Dziadek do orzechów w TW-ON

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
venus-in-furs
Posty: 660
Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am

Post autor: venus-in-furs »

[quote42="Sagittaire"]

9 a. Fantstyczny Paweł Koncewoj!!!
[/quote42]

Nie wątpię, zawsze tak jest :D
Przepraszam, że ja tylko tyle, ale Dziadka nie widziałam i jak na razie nie zobaczę, albo i w ogóle nie zobaczę, jakoś mi się odechciało ;]
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

recenzja w Rzeczpospolitej

http://www.rp.pl/artykul/9147,761167-Dziadek-do-orzechow-i-Aladyn-Jr--stare-bajki-w-teatrze.html?p=1

i w Gazecie Wyborczej

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/128125,druk.html
w.
Posty: 40
Rejestracja: wt kwie 05, 2011 9:09 pm

Post autor: w. »

Na ''Dziadka...'' będę polować w grudniu, ale z niepohamowanej ciekawości przeczytałam
wszystkie recenzje, które przedstawiliście. Powiem szczerze, że recenzje wyżej podanych gazet niespecjalnie mnie zainteresowały, ponieważ rzecz dotyczyła scenografii, kostiumów itp. i rozprawy na temat tego czy to balet dla dzieci. Wiadomo, że w mniejszym bądź większym stopniu spektakl spodoba się dzieciom. Dorośli jednak, zwłaszcza ci nieznający się, liczą na relację tych doświadczonych, a tego zabrakło kompletnie. Wymieniono nazwiska i tyle. Oczywiście, że nie powinno się za dużo zdradzać, by ludzie poszli, zobaczyli i sami ocenili, ale dla mnie jako laika ważna jest opinia znawcy lub osoby, obracającej się już jakiś czas w tym świecie. Nie wiem czy to jakiś rodzaj lenistwa ze strony dziennikarzy czy z przeświadczenia, że ludziom, którzy bywają w TW-ON i są laikami zależy tylko na pokazaniu się i pooglądaniu ładnej scenografii i tancerzy/tancerek...

Dlatego dziękuję za recenzje w tym temacie. Ocena wypada średnio, ale nie zniechęca mnie to, ponieważ zawsze wolę przekonać się na własnej skórze i wydać własny osąd ;) Natomiast miło zaskoczyła mnie (choć to za duże słowo) wzmianka w wiadomościach w tv o premierze ''Dziadka...''
i pokazaniu Maksa i reszty ^^

Czekam z niecierpliwością na najbliższy spektakl (esp. po tym jak Sagittaire napisała tak ładnie o Popovie ;D) i walkę o jakieś bilety ^^"
Joanna Bednarczyk
Posty: 549
Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm

Post autor: Joanna Bednarczyk »

[quote60="w."]Wymieniono nazwiska i tyle. Oczywiście, że nie powinno się za dużo zdradzać, by ludzie poszli, zobaczyli i sami ocenili, ale dla mnie jako laika ważna jest opinia znawcy lub osoby, obracającej się już jakiś czas w tym świecie. Nie wiem czy to jakiś rodzaj lenistwa ze strony dziennikarzy czy z przeświadczenia, że ludziom, którzy bywają w TW-ON i są laikami zależy tylko na pokazaniu się i pooglądaniu ładnej scenografii i tancerzy/tancerek... [/quote60]

Jest jeszcze cos takiego jak limit ilości znaków, w gazetach codziennych ten limit jest bardzo wąski w czasopismach specjalistycznch np. Teatr czy Didaskalia większy standardowo ok 9000 znaków ale czasem i to nie pozwala poruszyc wszystkich aspektów, które musza byc ujęte w jakąś formę, więc znak za znakiem ubywa- a recenzji nie da się napisać tak ekonomicznie w punktach ;)
inaenka
Posty: 762
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:15 pm

Post autor: inaenka »

