rozmowy o tańcu w Łodzi
Nie wiem co sądzić o świeżym łódzkim „Don Kichocie”. Milczy o nim Kasia G., której ufam (nawet kiedy się z nią czasem nie zgadzam), a to co chwytam w internecie – bardzo niejednoznaczne. Począwszy od realizacji choreograficznej niejakiego Alexandra Polubentseva, podobno wg Petipy. Ale cóż to za Petipa, skoro nie ma kluczowej (dla jego stylu i tej choreografii) sceny „Snu”, czyli tzw. aktu Driad. Choreograf Polubentsev dał już zresztą przed laty w Operze Bałtyckiej spektakl „Intrygi Amora czyli Don Kichot”, nie najlepiej wówczas w Gdańsku oceniany. Czy więc w Łodzi powtórzył tamtą nieudaną produkcję, czy może ujawnił nowe podejście twórcze?
Recenzja w „Dzienniku Łódzkim” bardzo życzliwa i raczej bezkrytyczna: http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/1029287,recenzja-don-kichot-w-teatrze-wielkim-w-lodzi,id,t.html ale już komentarze do niej (poniżej tekstu) zgoła inne. A dziś czytam w papierowej „Angorze” felieton byłego dyr. łódzkiego TW, p. Pietrasa, który mnie zadziwia. Potwierdza brak „Snu” i chwali to, zamiast ganić chodzenie na łatwiznę. Jako wiodące role spektaklu opisuje „rozbudowane partie” Espady i Mercedes, a w nich: „rewelacyjnego” jakoby kierownika łódzkiego zespołu i „nieustępującą” mu „jego młodą żonę”. Skoro tak, to myślę sobie, że osobliwy to ukłon choreografa wobec szefostwa zespołu, ale :? zdradziecki wobec libretta Mariusa Petipy. I pachnie mi to nieco zwykłym :evil: nepotyzmem. Dowiaduję się także, że ktoś był „świetny”, a ktoś inny nawet „doskonały”. Na koniec zaś, że byli też (o dziwo!) Kitri i Basilio, którzy tańczyli wręcz „na światowym poziomie”. Z cytowanych przymiotników wnioskuję, że ogólny poziom łódzkiego zespołu jest teraz porównywalny z Maryjskim i Bolszom. Pogratulować! Niepotrzebny jest tylko jakiś szwendający się po scenie Amor, który urósł chyba do głównej roli – zapewne jako wkład autorski kreatywnego choreografa do petipowskiej tradycji. Najwyraźniej został przeszczepiony na łódzką scenę z niechlubnego gdańskiego przedstawienia, gdzie był nawet postacią tytułową.
Ale generalnie z obu tekstów wynika, że oto w Łodzi dokonał się baletowy :wink: cud mniemany. Jeśli jest w tym trochę prawdy, wypada się cieszyć, bo czekaliśmy stamtąd na jakieś dobre wieści po wieloletniej baletowej posusze. Kiedy się jednak głębiej zastanowię na tymi dwiema relacjami, to mam pewne wątpliwości jak było naprawdę. Może więc ktoś z Was podzieli się tu z nami bardziej wiarygodną opinią. Bo czegóż to dzisiaj 8) różni ludzie nie wypisują po gazetach...
A tak na marginesie, zdumiewa mnie w felietonie p. Pietrasa jakaś niewiarygodna niechęć autora do tancerzy innych ras i narodowości, a zwłaszcza do artystów z krajów azjatyckich. Jak zwykle smaga ich biczem kpiny i ironii. Takie przytyki przestają już śmieszyć, a pozostawiają we mnie głęboki niesmak. Sam nie wiem, czy to jeszcze „radiomaryjna” ksenofobia, czy już początki zawstydzającego rasizmu, Panie Dyrektorze? Tak czy inaczej, czas chyba na refleksję.
