blisko to zaraz wychwycili i zaczeli sie smiac. tak ze zanim zaczal tanczyc i zanim 1szy dzwiek sie rozlegl to ja i moi sąsiedzi juz śmielismy sie w głos.
Na tej samej zasadzie Giovanni di Palma.
nie mowie, ze kazdy facet jak wchodzi na scene to tak reaguje, bo nie ale stosunkowo czesto takie nieokielznane szczesie u facetow na scenie jest. A u kobiet tego jeszcze nie widzialam nigdy.
Kobieta, nawet jak super sie czuje na scenie i ma duze doswiadczenie i obycie ze scena, to jakos jednak ma taka delikatnosc i jest wyczulona, zeby all bylo dobrze. Nie mowie, ze nie moze byc na scenie swobodna ale nie ma takiego w niej nieracjonalnego obledu szczescia.
Moze to dlatego, ze niektorzy faceci sa juz tacy beztroscy i zadne troski ich nie hamuja.