Powoli ogarniam się po powrocie i choć obowiązki na mnie czekają, nie chcę zwlekać już dłużej z dodaniem swojego grosika, bo w końcu całkiem emocje opadną i cały spektakl zatrze mi się w jedynie ogólnym wrażeniu.
Kilka osób, które go już widziały wcześniej, mówiły mi o słabej choreografii o jeszcze słabszym wykonaniu, o bezsensownej fabule. Wzięłam więc pod uwagę, że balet nie powali mnie na kolana, ale postanowiłam odnaleźć coś interesującego, mimo wszystko. I wcale nie było to trudne. Pierwsze sceny trochę mnie nudziły, zastanawiałam się jak odbierają, to co się dzieje na scenie, dzieci - bo ani to taniec ani teatr. Sceny w salonie - tańce, rozdawanie prezentów... - brakowało jakieś fajnej, żywej wariacji. W końcu stwierdziłam, że chyba powinnam przestać patrzyć przez pryzmat widzianych do tej pory wersji i skupić się na tym, że jest to bajka w zasadzie opowiedziana na nowo, i jak się w końcu okazało, pełna uroku. Bo czy zawsze muszą to być spektakularne akrobacje, nieprawdopodobne wyczyny i ewolucje? Oglądałam tę starą/nową, uroczą bajkę taneczną i naprawdę dobrze się bawiłam.
Od strony technicznej - idealnie wszystko ujęła Kasia - nic dodać nic ująć. Od siebie wspomnę o ładnych podnoszeniach, że Liaszenko pięknie wszystko wykańcza i dociąga. Naprawdę przyjemnie się na nią patrzy (jak i na Wojtiula zresztą).
Kwiaty, (abstrahując od brzydkich połyskliwych sukienek przypominających blaszane pawie oczka), no więc kwiaty, to chyba był najsłabszy punkt tego spektaklu - i choreografia nie zachwycająca i wykonanie pozostawiające trochę do życzenia - nierówno, oj nierówno.
Jeszcze tylko dodam, że zgrozę budziła we mnie...podłoga - istne lodowisko. Tancerki ślizgały się po niej i z wielką obawą oglądałam ich niezwykłe starania ujarzmienia tego potwora ;)
Bardzo podobała mi się choreografia dla śnieżynek, skomplikowana, ale porządnie i z wdziękiem zatańczona. Chiny...nareszcie bez palców wskazujących ;) ; Rosja przeuroczy obrazek jakby wycięty z dawnych rosyjskich bajek animowanych, które pamiętam z dzieciństwa,; Grecja - genialne, moim zdaniem rozwiązanie pomysłu podróży, zabawne, zupełnie nowatorskie. Taniec arabski (czy raczej turecki?) nie porwał, to nawet nie do końca taniec, tylko scenka taneczna, ale taka do przyjęcia.
No i moja wisienka....taniec hiszpański. Pytałam znajomych o niego (jak niektórym wiadomo, to mój konik) i wszyscy, jak jeden mąż powiedzieli, że nie kojarzą tańca hiszpańskiego, że chyba nie było. Kiedy na scenę zaczęły wychodzić kolejne pary i kiedy zobaczyłam ich stroje, nie mogłam uwierzyć - to będzie jota?! Ha, nie tylko jota, to jota aragońska - moja ukochana. Brawo, brawo, brawo za odwagę odejścia od stereotypu flamencocorridowoandaluzyjskiego ujęcia Hiszpanii. Choć jotę tańczy się w całej Hiszpanii, to te najpiękniejsze, najbardziej żywe i skoczne (wysoko) joty są z Aragonu - północy Hiszpanii i właśnie z tamtejszym folklorem mamy tym razem/wreszcie do czynienia :)

Reasumując - całość podobała mi się i to bardzo :)
venus-in-furs
Posty: 660
Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am

Post autor: venus-in-furs »

[quotec4="w."]
Czekam z niecierpliwością na najbliższy spektakl (esp. po tym jak Sagittaire napisała tak ładnie o Popovie ;D)"[/quotec4]

Robi to zawsze :D

O, komuś się jednak całość podobała. Jak wznowią za rok, to pójdę.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