Recenzja w „Dzienniku Łódzkim” bardzo życzliwa i raczej bezkrytyczna: http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/1029287,recenzja-don-kichot-w-teatrze-wielkim-w-lodzi,id,t.html ale już komentarze do niej (poniżej tekstu) zgoła inne. A dziś czytam w papierowej „Angorze” felieton byłego dyr. łódzkiego TW, p. Pietrasa, który mnie zadziwia. Potwierdza brak „Snu” i chwali to, zamiast ganić chodzenie na łatwiznę. Jako wiodące role spektaklu opisuje „rozbudowane partie” Espady i Mercedes, a w nich: „rewelacyjnego” jakoby kierownika łódzkiego zespołu i „nieustępującą” mu „jego młodą żonę”. Skoro tak, to myślę sobie, że osobliwy to ukłon choreografa wobec szefostwa zespołu, ale :? zdradziecki wobec libretta Mariusa Petipy. I pachnie mi to nieco zwykłym :evil: nepotyzmem. Dowiaduję się także, że ktoś był „świetny”, a ktoś inny nawet „doskonały”. Na koniec zaś, że byli też (o dziwo!) Kitri i Basilio, którzy tańczyli wręcz „na światowym poziomie”. Z cytowanych przymiotników wnioskuję, że ogólny poziom łódzkiego zespołu jest teraz porównywalny z Maryjskim i Bolszom. Pogratulować! Niepotrzebny jest tylko jakiś szwendający się po scenie Amor, który urósł chyba do głównej roli – zapewne jako wkład autorski kreatywnego choreografa do petipowskiej tradycji. Najwyraźniej został przeszczepiony na łódzką scenę z niechlubnego gdańskiego przedstawienia, gdzie był nawet postacią tytułową.
Ale generalnie z obu tekstów wynika, że oto w Łodzi dokonał się baletowy :wink: cud mniemany. Jeśli jest w tym trochę prawdy, wypada się cieszyć, bo czekaliśmy stamtąd na jakieś dobre wieści po wieloletniej baletowej posusze. Kiedy się jednak głębiej zastanowię na tymi dwiema relacjami, to mam pewne wątpliwości jak było naprawdę. Może więc ktoś z Was podzieli się tu z nami bardziej wiarygodną opinią. Bo czegóż to dzisiaj 8) różni ludzie nie wypisują po gazetach...
A tak na marginesie, zdumiewa mnie w felietonie p. Pietrasa jakaś niewiarygodna niechęć autora do tancerzy innych ras i narodowości, a zwłaszcza do artystów z krajów azjatyckich. Jak zwykle smaga ich biczem kpiny i ironii. Takie przytyki przestają już śmieszyć, a pozostawiają we mnie głęboki niesmak. Sam nie wiem, czy to jeszcze „radiomaryjna” ksenofobia, czy już początki zawstydzającego rasizmu, Panie Dyrektorze? Tak czy inaczej, czas chyba na refleksję.
[quote:1173ef4b62="Ali"]Nie wiem co sądzić o świeżym łódzkim „Don Kichocie”. Milczy o nim Kasia G., której ufam .[/quote:1173ef4b62]
Milczy, bo nie widziała :), ale z zaskoczeniem przeczytała w zlinkowanej recenzji, że choreograf na pierwszy plan wysunął NIE historie Don Kichota a miłości Basilia i Kitri.. - a w jakiej to inscenizacji historia Don Kichota jest w tym balecie na pierwszym planie? W jakiej wersji? Chyba że recenzent odnosi sie tylko do wersji Borisa Ejfmana, która własnie łamała kanon klasycznej opowieści o golibrodzie i Kitri, albo do powieści Cervantesa
, na której balet oparty jest więcej niż luźno :)
Milczy, bo nie widziała :), ale z zaskoczeniem przeczytała w zlinkowanej recenzji, że choreograf na pierwszy plan wysunął NIE historie Don Kichota a miłości Basilia i Kitri.. - a w jakiej to inscenizacji historia Don Kichota jest w tym balecie na pierwszym planie? W jakiej wersji? Chyba że recenzent odnosi sie tylko do wersji Borisa Ejfmana, która własnie łamała kanon klasycznej opowieści o golibrodzie i Kitri, albo do powieści Cervantesa
, na której balet oparty jest więcej niż luźno :)
[quote:1a9b7b3acd="Kasia G"]...Chyba że recenzent odnosi się...[/quote:1a9b7b3acd]
Temu recenzentowi nie brak dobrych intencji, ale tekst „odnosi się” raczej do jego niekompetencji. A do Twojego przykładu Kasiu, dodam parę innych kwiatków z jego ogródka:
„Tradycyjny w formie „Don Kichot” rzadko bywa dziś wybitnym przebojem scen...”. Bzdura. To właśnie tradycyjny jest wciąż przebojem najważniejszych światowych zespołów baletowych: w Moskwie, Petersburgu, Nowym Jorku, Londynie itd., itd. Oczekujemy go też niedługo w Warszawie. O ile wiem, nieliczne niby-twórcze przeróbki „z kluczem” poniosły porażkę, nawet Ejfmanowski był moim zdaniem mocno naciągany.
