[quote:1162d182be="dede"][czy naprawdę wierzycie w to że po tych paru godzinach na imprezie można przejąć jakieś nawyki ruchowe? i jeśli tak to od kogo jeśli na imprezie tańczy się zazwyczaj dla siebie, w gronie znajomych ewentualnie, a nie obczaja co kto i jak tańczy. )[/quote:1162d182be]
Rozbawilo mnie to zdanie do łez,.. Dzieki za poprawienie mi nastroju (choc dzis i tak jest dobry).
Niemniej jednak szanuję ludzi, dla ktorych czysty klasyczny balet jest światynią w ktorej nic nie mozna zmienic, bo moje uzaleznienie od baletu zaczęło się od zauroczenia sie najczystsza klasyką.
ps to nie łuk byl w berlinskiem jeziorze ale strzelba jakaś :)
dyskoteki
ok, niech sobie balet będzie dla niej świętością, ale klasyka na sali w szkole to jedno, a prywatne bycie na imprezie to drugie. dwa różne światy jak dla mnie.skoro uczysz się na to aby w przyszłości taniec był twoim zawodem to zdrowo jest rozgraniczyć życie prywatne i zawodowe. a pani od klasyki nic do tego co robisz w czasie wolnym od zajęć:)
-
Chiaranzana
- Posty: 349
- Rejestracja: czw maja 28, 2009 11:41 am
A ja mam pytanie, kto uczy i twierdzi ze dawniej ludzie byli wcisnieci w jakies sztywne reguly tanca a dzis juz nie? Kto wogle uczy takich bzdur w szkole? Wystarczy wziasc jakikolwiek opisy dawnych tancow chociazby XIX wiecznych kadryli czy kontredansow.
Tanca dyskotekowego nie da sie porownywac z klasyka ani z tancem nawet towarzyskim czy wspolczesnym, a to czy ktos to lubi czy nie to jego juz indywidualne podejscie do tanca.
Dzis tez obowiazuja reguly a przynajmniej jakies powinny, a regula to nie znaczy ze nie mozna dac swojemu tancowi wlasnej ekspresji tanca. Inaczej to juz nie jest taniec tylko odtworcze i bezsensowne uzywanie ruchu, a wtedy nie ma mowy, ze ktos taki jest tancerzem.
Tanca dyskotekowego nie da sie porownywac z klasyka ani z tancem nawet towarzyskim czy wspolczesnym, a to czy ktos to lubi czy nie to jego juz indywidualne podejscie do tanca.
Dzis tez obowiazuja reguly a przynajmniej jakies powinny, a regula to nie znaczy ze nie mozna dac swojemu tancowi wlasnej ekspresji tanca. Inaczej to juz nie jest taniec tylko odtworcze i bezsensowne uzywanie ruchu, a wtedy nie ma mowy, ze ktos taki jest tancerzem.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Chiaranzano wczytaj sie prosze w to co napisałam :)
1) nie pisalam o kadrylach itd ale tylko i wylacznie o tancu klasycznym;
2) napisalam wyraźnie, ze caly czas ogowiazuja reguly;
3) zgadzam sie , że własna ekspresja tańca jest oczywistością. To jest pewne i niepodwazalne. Wszyscy wiemy, ze inny wyraz ma taniec Corelli, Malakhova czy W.Dudka. Każdy tancerz jest indywidualnością (podobnie jak każdy człowiek) i ten sam skok w wykonaniu różnych tancerzy może miec całkowicie inny wydźwięk. Jeden moze go skoczyc z wirtuazerią (VM), inny moze coś zrobić ze szczególnym temperamentem (AC) a jeszcze inny z wrodzoną klasą i delikatnością(W.Dudek...). Ten sam skok (w znaczeniu tak samo nazwany) a w sumie 3 zupełnie inne....
4) mój powyższy post był tylko i wyłącznie rezultatem moich luxnych przemyśleń, jakie zrodzily sie we mnie po obejrzeniu berlinskiego jeziora. Byłam go bardzo ciekawa bo Dinu Tamazlacaru widzialm do tej pory a to w jakiejs polce węgierskiej, a to w żarcie typu Le Bourgeois i nie moglam sobie wyobrazic jak on tanczy w czystej, najczystszej kalsyce. I zatańczyl technicznie super ale do tej czystej klasyki przemycił to co zawsze mial czyli autentyczna radosc i smiech.
Podalam go bo powiem szczerze ze do tej pory w klasyce chyba nie widzialam nikogo, kto ma niekontrolowane wybuchy smiechu. A jednak można - mimo ze wyobrazam sobie, po wpatrzeniu sie w sposob pracy z tancerzami Balszoj , ze tam to by nie przeszło... Nie dlatego, ze jest gdzies napisane, ze tancerz ma sie nie smiac w jeziorze labedzim ale dlatego, ze oni tak ucza i tacy sa (na marginesie to ogladajac filmy z nimi sama sie ich boje-, bo jak cos nie po ich mysli to samo ich spojrzenie zabija)
Czy teraz sie zrozumialyśmy? :)
1) nie pisalam o kadrylach itd ale tylko i wylacznie o tancu klasycznym;
2) napisalam wyraźnie, ze caly czas ogowiazuja reguly;
3) zgadzam sie , że własna ekspresja tańca jest oczywistością. To jest pewne i niepodwazalne. Wszyscy wiemy, ze inny wyraz ma taniec Corelli, Malakhova czy W.Dudka. Każdy tancerz jest indywidualnością (podobnie jak każdy człowiek) i ten sam skok w wykonaniu różnych tancerzy może miec całkowicie inny wydźwięk. Jeden moze go skoczyc z wirtuazerią (VM), inny moze coś zrobić ze szczególnym temperamentem (AC) a jeszcze inny z wrodzoną klasą i delikatnością(W.Dudek...). Ten sam skok (w znaczeniu tak samo nazwany) a w sumie 3 zupełnie inne....
4) mój powyższy post był tylko i wyłącznie rezultatem moich luxnych przemyśleń, jakie zrodzily sie we mnie po obejrzeniu berlinskiego jeziora. Byłam go bardzo ciekawa bo Dinu Tamazlacaru widzialm do tej pory a to w jakiejs polce węgierskiej, a to w żarcie typu Le Bourgeois i nie moglam sobie wyobrazic jak on tanczy w czystej, najczystszej kalsyce. I zatańczyl technicznie super ale do tej czystej klasyki przemycił to co zawsze mial czyli autentyczna radosc i smiech.
Podalam go bo powiem szczerze ze do tej pory w klasyce chyba nie widzialam nikogo, kto ma niekontrolowane wybuchy smiechu. A jednak można - mimo ze wyobrazam sobie, po wpatrzeniu sie w sposob pracy z tancerzami Balszoj , ze tam to by nie przeszło... Nie dlatego, ze jest gdzies napisane, ze tancerz ma sie nie smiac w jeziorze labedzim ale dlatego, ze oni tak ucza i tacy sa (na marginesie to ogladajac filmy z nimi sama sie ich boje-, bo jak cos nie po ich mysli to samo ich spojrzenie zabija)
Czy teraz sie zrozumialyśmy? :)