jeszcze recenzja z Dziadka

http://teatrdlawas.pl/teatr/tdw/index.php?option=com_content&task=view&id=22420&Itemid=72
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Venus - rozbawiłaś mnie uwagą o Sergieju :) .
Odnośnie Dziadka, to dopowiem jeszcze, że Dziadek nie tyle jest dla mnie koszmarem, ile jest najgorszą premierą, wystawioną w czasie kiedy dyrektorem jest Pastor. Do tej pory podobało mi się wszystko: i Tristan, i Kurt (!!), i I przejdą (!!!! uwielbiam, kocham i uważam za najlepszy spektakl, zrobiony przez polskiego choreografa), i Swięto wiosny i Kopciuszek. Do tej pory wszystkie spektakle były dla mnie mniej lub bardziej cudowne, natomiast Dziadek jest w mojej ocenie najsłabszą, zwłaszcza od strony choreograficznej, premierą nowego dyrektora.
Z tym, że tak jak napisałam, gdyby oceniac tego Dziadka na gruncie premier, jakie były zakupywane w czasie zanim Pastor został szefem w Warszawie, to moja ocena byłaby pewnie zupełnie inna. Tutaj nie chodzi tyle o to, ze ten spektakl jest bardzo zły ile o to, ze na tle innych świetnych dużo wyżej postawiłam poprzeczkę.
Natomiast zobaczyc na pewno warto - ja 11 grudnia będę jeszcze na dwóch Dziadkach (o 12:00 i o 18:00), ponieważ bez wzgledu na globalna ocenę jest kilka takich fragmentów, w których warto zobaczyc warszawskich tancerzy i to najlepiej w dwóch obsadach (z Vojtiulem i Gabdullinem). Zresztą jako żart powiem, ze kiedyś masakrycznie oceniłam łódzką Śnieżkę, a potem rozmawiałam z moim kolegą i go prosiłam o zakup biletów dla mnie na wszystkie Śnieżki. On zrobił wielkie oczy i zapytał, czy przypadkiem nie nieznosze tego baletu, a ja odpowiedziałam, ze owszem nieznoszę go ale ja chodzę zazwyczaj "na tancerzy" a nie "na spektakle". Zatem ja mimo tego, ze Dziadka warszawskiego nie pokochałam, to zobaczę go w najbliższym tygodniu dwukrotnie :)
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Dziadka widziałam wczoraj, zgadzam się z poprzednimi opiniami, że I akt prawie w całości to duża pomyłka - również ożywiłam się od czasu wejścia Klary, w moim przypadku Marii Żuk. Była dziewczęca i czarująca, bardzo mi się podobała. Mogę się podpisać również pod wszelkimi entuzjastycznymi wypowiedziami nt Roberta Gabdullina - Maksim rzeczywiście w końcu zyskał rywala, jakkolwiek jeszcze "nieoszlifowanego", ale z przyjemnością będę śledzić postępy ;)

A co do samej choreografii.. najciekawsze, najbardziej kunsztownie skonstruowane fragmenty zostały tutaj pokazane w opracowaniu.. Rudolfa Nuriejewa. Uwielbiam klasykę w jego wydaniu, "Śpiącej królewny", "Rajmondy" i "Don kichota" już nie potrafię sobie wyobrazić w innych choreografiach (dodałabym również "Romeo i Julię" i właśnie "Dziadka..", ale akurat te dwie choreografie jestem w stanie zaakceptować też w innych wersjach, chociaż te są dla mnie szczególnie ważne).
Walc śnieżynek to oczywiście przeróbka Nuriejewa - to moja ulubiona choreografia, rzeczywiście trudna, ale bardzo piękna, więc niezwykle mnie ucieszyło, że mogę ją zobaczyć też na warszawskiej scenie (co prawda z wpadającym w środku ni z tego ni z owego królem myszy, Klarą, księciem itd.). A paczki tancerek to niezbyt udane kopie tych, jakie nosiły tancerki wystepujące w Royal Ballet za czasów wystawiania tej choreografii, i jakie noszą obecnie tancerki Opery Paryskiej.
W każdym razie - od czasu kiedy zobaczyłam ten piękny, majestatyczny walc, dałam się wciągnąć.
Tańce w II akcie to nic specjalnego, a już szczególnie raził mnie - w naszej inscenizacji - taniec grecki, do którego muzyka jest przepiękna, a na naszej scenie obrazuje infantylne podrygi mędrca (czyżby to miał być jakiś filozof?), satyra (?) i uskrzydlonej trzpiotki. Gdyby choreografowie w tym miejscy zrezygnowali z własnej, ubogiej inwencji, a znowu "zerżnęli" z Nuriejewa, byłoby znacznie lepiej. Ale nie twierdzę, że tylko jego patetyczne rozwiązania są tutaj wskazane - humorystycznie i z przymrużeniem oka (co w tym wypadku nieudolnie próbowano osiągnąć) opracował ten taniec Roland Petit. Więc jest wiele wyjść, trzeba tylko talentu i pomysłów, żeby z któregoś z nich z powodzeniem skorzystać.