„Aleksander Połubiencew, uznany tancerz, pedagog i choreograf...”. Gdzie i przez kogo? Ja np. nie słyszałem.
„Przywrócił pierwotną choreografię Petipy...” Że to nieprawda, skoro brak sekwencji „Snu”, wskazywałem już wyżej. Nie przywrócił więc, ale wyrzucił.
„Uwydatnił też partie torreadora Espady i ulicznej tancerki Mercedes, i na tej dwuwątkowości balet znacząco zyskuje...” Uwydatnił i zyskuje w stosunku do czego i do kiedy? Te postaci są wydatne w tradycyjnej wersji tego baletu od lat.
Jest tego więcej, ale szkoda czasu i miejsca na takie cytaty. Więc jak traktować tę „recenzję”? Ot, pisze sobie człowiek, co mu ślina na język przyniesie..., a gazeta drukuje.
Temu recenzentowi nie brak dobrych intencji, ale tekst „odnosi się” raczej do jego niekompetencji. A do Twojego przykładu Kasiu, dodam parę innych kwiatków z jego ogródka:
„Tradycyjny w formie „Don Kichot” rzadko bywa dziś wybitnym przebojem scen...”. Bzdura. To właśnie tradycyjny jest wciąż przebojem najważniejszych światowych zespołów baletowych: w Moskwie, Petersburgu, Nowym Jorku, Londynie itd., itd. Oczekujemy go też niedługo w Warszawie. O ile wiem, nieliczne niby-twórcze przeróbki „z kluczem” poniosły porażkę, nawet Ejfmanowski był moim zdaniem mocno naciągany.
„Aleksander Połubiencew, uznany tancerz, pedagog i choreograf...”. Gdzie i przez kogo? Ja np. nie słyszałem.
„Przywrócił pierwotną choreografię Petipy...” Że to nieprawda, skoro brak sekwencji „Snu”, wskazywałem już wyżej. Nie przywrócił więc, ale wyrzucił.
„Uwydatnił też partie torreadora Espady i ulicznej tancerki Mercedes, i na tej dwuwątkowości balet znacząco zyskuje...” Uwydatnił i zyskuje w stosunku do czego i do kiedy? Te postaci są wydatne w tradycyjnej wersji tego baletu od lat.
Jest tego więcej, ale szkoda czasu i miejsca na takie cytaty. Więc jak traktować tę „recenzję”? Ot, pisze sobie człowiek, co mu ślina na język przyniesie..., a gazeta drukuje.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
[quote:4f63a20dbc="Ali"]Jako wiodące role spektaklu opisuje „rozbudowane partie” Espady i Mercedes, a w nich: „rewelacyjnego” jakoby kierownika łódzkiego zespołu i „nieustępującą” mu „jego młodą żonę”. Skoro tak, to myślę sobie, że osobliwy to ukłon choreografa wobec szefostwa zespołu, ale :? zdradziecki wobec libretta Mariusa Petipy. I pachnie mi to nieco zwykłym :evil: nepotyzmem. [/quote:4f63a20dbc]
Mieszkam juz daleko od Łodzi i nie widziałam premiery, ale muszę zabrać głos mimo to. Przypominam Ali, że obecny łódzki szef baletu 2 sezony temu był najwyższym rangą tancerzem poznańskim, a zatem ówczesnego drugiego w Polsce zespołu baletowego, zaś jego młoda żona ukończyła bardzo dobra szkołę baletowa w Permie. Do tego jest nisamowicie muzykalna, jej poczucie rytmu jest rzadko spotykane, a i ma do tego pazur na scenie. Osobiście gdybym była choreografem, to bym postąpiła tak samo, bo aż szkoda zmarnować taką szansę i tych dwojga nie wystawić. Dlatego z góry zakłądam, ze to bardzo dobra dla tego spektaklu decyzja.
A o nepotyzm Muśki bym nie podejrzewała. To jest człowiek ogromnego taktu i skromności. Nie wystawia się na pierwszy plan. Nie wziął - odkąd przybył z Poznania - dla siebie ani jednej głównej roli. Dla swojej żony też. Mimo, ze był to czas , kiedy z zespolu odeszło kilkudziesięciu tancerzy i tam na prawdę nie było komu tańczyć. Stawiał wtedy na młodych i dawał role młodym tancerzom tuz po szkole ale nie było w nim dążenia do tańczenia samemu za wszelką cenę (a w przeszłości na łódzkim choćby podwórku bywalo tak, ze byli kierownicy baletu obsadzali siebie w głównych rolach albo swoja rodzinę...- w operze jest tak do dziś więc jest to akceptowane). Ale to mam wrazenie calkowicie niezgodne by bylo z bardzo taktownym charakterem Muśki.
Natomiast co do Azjatów. Teraz po naborze nowym zespół widzę zasiliło kilkanaście czy kilkadziesiąt osób - głównie azjaci, też ci kształceni w Rosji. Jeden chyba miał jakiś epizod w Marince, ale nie jestem pewna. Azjaci są specyficzni ale też dobrzy technicznie. Opinia dyr. Pietrasa mam wrażenie jest potwierdzeniem ogólnych nastrojów w zespole. Azjaci przyszli i praktrycznie zawładnęli spektaklem, polscy tancerze, soliści, nie dostali już ról - też m.in. Nazar i Vala, którzy w czasie, gdy wszyscy odeszliz Łodzi tańczyli wszystko za małe pieniądze mimo kontuzji bardzo poważnych. To jest frustrujące.... Ale taki chyba okrutny i bezwzględny jest świat baletu.
Mieszkam juz daleko od Łodzi i nie widziałam premiery, ale muszę zabrać głos mimo to. Przypominam Ali, że obecny łódzki szef baletu 2 sezony temu był najwyższym rangą tancerzem poznańskim, a zatem ówczesnego drugiego w Polsce zespołu baletowego, zaś jego młoda żona ukończyła bardzo dobra szkołę baletowa w Permie. Do tego jest nisamowicie muzykalna, jej poczucie rytmu jest rzadko spotykane, a i ma do tego pazur na scenie. Osobiście gdybym była choreografem, to bym postąpiła tak samo, bo aż szkoda zmarnować taką szansę i tych dwojga nie wystawić. Dlatego z góry zakłądam, ze to bardzo dobra dla tego spektaklu decyzja.
A o nepotyzm Muśki bym nie podejrzewała. To jest człowiek ogromnego taktu i skromności. Nie wystawia się na pierwszy plan. Nie wziął - odkąd przybył z Poznania - dla siebie ani jednej głównej roli. Dla swojej żony też. Mimo, ze był to czas , kiedy z zespolu odeszło kilkudziesięciu tancerzy i tam na prawdę nie było komu tańczyć. Stawiał wtedy na młodych i dawał role młodym tancerzom tuz po szkole ale nie było w nim dążenia do tańczenia samemu za wszelką cenę (a w przeszłości na łódzkim choćby podwórku bywalo tak, ze byli kierownicy baletu obsadzali siebie w głównych rolach albo swoja rodzinę...- w operze jest tak do dziś więc jest to akceptowane). Ale to mam wrazenie calkowicie niezgodne by bylo z bardzo taktownym charakterem Muśki.
Natomiast co do Azjatów. Teraz po naborze nowym zespół widzę zasiliło kilkanaście czy kilkadziesiąt osób - głównie azjaci, też ci kształceni w Rosji. Jeden chyba miał jakiś epizod w Marince, ale nie jestem pewna. Azjaci są specyficzni ale też dobrzy technicznie. Opinia dyr. Pietrasa mam wrażenie jest potwierdzeniem ogólnych nastrojów w zespole. Azjaci przyszli i praktrycznie zawładnęli spektaklem, polscy tancerze, soliści, nie dostali już ról - też m.in. Nazar i Vala, którzy w czasie, gdy wszyscy odeszliz Łodzi tańczyli wszystko za małe pieniądze mimo kontuzji bardzo poważnych. To jest frustrujące.... Ale taki chyba okrutny i bezwzględny jest świat baletu.