Co do pas de deux..
[quote4a="owca524"]A pdd to osobny temat.Nie wiem jak wy, ale jako jedyne popisało się prawdziwym stylem(no nie wiem jak to określić! klasą?)Przez chwilę miałam wrażenie, że oglądam kawałek wycięty z zupełnie innego baletu.[/quote4a]
Bo pas de deux jest w dużej mierze ściągnięte również od.. Nuriejewa. Stąd to wrażenie ;) Tak, mówię, że ściągnięte, a nie zapożyczone, bo w pierwszej części jest bardzo mało zmian, nie będę wymieniać figury po figurze, coda jest już bardziej przerobiona (np. dołożono kręcenie fouettes i piruetów, czego u Nuriejewa nie ma), co do wariacji męskiej to właściwie "skradziona" w całości, wariacja żeńska zmodyfikowana - ale wystarczy spojrzeć na zakończenie, kiedy tancerka musi połączyć obrót z błyskawiczną arabeską - jako przejściem - to już łatwo rozpoznawalny, zastosowany przez niego chwyt.
Co do aspektów wykonawczych - jest trudno, więc starałam się przymykać oko na niedociągnięcia, mam wrażenie, że szczególnie dla solisty dużym wyzwaniem jest partnerowanie tutaj tancerce, wymaga doświadczenia, jest trochę karkołomnych podnoszeń i szybkich przejść "z góry" " na dół", widziałam nawet raz prawdziwego "gwiazdora" ;) który z pewnym wysiłkiem nad tym panował, więc w tym wypadku tym bardziej staram się przykroić kryteria moich ocen na realia warszawskie.. ale nie ukrywam, że patrzę przez pryzmat tego, jak to się tańczy w Operze Paryskiej. Np. wspomniane już łączenie obrotu z arabeską, która powinna być szybkim, ostrym cięciem, w wykonaniu Marii Żuk było trochę rozmyte, nie takie, jak powinno być (cały czas mam przed oczami jak pięknie tańczy to Dorothee Gilbert).
I jeszcze walc kwiatów - mi się akurat bardzo podobał, owszem, niezgranie może zaburzać odbiór, ale wg mnie to dobrze że nasz zespół musi mierzyć się z czymś nawet bardzo trudnym, bo to zdecydowanie ciągnie do góry - poza tym moja cała uwaga skupiała się w tym wypadku na Maksimie Wojtiulu, bardzo eleganckiej Izabeli Milewskiej (chociaż nie Maks jej partnerował) i Aleksandrze Liashenko. Następnym razem będzie mi na pewno zależało na zobaczeniu tego duetu w rolach głównych (tzn. Maksima i Aleksandry).
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Wczoraj widziałam po raz drugi- tym razem w obsadzie Klara A. Pietyra, Książę V. Yaroshenko.
Książę bardzo mi się podobał technicznie (wielkie zaskoczenie jak dla mnie, bo jakoś za bardzo nie liczyłam na to). Nie wiem, czy to kwestia tego, ze Maksim był może wymęczony przed premierą, czy tego, że orkiestra wtedy podobno źle zagrała, ale pokusze się o stwierdzenie, ze wczoraj Książę w PDD mi ciut bardziej się nawet podobał niz na premierze. Z tym, ze mówię o samym PDD, ponieważ patrząc całościowo, to Maksim wyrazowo "wymiata" każdego tancerza w Warszawie...
Natomiast Agnieszka moim zdaniem nie powinna byc obsadzana w tej roli, bo to jakaś pomyłka chyba...
Sceny zespołowe wczoraj o niebo lepiej zatanczone niż na premierze (ale to chyba norma, że z każdym kolejnym spektaklem jest coraz lepiej).
Śnieżynki bardzo mi się podobały (w tym solistki). Co prawda nie porazały obłędnie, ale na prawdę bardzo przyzwoicie.
Walc kwiatów równiez miły dla oka przede wszystkim Aleksandra Liashenko, od której osobiście nie byłam w stanie oderwac oczu!!!!!!!
Bardzy fajny taniec jota z N. Fernandez i O Światała - oboje niesamowici - szkoda tylko, że to było takie krótkie...
28 XII jadę na ostatniego mojego Dziadka :)
ODPOWIEDZ