[quote:8645e371db="Sagittaire"]...obecny łódzki szef baletu 2 sezony temu był najwyższym rangą tancerzem poznańskim (...), zaś jego młoda żona ukończyła bardzo dobra szkołę baletową w Permie (...). Gdybym była choreografem, to bym postąpiła tak samo, bo aż szkoda zmarnować taką szansę i tych dwojga nie wystawić.(...) A o nepotyzm Muśki bym nie podejrzewała. To jest człowiek ogromnego taktu i skromności. (...) Stawiał na młodych i dawał role młodym tancerzom tuż po szkole, ale nie było w nim dążenia do tańczenia samemu za wszelką cenę (...) Opinia dyr. Pietrasa mam wrażenie jest potwierdzeniem ogólnych nastrojów w zespole. Azjaci przyszli i praktycznie zawładnęli spektaklem, polscy tancerze, soliści, nie dostali już ról - też m.in. Nazar i Vala, którzy w czasie, gdy wszyscy odeszli z Łodzi tańczyli wszystko za małe pieniądze mimo kontuzji bardzo poważnych. To jest frustrujące...[/quote:8645e371db]
Może więc masz rację Sagittaire z tym domniemanym nepotyzmem. Ale w dalszej części chyba zaprzeczasz sama sobie, skoro znani łódzcy tancerze zostali odsunięci od ról na rzecz artystów zagranicznych, rozumiem, że niesłusznie. Myślę zatem, że p. Muśko, przyjmując z żoną owe "rozbudowane" role, mógł zadbać także o interesy wspomnianych przez Ciebie podopiecznych, skoro na to zasługują. A dyr. Pietras nie jest chyba członkiem łódzkiego baletu, by przejmować "ogólne nastroje w zespole". Czy te "frustrujące nastroje" wyczuwało się z widowni? Bardzo wątpię. Moje pytanie jest oczywiście retoryczne, skoro nie byłaś na przedstawieniu Sagittaire.
PS.
I jeszcze dla jasności innym - tekst, o którym mówimy, jest już na e-teatrze.pl: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/172298.html
Może więc masz rację Sagittaire z tym domniemanym nepotyzmem. Ale w dalszej części chyba zaprzeczasz sama sobie, skoro znani łódzcy tancerze zostali odsunięci od ról na rzecz artystów zagranicznych, rozumiem, że niesłusznie. Myślę zatem, że p. Muśko, przyjmując z żoną owe "rozbudowane" role, mógł zadbać także o interesy wspomnianych przez Ciebie podopiecznych, skoro na to zasługują. A dyr. Pietras nie jest chyba członkiem łódzkiego baletu, by przejmować "ogólne nastroje w zespole". Czy te "frustrujące nastroje" wyczuwało się z widowni? Bardzo wątpię. Moje pytanie jest oczywiście retoryczne, skoro nie byłaś na przedstawieniu Sagittaire.
PS.
I jeszcze dla jasności innym - tekst, o którym mówimy, jest już na e-teatrze.pl: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/172298.html
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Ale to jest spektakl klasyczny, a ci tancerze, o których mówiłam nie są klasykami. Nie widzę tu zatem sprzeczności. Poza tym ani Vala ani Nazar nie są tej miary klasykami co Muśko i jego żona. Cięzko to opisywać, trzeba znać zespół. W każdym razie znając zespół z perspektywy osoby, która w swoim czasie bywała na łódzkim balecie po wiele razy na miesiąc uważam, że decyzja obsadowa była słuszna, ale skoro nie widzialam spektaklu, to skoncze na tym.
Recenzje dyr. Pietrasa nauczyłam się czytać przez pewne uwarunkowania.
Recenzje dyr. Pietrasa nauczyłam się czytać przez pewne uwarunkowania.
A mnie się wydaje Sagittaire, że „Don Kichot” nie jest baletem stricte klasycznym, ale typowo demi-klasycznym, zwłaszcza :? bez sceny „Snu” - jak czytam. To co klasyczne (poza "Snem" właśnie) jest tam zdecydowanie stylizowane na modłę hiszpańską, pełno tam ról i tańców charakterystycznych. Więc pewnie i Twoi mniej „klasyczni” ulubieńcy zmieściliby się w obsadzie. Mówię rzecz jasna o balecie Mariusa Petipy, ale oczywiście nie wiem ile jest Petipy w tym łódzkim spektaklu wzorowanym jakoby na Petipie. Dość już jednak tych akademickich rozważań, było jak było. A jak było naprawdę wciąż nie mamy wiarygodnego potwierdzenia.
Co zaś znaczy :roll: "czytanie recenzji przez pewne uwarunkowania"? Doprawdy nie wiem.
Co zaś znaczy :roll: "czytanie recenzji przez pewne uwarunkowania"? Doprawdy nie wiem.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
[quote:da38dfffe9][/quote:da38dfffe9][quote:da38dfffe9="Ali"] „Don Kichot” nie jest baletem stricte klasycznym, ale typowo demi-klasycznym[/quote:da38dfffe9]
Ali - widziales raz Nazara? To nie jest ani tancerz klasyczny ani demiklasyczny. To jest tancerz, ktory najlepiej wypadł jak przyjechał T. Cousin z broadwayu i go obsadzil w Contakcie. Zamiast sie czepiac z uporem maniaka swojej mysli postaraj sie pomyslec o co chodzi rozmówcy, bo to męczące.
W każdym razie chodzilo mi o to, że czy w balecie klasycznym czy demiklasycznym różnica między Muśką a NaZAREM jest ogromna. I nie obsadzić Muśki i jego żony w tym to grzech. Dlatego aż boli podejrzewanie ich o nepotyzm jak piszesz. To jest publiczne miejsce, więc waż proszę słowa, bo to przykre, że ktoś tak ostrożnie prowadzi politykę obsadową i nie pcha się do ważnych ról mimo świetnych warunków i w momencie, gdy raz występuje w roli, w której nikt z zespolu by go nie zastąpił, pisze jsię jakieś insynuacje bez znajomosci zespolu lodzkiego.
Na tym koncze, bo wątek i tak jest za dlugi.
Ali - widziales raz Nazara? To nie jest ani tancerz klasyczny ani demiklasyczny. To jest tancerz, ktory najlepiej wypadł jak przyjechał T. Cousin z broadwayu i go obsadzil w Contakcie. Zamiast sie czepiac z uporem maniaka swojej mysli postaraj sie pomyslec o co chodzi rozmówcy, bo to męczące.
W każdym razie chodzilo mi o to, że czy w balecie klasycznym czy demiklasycznym różnica między Muśką a NaZAREM jest ogromna. I nie obsadzić Muśki i jego żony w tym to grzech. Dlatego aż boli podejrzewanie ich o nepotyzm jak piszesz. To jest publiczne miejsce, więc waż proszę słowa, bo to przykre, że ktoś tak ostrożnie prowadzi politykę obsadową i nie pcha się do ważnych ról mimo świetnych warunków i w momencie, gdy raz występuje w roli, w której nikt z zespolu by go nie zastąpił, pisze jsię jakieś insynuacje bez znajomosci zespolu lodzkiego.
Na tym koncze, bo wątek i tak jest za dlugi.
[quote:1bce68b056="Sagittaire"]Ali - widziales raz Nazara? To nie jest ani tancerz klasyczny ani demiklasyczny. To jest tancerz, ktory najlepiej wypadł jak przyjechał T. Cousin z broadwayu i go obsadzil w Contakcie. Zamiast sie czepiac z uporem maniaka... [/quote:1bce68b056]
Sagittaire, nie mam pojęcia kto to jest tancerz Nazar. Nigdy go nie oglądałem. Pamiętam jedynie Twoje wielkie w przeszłości zachwyty na jego temat - przy każdej okazji, stąd moja empatia wobec niego i innych Twoich wcześniejszych ulubieńców w kontekście obsad tego przedstawienia (sama przecież podniosłaś ten problem). Ale - jak to mówią - kobieta zmienną jest, więc rozumiem, że przerzuciłaś teraz swoją sympatię z p. Nazara na kierownika Muśkę. Jego akurat widziałem tańczącego parę razy na poznańskiej scenie - z uznaniem, ale bez zachwytu. Jak wiadomo jednak artyści baletu rozwijają się (ale też "zwijają" z czasem, niestety). Więc pozostaję z wiarą w Twoją opinię (bez Twojego "uporu maniaka"), z całym wobec niego szacunkiem.
Sagittaire, nie mam pojęcia kto to jest tancerz Nazar. Nigdy go nie oglądałem. Pamiętam jedynie Twoje wielkie w przeszłości zachwyty na jego temat - przy każdej okazji, stąd moja empatia wobec niego i innych Twoich wcześniejszych ulubieńców w kontekście obsad tego przedstawienia (sama przecież podniosłaś ten problem). Ale - jak to mówią - kobieta zmienną jest, więc rozumiem, że przerzuciłaś teraz swoją sympatię z p. Nazara na kierownika Muśkę. Jego akurat widziałem tańczącego parę razy na poznańskiej scenie - z uznaniem, ale bez zachwytu. Jak wiadomo jednak artyści baletu rozwijają się (ale też "zwijają" z czasem, niestety). Więc pozostaję z wiarą w Twoją opinię (bez Twojego "uporu maniaka"), z całym wobec niego szacunkiem.